Ali Land, Ja dobra zła

9kier/ Listopad 28, 2017/ Książki/ 0 comments

Niby wszystko tu jest – trudna przeszłość bohaterki, problem, z jakim musi się zmierzyć, prosty język. A jednak przedzierałam się przez powieść Ali Land powoli, po kilkanaście stron naraz.

Bohaterka – wcześniej Annie, teraz Milly – po traumie zaserwowanej jej przez matkę morderczynię zostaje przeniesiona do rodziny zastępczej i nowej szkoły. Zaburza w ten sposób dynamikę rodziny, która i bez tego nie jest wzorowa, i musi poradzić sobie z konsekwencjami, w tym spowodowanym zazdrością prześladowaniem przez jedynaczkę Phoebe. Jednak trudne relacje z rówieśnikami, traumatyczne wspomnienia i utrudniające codzienne funkcjonowanie odruchy to nic w porównaniu z wysiłkiem, jaki Annie/Milly musi włożyć w zerwanie toksycznej więzi z matką, która wprawdzie przebywa w areszcie i nikomu nie zagraża, ale nie opuściła myśli bohaterki. Na horyzoncie majaczy rozprawa, która rozstrzygnie, czy jej matka zostanie oskarżona o morderstwa, a Annie/Milly stoi w rozkroku między nieprzywiązywaniem się do tymczasowej rodziny a potrzebą przywiązania się i ułożenia sobie życia od nowa.

Nie wiem, dlaczego Ali Land zdecydowała się nadać powieści tytuł, który od początku każe doszukiwać się w bohaterce „mrocznej połowy”. Końcówka miała szokować, ale nie robi tego ze względu na brak elementu zaskoczenia, bo wcześniej autorka podrzuca czytelnikowi okruchy wielkości jabłek. Mimo pierwszoosobowej perspektywy, mającej zazwyczaj na celu skrócenie dystansu pomiędzy bohaterem a czytającym, oraz szczegółowych niekiedy opisów morderstw i tortur nie przeżyłam w trakcie lektury żadnych emocji. Nie ruszyły mnie traumatyczne wspomnienia Annie/Milly ani monologi wewnętrzne skierowane do matki. Być może dlatego, że Ali Land skontrowała całą siłę pierwszoosobowej perspektywy i prostego języka pisaniem w czasie teraźniejszym, które moim zdaniem obniża tempo akcji, jest trudniejsze w odbiorze i zwykle odrzuca mnie od lektury. Oprócz tego trudno mi się było odnieść do naiwnych racjonalizacji i działań nastolatki, a miejscami (np. w przypadku słowa „przyja-gowie”, które ani chybi było kalką „frenemies”, czy dziwacznego, niezrozumiałego fragmentu z „alfabetowym spaghetti serwowanym w kształcie kłamstw”) przeszkadzało mi tłumaczenie.

Nie sądziłam, że kiedykolwiek napiszę to o powieści, której fabuła skupiona jest na morderczyni dzieci, ale to – mimo wkradającej się tu i ówdzie monotonii – lekka lektura. Niczego od czytelnika nie wymaga, ale też w żaden sposób go nie wzbogaca. Mam też wrażenie, że dodatkowo stygmatyzuje osoby z problemami psychicznymi, a przynajmniej zwiększa nieufność wobec nich, i przez to wszystko trudno mi ją polecić komukolwiek szukającemu czegoś więcej niż zabijacza czasu.