Jak Cię widzą, tak Cię klikają, czyli o piekiełku aplikacji Tinder

Panna A./ Lipiec 21, 2017/ Bez kategorii, Felieton/ 0 comments

Jak Cię widzą, tak Cię klikają, czyli o piekiełku aplikacji Tinder

Na początek krótka fraszka o lekkim zabarwieniu humorystycznym. Czas na karuzelę śmiechu.

Gdy Ci smutno, gdy Ci źle

Weź telefon w łapki swe

Nic się nie martw

Zaraz jakaś znajdzie się

Machinalne poszukiwanie rozczarowań

Tindera na swoje świecące prostokąty pobrało około 100 milionów ludzi. Istot, które powszechnie uważane są za emocjonalne, rozumne i stawia się je o kilka półek wyżej niż pierwotniaki, koty czy chrabąszcze. Jednakże czy aby słusznie?

Spędziłam wiele długich godzin na dokładnej analizie działania tej aplikacji, przyznam, iż była to dla mnie okrutna mordęga. Zjawisko tinderomanii wzbudziło moją ciekawość, gdy pewnego dnia obserwowałam to nietypowe zachowanie bliskich mojemu sercu przedstawicielek płci pięknej. Z ogromnym entuzjazmem przesuwały palcami w lewo i prawo, aż drżały im ręce. W międzyczasie wymieniały drobne uwagi na temat upolowanej zwierzyny niczym prawdziwi myśliwi. Czy zdobytego pirackiego skarbu? Czarnej perły. Brakowało tylko rumu.

Perła jednak była, ale chmielowa i żarliwie trzymana w dłoniach nastoletniego młodzieńca, który z uporem maniaka uśmiechał się do każdego zdjęcia niczym cyrkowy klaun. Jedno w lustrze, drugie z siłowni, trzecie z melanżu.

Opis: Zaliczyłem maturę, zaliczę i Ciebie

Trzeba przyznać, że krótki, chwytliwy i przekonujący. Grunt to pewność siebie.

Wracając jednak do moich obserwacji. Siedziałam cierpliwie i bacznie analizowałam zdjęcia wrzucane przez potencjalnych konkubentów/ konkubentek (?) oraz ich opisy najczęściej powodujące swoją banalnością i przewidywalnością mój odruch wymiotny.

Czasami intelektualna papka, czasami burdel online, odczucia przypominały mieszankę błota z budyniem waniliowym. Pachnie ładnie, ale smaku błota nie da się później pozbyć. Pozostaje na czubku języka.

Absurd. Pułapka. Obrotowe drzwi. Chomiczy kołowrotek.

W wirtualnym świecie Tindera zatracamy się.  Rozmowa nie jest kuszeniem, uwodzeniem, nawet zwyczajną pogawędką – lecz najczęściej czymś z pogranicza bełkotu gęby.

Jesteśmy zbyt leniwi, by wynurzyć choćby palec spod naszej ciepłej i bezpiecznej kołdry. Ryzyko nas przerasta, tam możemy rozmawiać wizerunkiem. Być wizerunkiem. Wszechobecna gęba. Od niej nie ucieknę, ale od tej aplikacji – jak najbardziej. Nie figurujemy jako człowiek, lecz jako obrazek z podpisem w formacie jpg. Jak szybko można sformatować człowieka?

Pomyślałam – może mylę się i odnajdę tam osoby chętne do podjęcia ciekawej rozmowy! Myliłam się jednak okrutnie! Jak wszakże po obrazku ocenić mam ciekawość danej osobowości? Po kształcie brody czy może rodzaju okularów?

(Hiperbolizuję, aczkolwiek to nieuniknione!)

Pierwotny instynkt. Upust egocentryzmu. Pilot władzy, który dostajemy.

Możemy zdecydować już na samym początku czy ktoś na podstawie obrazka zasługuje na to, by z nami porozmawiać. Gra psychologiczna. Decyzję podejmujemy w ułamki sekund, stąd przyciągają nas interesujące detale. Tatuaże, krótkie/ długie włosy, zadbane paznokcie. Nie spełniasz kryteriów, plusy> minusy – znikaj w otchłanie najciemniejsze.

Potem nawet w trakcie rozmowy możemy ulotnić się niczym kamfora, nie powodując tym samym niczyjej krzywdy. W realnej rozmowie emocje byłyby nieuniknione.

Tam jednak ich nie ma. Emotka – haha, uśmiałem się do łez. Lecz tak naprawdę patrzę w ekran z grymasem zażenowania. Złość czy wstyd. Jednakże w wirtualnej rzeczywistości możemy ten jeden aspekt ominąć, wymazać gumką do mazania. Uciekamy od nich na co dzień, tam nie musimy. Raj odzyskany?

Sprzedaj mi się, a może Cię kupię, bierz jednak pod uwagę, że jesteś tylko jedną z moich dwustu par, którą w każdej chwili mogę usunąć. Poza tym tak naprawdę nie nazywam się Konstanty, lecz Janusz i zamiast wystaw sztuki awangardowej, odwiedzam sklep monopolowy. A tak naprawdę to chodzę tu i tu, tylko w różnych kolejnościach.

Chciałam mieć ambiwalentny stosunek, lecz pierwsze słowo zbyt mądrym na to bagno jest, drugie zaś dosyć niefortunne. Jesteśmy nadzy i dzielimy się z każdą chwilą, na co raz mniejsze cząstki. Rozsypujemy się, ludzie puzzle, których nikt nie poskłada. Jesteśmy niewidzialni jak powietrze, którego nie da się złożyć w całość. Ono jest całością.

Alicja Regiewicz