„Władca Pierścieni: Bractwo Pierścienia” J. R. R. Tolkien – recenzja

Alex/ Grudzień 14, 2017/ Książki/ 0 comments

Istnieją książki, o których słyszał praktycznie każdy z nas. Do takich zalicza się Władca Pierścieni. I oto jest – ilustrowana wersja, coś pięknego. Gościem dzisiejszego wieczoru został „Władca Pierścieni: Bractwo Pierścienia” J. R. R. Tolkiena, wydaniem zajęło się Wydawnictwo Zysk i S-ka. 

Pierwsza rzecz, na którą zwróciłam uwagę to nieco inne tłumaczenie tytułu. Do tej pory zawsze spotykałam się z wersją „Drużyna Pierścienia” – tutaj jest „Bractwo Pierścienia”. Nie uważam, żeby to w jakikolwiek sposób wpłynęło na odbiór, ot, taka ciekawostka.  

Druga sprawa to okładka. Uwielbiam książki z pięknymi oprawami. Pierwsze pół godziny przesiedziałam na kanapie, głaszcząc okładkę. Brzmi absurdalnie, ale zakochałam się w niej. Im dłużej się na nią patrzy, tym więcej szczegółów się dostrzega. 

Książka posiada wstążkę do zaznaczania, gdzie się skończyło czytać. Dla mnie to świetne rozwiązanie, bo moje zakładki nigdy nie wytrzymują długo. Zwykle zaznaczam czymś, co mam pod ręką – długopis, telefon, bilet, zdarzyła się jakaś stara karta bankowa. Myślę, że to wystarczająco obrazuje jak bardzo pomocna okazała się ta wstążka.  

Fabuła skupia się wokół Pierścienia. Frodo, hobbit, ma za zadanie zniszczyć Jedyny Pierścień Saurona, Władcy Ciemności. W tym celu zostaje utworzone Bractwo Pierścienia, złożone z dziewięciu wędrowców. Przeżywają wiele przygód – raz triumfalnych, a raz prowadzących do wielkich strat. Bractwo kieruje się na Górę Przeznaczenia w Mordorze, by tam zniszczyć Jedyny Pierścień. 

Pomimo upływu lat, wciąż uważam Bractwo Pierścienia za jedną z najlepszych powieści. Świat w niej jest tak umiejętnie wykreowany, że ma się wrażenie uczestniczenia w opisywanych wydarzeniach. I o ile Hobbit mnie zanudził, tak całego Władcę Pierścieni zawsze chłonę w moment. Każdy chociaż raz w życiu powinien przeczytać całość i przekonać się na własnej skórze, czy świat Tolkiena go pochłania.  

A teraz coś, na czym warto się skupić – ilustracje! Ilustratorem został Alan Lee. Przede wszystkim cieszę się, że zostały wydrukowane na takim samym papierze, co reszta książki. Myślę, że ten śliski papier, który często jest wykorzystywany do drukowania zdjęć czy obrazków, zniszczyłby efekt.  

Same ilustracje robią ogromne wrażenie. To druga rzecz, która sprawiła, że się zakochałam w tym wydaniu. Zresztą zobaczcie sami – załączyłam te, które najbardziej mi się podobają.  

Podsumowując, według mnie warto mieć tę wersję. Jeśli jest się fanem Śródziemia, to wydanie z takimi pięknymi ilustracjami tylko dopełni całość. A jeśli nie wiecie, co podarować bliskiej osobie na święta – taka perełka będzie świetnym podarunkiem. Z czystym sumieniem mogę ją polecić, bo trzeba popierać piękne wydania ulubionych powieści.