Brian Greene „Piękno Wszechświata” – recenzja

AniaG/ Kwiecień 26, 2018/ Książki/ 0 comments

 

Autor książki, której pełna nazwa brzmi „Piękno wszechświata. Superstruny, ukryte wymiary i poszukiwanie teorii ostatecznej”, profesor Uniwersytetu Columbia, jeden z głównych propagatorów teorii strun – Brian Greene – pragnie otworzyć przed nami drzwi, które prowadzą do odległych miejsc i zagadnień, przybliżając nam mechanizmy rządzące Wszechświatem.

Greene zaczyna prosto, a zanim się zorientujemy krążymy po skomplikowanych zagadnieniach, miejscami mając wrażenie, że to powieść sci-fi, gdy nagle przypominamy sobie, że każde zdanie w tej książce to wysiłek wieloletniej, wytężonej pracy naukowców. Autor sam sobie zadaje pytania, nie wstydzi się wskazać słabych punktów swojej teorii, rozprawia również o inflacji kosmologicznej czy wieloświecie. Uchyla woalu tajemnicy dzieląc się przemyśleniami, odkryciami, a także frustracjami badaczy, ich współpracą jak i rywalizacją oraz nadziejami związanymi z niewyjaśnionymi jeszcze(!) tajemnicami.

Dostajemy wiedzę sięgającą starożytnych Greków, aż do współczesności. Poczynając od atomów do superstrun korzystających z najważniejszych koncepcji w fizyce kończąc. Teoria ostateczna jest kolejnym monstrualnym problem, którego rozwiązanie wykluczy absurdy, raz na zawsze pogodzi Einsteina z Bohrem i odpowie na każde pytanie badaczy, ale na to musimy sobie jeszcze poczekać. Dodatkowo mamy ukłon autora w stronę tych, którzy byli przed nim, ale również dba o tych, którzy przyjdą po nim, zasiewając w nas nieodpartą ciekawość. Swoimi metaforami trafia w punkt, sprawiając, że mocniej niż strach, odczuwamy zachwyt i piękno nieznanego.

Jest prawdą powszechnie znaną, że dobry nauczyciel, potrafi wyjaśnić skomplikowane rzeczy w sposób ciekawy i zrozumiały. Mam wrażenie, że Brian Greene wręcz snuje opowieść, jego styl, teorie, język (i tłumaczenie), na pewno nie odstraszają, a wręcz zachęcają do dalszych poszukiwań. Owszem, lektura ta wymaga skupienia, ale jest to wysiłek nagrodzony wielką satysfakcją. Bez matematycznych wzorów czy niezrozumiałych wyliczeń Brian Greene pięknie przyrównuje kosmos do muzyki, przedstawia struny, których niezliczona liczba tworzy materię naszej rzeczywistości i zadziwia nas swoim jedenastowymiarowym Wszechświatem. Czujemy, że im głębiej w kosmos, tym ciekawiej.

Wznowione wydanie jest nie tylko ładne – jest zachwycające i na pewno podziała zachęcająco na wielu niezdecydowanych czytelników. Obwoluta, barwna oprawa graficzna, całkowicie niesamowity zapach plus rysunkowe schematy pomagające naszej wyobraźni. Słowniczek na końcu jest niczym zbawienie, dzięki któremu nie musimy angażować wujka Google. To wszystko, na czele z nazwiskiem autora i bardzo dobrym tłumaczeniem, działa na nas jak lep na muchy – trudno się od niej oderwać, bo chcemy wiedzieć więcej, i więcej.

Czy autorowi udało się odnaleźć poszukiwaną przez niego teorię ostateczną? A czy da się ludzkim umysłem objąć cały Wszechświat? Raczej nie, ale warto próbować, bo nawet najmniejszy krok w odkrywaniu takich tajemnic, jest niewyobrażalnym sukcesem, źródłem ekscytacji, lepszym poznaniem czegoś nadzwyczajnego, czegoś większego od nas, a jednak z biegiem lat coraz bardziej poznawalnego.