Czy Giba napisał autobiografię w punkt? – recenzja

Anna/ Styczeń 14, 2018/ Książki/ 0 comments

W historii każdego sportu wyczynowego jest przynajmniej kilku zawodników, którzy w trakcie swojej kariery stają się „żywą legendą” uprawianej przez siebie dyscypliny. Wyróżnia ich przede wszystkim ponadprzeciętny talent, a często również otwartość oraz aparycja, która skłania dziennikarzy do proszenia o wypowiedź tego, a nie innego gracza. Dziś opowiem Wam o biografii Giby, który jest dla siatkówki tym, kim dla piłki nożnej Robert Lewandowski lub Cristiano Ronaldo. Niemniej jednak nim przejdziemy do szczegółów książki Giba. W punkt. Autobiografia  obejrzyjmy kilka widowiskowych akcji w wykonaniu naszego bohatera.

Giba (a właściwie Gilberto Amauri de Godoy Filho) przyszedł na świat 23 grudnia 1976 roku w Londrinie w południowej Brazylii. Kiedy chłopiec miał zaledwie kilka miesięcy, lekarze zdiagnozowali u niego ostrą białaczkę limfoblastyczną. Stan dziecka był na tyle poważny, że rodzina zdecydowała się nie mówić zaniepokojonej matce o niezbyt korzystnych rokowaniach. Malutki Gilberto zaskoczył jednak wszystkich, wracając do zdrowia. Jego przypadek był szeroko omawiany na sympozjach i zapisał się na kartach historii medycyny. Był to pierwszy moment, kiedy wszyscy przekonali się, że dla przyszłego reprezentanta Brazylii nie ma rzeczy niemożliwych.

Giba jako nastolatek zapragnął zostać sportowcem. Zbuntowany chłopak nie zamierzał jednak spełnić marzenia ojca, który widział go w roli wybitnego piłkarza. Zamiast biegania za piłką nasz bohater wolał odbijać ją palcami. Pewnego dnia postawił wszystko na jedną kartę. Przyszedł do ukochanej mamy i oświadczył, że idzie na casting do lokalnej siatkarskiej drużyny młodzieżowej. W odpowiedzi dostał ultimatum. Jeśli w przeciągu dwóch lat nie osiągnie sukcesów, to będzie musiał na zawsze porzucić swoje plany i przejąć rodzinną piekarnię. Giba udał się na trening, gdzie dowiedział się, że, choć przejawia pewne zdolności…, to jest stanowczo za niski, aby uprawiać siatkówkę. Nastolatek zareagował buntem, który skłonił go do jeszcze większego wysiłku ma hali. Może dzięki temu kilkanaście lat później ten wątły nastolatek miał w swoich zbiorach kilkanaście medali (w tym upragnione przez większość sportowców złoto olimpijskie) oraz tytuły MVP.

„(…) wszystko zawdzięczam siatkówce. Tak więc muszę podziękować tej cudownej dyscyplinie sportu, która dała mi tak wiele: zwycięstwa i porażki, śmiech i łzy. Umożliwiła poznanie świata i nowych kultur, nawiązanie nowych przyjaźni i poszerzanie horyzontów„.

Giba. W punkt. Autobiografia to dość nietypowa książka. Pełno w niej skrajności i kontrastów, zupełnie jakby życie Brazylijczyka składało się tylko z wielkich sukcesów i druzgocących porażek. Wydaje się, że wspomniany siatkarz żyje według zasady „wszystko albo nic”. W autobiografii pisze zarówno o swojej trudnej drodze na sam szczyt kariery sportowej, jak również o nieopatrznym kontakcie z marihuaną, który zakończył się oskarżeniem o doping. Uważny czytelnik z pewnością dostrzeże, że charakter Giby składa się z wielu sprzeczności. Z kartek wyłania się bowiem dość religijny, rodzinny oraz przyjacielski człowiek o ogromnym sercu, który bywa wymagający i wybuchowy. Wbrew pozorom właśnie taki zestaw cech sprawił, że zawodnik stał się nieodzownym członkiem „Złotej drużyny Rezende”, która przez wiele lat rządziła na światowych parkietach. Trudno jednak zaprzeczyć, iż przejawiał on słabość do spirytyzmu i pięknych kobiet.

