Andrzej Brzeziecki, Małgorzata Nocuń „Armenia. Karawany śmierci” – recenzja

Sebastian Grochala/ Czerwiec 1, 2016/ Książki, sgrochala - recenzje/ 0 comments

Wydawnictwo Czarne, które niezmiennie zachwyca mnie wydawanymi przez siebie reportażami z najdalszych nawet zakątków świata, tym razem postawiło na książkę o odległym i dość zagadkowym państwie – o Armenii. Byłem bardzo ciekaw tego kraju, gdyż moja wiedza o nim była szczątkowa, a byłaby zupełnie zerowa, gdyby nie ubiegłoroczna wyprawa do Gruzji sąsiadującej z Armenią. Czasu na samą Armenię niestety nie wystarczyło, ale teraz już wiem, że na pewno na Kaukaz powrócę!

armeniaKsiążka autorstwa Andrzeja Brzezieckiego i Małgorzaty Nocuń podzielona jest na pięć części, z których każda opisuje istotny aspekt funkcjonowania Armenii. Bardzo podoba mi się taki zamysł, bo rzeczywiście pozwala dobrze zrozumieć dlaczego niegdyś wielkie państwo stało jedynie skrawkiem ziemi i znajduje się w takim akurat położeniu (mam tu na myśli sytuację w kraju, a nie samo położenie geograficzne). I tak, pierwsza część – Dzieje Hiobowe, ukazuje serię trudnych doświadczeń i nieszczęść, które spotkały zarówno Armenię, jak i dotknęły bezpośrednio jej mieszkańców. Poznajemy np. grupę ignorowanych przez władzę matek opłakujących synów, którzy zginęli w niewyjaśnionych okolicznościach podczas służby w wojsku. Kolejna, Polityka po armeńsku, opisuje bagno armeńskiej klasy politycznej, powszechną korupcję, system oligarchiczny, sposób rozgrywania społeczeństwa przez rządzący krajem duumwirat. Następna cześć, czyli Czarny ogród to historia Górskiego Karabachu, podobno jednego z najpiękniejszych miejsc na Ziemi, gdzie zieleń jest wyjątkowo zielona, kwitnące owoce wyjątkowo soczyste, a powietrze wyjątkowo czyste. Niestety, Górski Karabach to również źródło niegasnącego sporu między Armenią, a Azerbejdżanem i przyczyna śmierci wielu osób. To przykład skrawka ziemi, o który biją się dwa narody, doprowadzając do niewyobrażalnych wręcz, a opisanych w książce, okrucieństw. Spirala nienawiści ciągle się nakręca i przywodzi skojarzenia z konfliktem bałkańskim. Czwarta część to z kolei opowieść o stolicy Armenii, czyli Erywaniu. Miasto z brzoskwiniowego kamienia kusi sprzecznościami, ma w sobie jeszcze blask dawnej świetności. Książkę kończy część zatytułowana Wieczni wygnańcy. Jest chyba najkrótsza, a nie wiem czy nie najciekawsza, więc może stąd poczucie niedosytu. Skupia się na ludziach i ich losach uwikłanych w losy kraju i konfliktu armeńsko-azerskiego. Jeden z podrozdziałów opisuje pozycję ormiańskich kobiet, przypisane im sztywno role i niepoddający się upływowi czasu patriarchat.

Czytając o Armenii nieustannie pojawiały się w mojej głowie skojarzenia z Gruzją. W związku ze wspomnianą wyprawą do tego kraju, trochę o samej Gruzji, jej historii, obecnej sytuacji i mentalności jej mieszkańców czytałem. I właśnie ta mentalność wydaje się bardzo podobna. Małe państwa tęskniące za dawną świetnością. Kraje, w których rządzi nepotyzm, korupcja i oligarchowie. Jednocześnie ludzie przekonani o wyjątkowości i niepowtarzalności swoich krajów. Rodzinni, dzielący się ostatnim kawałkiem chleba. Uwielbiający długie dyskusje przy mocnej, czarnej kawie, winie czy czymś mocniejszym. Sentymentalni i uczuciowi. Nie przywiązujący wagi do wynalazków zachodniej Europy – zegarka i punktualności. Celebrujący bycie i leniuchowanie. Mieszkający w domach o sztywnej strukturze, gdzie to mężczyzna decyduje i z jego zdaniem się nie dyskutuje. Pomocni i życzliwie nastawieni do turystów. Ot, kaukaskie dusze…

Jeżeli jesteście ciekawi świata, intryguje Was klimat z pogranicza Europy i Azji, macie dość powtarzalnych historii o magii Rzymu, Paryża czy Barcelony, to ta książka jest zdecydowanie dla Was! Jeżeli natomiast nie – to i tak zachęcam do sięgnięcia po to wydawnictwo – powoli poszerzyć horyzonty, nie raz i nie dwa spowoduje, że szeroko otworzycie oczy ze zdziwienia albo… przerażenia. Poznacie klimat byłej radzieckiej republiki tak podobnej, ale i tak różnej od tego, co znamy z własnego podwórka.

A ja zaczynam się zastanawiać, kiedy wyruszyć na podbój Armenii i jej czarnego ogrodu, czyli Górskiego Karabachu…