Anna Górecka, Andrzej Kopacki „Dwoje” – recenzja

AniaG/ Listopad 26, 2017/ Książki/ 0 comments

„Dwoje” Anny Góreckiej i Andrzeja Kopackiego jest opowieścią o miłości erotycznej napisaną z dwóch perspektyw – językowej oraz mentalnej. Co idealnie sprawdziło się przy pisaniu historii przez mężczyznę i kobietę, na dodatek pracujących biurko w biurko. Książkę „Dwoje” napisali we dwoje. 🙂

PS Co powiesz na powieść w listach? Ona i on, ludzie w naszym wieku, którym przytrafia się niesłychana historia miłosna.

Miłość bierze ich z zaskoczenia. On widzi ją przez witrynę antykwariatu i wie, że jej nie zapomni. Ona żyje i oddycha tym co było doszukując się wielkich historii w eksponatach, starając nie stać się kolejnym z artefaktów. Luna i Heliodor, trafiają na siebie w wieku, w którym większość ludzi porzuca nadzieję na miłość i namiętność. Ale nie oni. Oboje bohaterowie pragną, głęboko odczuwają i piszą – jedno listy, drugie dziennik. Nie zdradzę Wam więcej, bo nie chcę odbierać Wam tej budującej i ciepłej uczty słownej oraz emocjonalnej. Szepnę tylko, że nagle pod koniec podwaja się nam liczba bohaterów, a może nawet potraja… Czy ta miłość zdarzyła się na przekór szarej rzeczywistości, czy tylko istnieje na kartach, a jej powiew nigdy nie poszybował w świat?

A ja zdejmuję ci rzęsę z policzka i mówię: Jestem.

Między wyrazami wyczuwamy lata przyjaźni autorów. Widać, że sami siebie nawzajem zaskakiwali swoim postrzeganiem świata, przyrody, spraw seksu i związków. Stajemy się świadkami wielogodzinnych dyskusji i wsłuchiwania się w drugą osobą, tak jak w dobrym związku. Wymyślili we dwoje jedną historię, której cały horyzont przesłania miłość, a tak się składa, że brakowało mi książki, która wznosi na piedestał to jedno wszechogarniające uczucie.

Powieści polskich autorów zawsze sprawiają, że przyglądam się im z większą ciekawością. Lubię jak tekst jest nieskalany ręką tłumacza, kiedy dostaję na papierze dokładnie to, co autor chciał mi przekazać. Kropka w kropkę. Co tutaj zakrawa o ironię, bo autorzy są tłumaczami. Czy jestem zadowolona z tego spotkania? Odczuwam radość czytania o kimś dojrzałym, a nie nastolatkach. Może to moja wina, może urodziłam się stara na duszy, ale… Ci bohaterzy przemawiają do mnie bardziej niż ci, bliżsi moim cyferkom z numeru pesel.

Jak to się stało, że przepadłam po pierwszym liście? Chyba wreszcie mogłam nasycić się powolną głębią i brakiem utartych fraz i sytuacji. Podoba mi się, że wreszcie poczytałam o miłości ludzi po wielu związkach, dojrzałych wiekiem i doświadczeniem. W prostych, ale jakże pięknych, zdaniach odkryłam magię, której tak bardzo brakowało mi we współczesnych książkach. Erotyczne opisy nie wywołują tu zażenowania, lecz ciepły uśmiech i rozmarzenie. Luna i Heliodor, dzięki swoim pięknym imionom i historiom, zapadają nie tylko w pamięć czytelnika. Oni zapadają w serce.

„Tak cudownie przyjmujesz pieszczotę”, powiedziałeś. Szkoda, że nie odpowiedziałam Ci wtedy: „Tak cudownie dajesz pieszczotę”.