Okładka książki ,,Giba. W punkt. Autobiografia” ( SQN, 2016)

Giba czasami bywa zbyt otwarty, zwłaszcza kiedy wspomina o dość nietypowej kontuzji, której doznał niedługo po ślubie ze swoją pierwszą żoną. Z drugiej strony w jego opowieści jest coś nietuzinkowego. Nie brak w niej bowiem pewnej wrażliwości na tematy społeczne. Sportowiec sygnalizuje, że siatkarki są gorzej traktowane przez władze klubów niż ich koledzy po fachu, a w Brazylii jest duży kłopot z przestępczością. Opisy tych zjawisk nie są jednak szeroko przedstawione, a jedynie wskazują, iż Giba jest wnikliwym obserwatorem otoczenia. Jak słusznie zauważył Krzysztof Ignaczak w swojej rekomendacji, ta autobiografia jest dowodem na to, iż siatkarze nie są robotami, lecz zwykłymi ludźmi z krwi i kości.

A skoro już przywołałam postać jednego z najwybitniejszych polskich libero, to czas przejść do kwestii zasadniczej, czyli siatkówki. Giba w trakcie swojej reprezentacyjnej kariery, pełniąc przez kilka lat rolę kapitana, potrafił w nerwowych chwilach uspokajać drużynę, by w innych jako pierwszy podbiec do słupka sędziego, żeby wykłócać się o zmianę niewłaściwej w jego odczuciu decyzji. Lojalność w stosunku do kolegów z drużyny widać również w tej książce. Chociaż dowiadujemy się dość sporo o zakulisowych problemach ekipy Bernarda Rezende, to jednak część przyczyn ich zaistnienia nie zostaje czytelnikowi ujawniona. Giba pokazuje swój osobisty punkt widzenia na niektóre kwestie, lecz gdy musi przejść do oceny zachowania, które miało znaczący wpływ na wyniki reprezentacji Brazylii, taktownie milczy. Wszak stare siatkarskie porzekadło mówi, że to, co stało się w szatni, powinno tam pozostać.

Pomimo pewnej zachowawczości w książce wytrawny kibic znajdzie w niej co najmniej dwa tematy od dawna frapujące środowisko siatkarskie. Pierwszy z nich to system sędziowania, który nie zawsze bywa obiektywny, a drugi to nieunormowane zasady zrywania kontraktów przez zawodników. Giba nie ocenia tych zjawisk, a jedynie opisuje to, jak z nich korzystał lub cierpiał z ich powodu.

Wydawnictwo SQN po raz kolejny udowodniło, że jest jednym z liderów, jeśli chodzi o wydawanie biografii sportowych. Sięganie po nie to czysta przyjemność, gdyż treści zwykle są uzupełniane zdjęciami, a czcionka jest znakomicie dopasowana do wzroku odbiorców nawet tych, którzy noszą na co dzień okulary. Tym razem jedynym potknięciem wydawcy jest korekta pierwszych kilkunastu stron książki, ale przypuszczam, że to zwykły wypadek przy pracy, który nie powinien wpłynąć na satysfakcję z lektury.

Według mnie publikacja opracowana przez Gibę oraz brazylijskiego komentatora sportowego – Luiza Paulo Montesa, jest całkiem ciekawa, chociaż muszę stwierdzić, że w pełni usatysfakcjonowani będą zapewne nieliczni. Ci, którzy dotąd nie interesowali się siatkówką, zapewne mogą poczuć się lekko zdezorientowani, kiedy siatkarz pisze o kulisach sportu, który uprawiał, bez przybliżania choćby skrótów z najważniejszych meczów w swojej karierze.  Natomiast doświadczeni kibice stwierdzą, że o większości zamieszczonych informacji już słyszeli. Do kogo więc skierowana jest ta książka? Przede wszystkim do tych, którzy siatkówkę oglądają okazjonalnie lub do osób szukających w tej autobiografii przede wszystkim człowieka, a nie uznanego sportowca.

[1] MVP (skrót od ang. Most Valuable Player) – tytuł dla najbardziej wartościowego zawodnika turnieju.

[2] Giba, Luiz Paulo Montes, Giba. W punkt. Autobiografia, Wydawnictwo SQN 2016, str. 254.