„Co autor miał na myśli?”, czyli jak interpretujemy w szkołach.

EricMcBet/ Listopad 22, 2015/ Blog, Eric Mcbet blog/ 3 comments

Mój ostatni felietonik dotyczył lektur szkolnych. Dzisiaj czas po raz kolejny zanurzyć się w fascynującym świecie polskiego systemu edukacji, który jako uczeń pierwszej klasy liceum odkrywam co dzień na nowo, zawsze z takim samym zaskoczeniem. Tym razem zajmiemy się słynnym, odwiecznym pytaniem, którego brzmienie rozpala serce polonistów i uczniów od początków edukacji. Pytanie to, z pozoru proste, a jednak kryjące za swoją łagodną fasadą wiele pułapek i krętych uliczek. Odpowiedź na nie może więc okazać się niewyobrażalnie skomplikowana, żeby nie rzec – niemożliwa. Pytanie to brzmi:

CO AUTOR MIAŁ NA MYŚLI?

Istnieje bardzo popularna miejska legenda, jakoby Wisława Szymborska miała kiedyś dostać do rąk arkusz maturalny z jej własnym wierszem, jako jednym z tekstów do interpretacji. Po czym rozwiązać go na tyle źle, że matury by nie zdała. Co ciekawe, jest to nieprawda, plotka. Z czegoś jednak plotka ta wynika. Z czego? To proste – z powyższego pytania, jakie poloniści uporczywie zadają swoim uczniom w trakcie toku nauczania i które często pojawia się na maturach. Co prawda nie w takiej formie, jak powyżej, ale zawsze chodzi o to samo – trzeba wejść do mózgu autora, kiedy to pisał i ogarnąć, co właściwie w szarych komórkach literata wtedy siedziało.

Sam czasem skrobnę sobie jakąś lirykę i nie powiem, że sam nigdy nie poddaje swoich wierszy interpretacji. Ostatnio wysłałem jeden z nich mojej znajomej. Odpisała mi, tworząc zawiłą interpretację utworu, która kompletnie nie zgadzała się z tym, co chciałem w nim przekazać. W sumie jak piszę wiersz, to nie obchodzą mnie symbole i metafory, oraz to, co z nich wyczytają inni. Ja maluję obraz. Tworzę wizję, gdzie lepiej patrzeć na ogół, niż na szczegół, bo to właśnie w tym szczególe chcę cos przekazać. A poszczególne elementy są tylko narzędziem do budowania ogólnego klimatu.

Nie wiem, czy tak robią inni poeci, łącznie z tymi, których utwory omawiamy na lekcjach. Pewnie nie wszyscy. Pewnie spora część miałaby zastrzeżenia do mojej metody. Nie zmienia to faktu, że to, jak piszę wiersze, ma też wpływ na to, jak je czytam. Chociaż w sumie to chyba na odwrót, ale mniejsza o to. Odczytuję wiersz jako ogół, wsiąkam w jego klimat, każde kolejne słowo jest jakby klockiem, za pomocą którego buduję złożoną konstrukcję. Trudno mi zauważyć w klocku osobną budowlę z własnym znaczeniem.

Być może w związku z tym jestem ignorantem, który nie wie jak czytać poezję. Ale nawet jeśli tak, to co z tego? Jestem chyba jedną z nielicznych osób w mojej grupie wiekowej, która potrafi poezję docenić, a to już zasługuje na pochwałę. Tymczasem system pragnie ode mnie, abym nie tyle doceniał poezję, to rozbijał ją na części pierwsze i analizował.

I fakt, są osoby, które potrafią coś takiego robić, nawet w sposób ciekawy. Kiedyś byłem świadkiem wykładu księdza, który analizował mękę i śmierć Jezusa w Ewangelii wg św. Marka. Zdanie po zdaniu, czasem wręcz słowo po słowie tłumaczył ten, nie aż tak długi w końcu, fragment tekstu i z każdego zdania potrafił wyciągnąć cały ogrom informacji odnosząc się do innych ksiąg Biblii. Do tego opowiadał w sposób naprawdę ciekawy i zajmujący słuchacza. Biblia to nie wiersz Miłosza albo innego Różewicza, ale wierzę, że te utwory można też w taki sposób analizować. Problem w tym, że szkoła uczy nas robić to w formie podporządkowanego kluczowi wykładu, a nie ciekawej wypowiedzi.

 

Powyższy komiks, choć trochę wulgarny, świetnie ilustruje sytuację zgadywania, co miał na myśli autor. No bo przecież skąd wiemy, czy Hemingway’owi właśnie nie o to chodziło. To, że był wspaniałym pisarzem, wcale nie oznacza, że każde jego dzieło musi mieć przesłanie głębsze od suchej studni w wiosce murzynka Bambo. Autor mógł napisać dzieło o symbolice uboższej niż grecka gospodarka, ale jeśli jest ono napisane z niesamowitym kunsztem i po prostu w fajnym stylu, to dlaczego nie dać mu prawa do bycia wielkim dziełem? Czy wszystkie wspaniałe wytwory literatury muszą mieć głęboką symbolikę?

Moim wielkim marzeniem jest przeprowadzenie pewnego eksperymentu. Pozwólcie, że rozpiszę go w punktach.

  1. Znaleźć jakiegoś żyjącego, w miarę znanego poetę (nazwijmy go Albert Metaforycki) oraz chętnego od udziału w eksperymencie dyrektora gimnazjum bądź liceum.
  2. Upewnić się, że na danej lekcji języka polskiego, o tej i tej godzinie będzie omawiany wiersz autorstwa właśnie Alberta Metaforyckiego.
  3. Przed lekcją zamontować w klasie, bez wiedzy uczniów i nauczyciela rzecz jasna, mikrofony, najlepiej z bezpośrednim przekazem na żywo do komputera, który będzie znajdował się w gabinecie dyrektora.
  4. Gdy rozpocznie się lekcja, posadzić Metaforyckiego naprzeciw komputera i pozwolić mu słuchać tego, jak jego dzieło omawiane jest na lekcji w szkole.

Jestem wielce ciekaw, co nasz kochany Albert powiedziałby na temat tego, co usłyszał. Tak samo jak jestem ciekaw opinii każdego innego autora – od Sofoklesa, przez Hemingway’a, do Miłosza – na temat interpretacji ich dzieł, jakie do głów wpychają nam usilnie podczas zająć w placówkach oświatowych. Jeśli kiedyś będzie mi dane tę opinię poznać, to niestety zza grobu podzielić się nią nie będę mógł. A szkoda, naprawdę wielka szkoda…

 

  • Patrycjalkee

    Właściwie to na maturze już nie chodzi o to, żeby napisać interpretację tego co autor miał na myśli. Należy napisać swoją, podpierając ją odpowiednimi przykładami. Moja polonistka powiedziała, że można napisać wszystko, ale musi to odwoływać się do tekstu.

  • Hana Yumi

    Czytając, miałam wrażenie jakbyś zapisał moje własne przemyślenia. Sama piszę wiersze w taki sam sposób jak Ty, a interpretowanie poezji na lekcjach zawsze nieco mnie denerwuje. Zazwyczaj, gdy czytam jakiś wiersz znajduję w nim jakieś przesłanie, a sam utwór mi się podoba. Jednak podczas omawiania na lekcji nauczycielka zaczyna tłumaczyć każdy nieistotny według mnie szczegół i ostatecznie okazuje się, że w wierszu chodziło o zupełnie coś innego niż myślałam i moja interpretacja jest zła. Bardzo mi się to nie podoba, ponieważ uważam, że w poezji tak naprawdę to co odczytał czytelnik jest ważniejsze od tego co napisał autor. Każdy odbiera utwór przez pryzmat własnych doświadczeń i odczuć, każdy widzi co innego i zmuszanie ludzi do tego, żeby rozumieli wiersz w jakiś konkretny sposób nie jest dobre.

  • Alext

    Niby interpretacja swoja, ale ostatnio koleżanka za interpretację dostała 0 punktów, bo „nie wstrzeliła się w klucz” i „przesadnie zinterpretowała”