Shipy, zboczenia i Tumblr – mroczna strona fandomów

EricMcBet/ Listopad 30, 2015/ Eric Mcbet blog/ 1 comments

Na początku chciałbym was ostrzec. Naprawdę. Treść tego felietonu może zniszczyć wam sposób, w jaki rozumiecie popkulturę. Następnie chciałbym przeprosić. Z góry. Bo wiem, że lektura tego artykułu może się dla was źle skończyć. Teraz, kiedy wszyscy zostaliście już uprzedzeni o niebezpieczeństwach, możecie wkroczyć do niebezpiecznej krainy jaką są… fandomy.

Ogólnie fandom jest to określenie wszystkich fanów fantastyki jako takiej. Jednak pojęcie to ma jeszcze jedno znaczenie. Jest to ogólnie zbiór fanów czegoś. Fandom Harry’ego Pottera to po prostu ogół fanów Harry’ego Pottera, a fandom One Direction to zbiór fanów One Direction. Nie będę się rozpisywać na temat socjologicznych aspektów tych grup, bo po co. Zajmijmy się czymś o wiele ciekawszym.

Jest ta normalna strona fandomów. O ile w przypadku fanatycznych wielbicieli jakiejś rzeczy można mówić o normalności. Nie oszukujmy się – każdy ma w swoim życiu moment, kiedy przy usłyszeniu piosenki ulubionego zespołu/oglądaniu odcinka ulubionego serialu/zobaczeniu zwiastuna kolejnej części ulubionej serii filmów (niepotrzebne skreślić) dostaje mentalnego orgazmu i zaczyna piszczeć z radości jak mała dziewczynka (patrz: reakcja większości fanów Star Wars na pojawienie się Wookie’ego i Hana w jednym ze zwiastunów epizodu VII).

Tak, wbrew pozorom powyżej opisane zachowania wśród fandomów uważam za normalne. Cytując starą piosenkę: „Każdy ma jakiegoś bzika” i naprawdę nie widzę nic zdrożnego w tym, gdy moja znajoma opowiadając mi o ostatnim odcinku anime „One Piece” klaszcze w dłonie i co chwilę używa zwrotów: „Boże, jakie to jest cudowne”, „Ten serial jest wspaniały” i tak dalej. Wiem bowiem, że gdy zacznę jej czasem opowiadać o „Doctor Who”, zachowuję się dokładnie tak samo.

Czym jest więc owa nienormalna strona fandomu, bo o niej ma być w zamyślę ten felieton? Cóż, sam nie wiem od czego zacząć. Chciałem to tak jakoś fajnie wytłumaczyć, zacząć od przykładu czy jakiejś ładnej metafory, ale nie idzie, więc powiem to wprost. Słyszeliście kiedyś o OTP? Jest to skrót od „One True Pairing” – „Jedyny Właściwy Pairing”. Wyrażenie to oznacza parę postaci fikcyjnych, którą dany fan najbardziej shipuje, czyli chce, żeby byli razem, zakochani, w parze. Czasem shipy czy OTP przyjmują zgoła „grzeczną” formę. No bo weźmy na przykład Hermionę i Rona z HP (często przy shipach używa się zapisu Ron x Hermiona bądź Ron/Hermiona) – jest to ship „kanoniczny”, występuję w książkach i filmach, ma tam miejsce. Ci, którzy mają go za OTP czerpią przyjemność z czytania/oglądania związku tej dwójki, uważają ich za słodką parę itd.

Ale są też shipy niekanoniczne. I tu zaczynają się te dziwne rzeczy dziać. Pozwólcie, że po prostu wymienię parę ciekawych pairingów z uniwersum Harry’ego Pottera i nie będę ich w żaden sposób komentować. Uwaga, osoby wrażliwe na obecność homoseksualizmu w przestrzeni publicznej są proszone o nieczytanie poniższej listy.

Harry/Draco

Ron/Harry

Dumbledore/Snape

Hermiona/Luna

Harry/Neville

Tak, moi drodzy, takie rzeczy się naprawdę dzieją. Siedliskiem tego typu fanów jest Tumblr. Sam portal ma wiele obliczy, a właśnie jednym z nich jest ta strona fandomowa, złożona głównie z wielbicieli Wielkiej Tumblrowej Trójcy (seriale „Doctor Who”, „Sherlock” i „Supernatural” – tak zwany SuperWhoLock), Harry’ego Pottera, Percy’ego Jacksona czy serialu „Merlin”. To tam właśnie trafia twórczość ludzi, którzy obmyślają takie niepokojące seksualnie pairingi.

A twórczość ta bywa wielce ciekawa. Na przykład fanarty. Tak jest – rysunki na których bohaterowie fanowskiego OTP w najlepszym przypadku się ze sobą ściskają, a w najgorszym, no cóż… Jestem niepełnoletni, więc nigdy nie byłem na tego typu stronach i nie widziałem tych obrazków, okej?

Ale rysunki to jeszcze nic. Fanfiction – opowiadania fanowskie. Tak, coś takiego a propos OTP też powstaje. Wyjątkową kategorią są tak zwane „slash fanfiction”, czyli teksty skupiające się na seksualnym aspekcie uczucia pomiędzy dwiema postaciami fikcyjnymi tej samej płci. Oczywiście opowiadania te mają zwykle mniej polotu od tego, co jest napisane Braillem na durszlaku. Nie oczekujmy za wiele od zdesperowanych gimnazjalistek, które całymi dniami oglądają w kółko wszystkie 9 odcinków „Sherlocka” oczekując kolejnego sezonu.

Obserwuję tę ciemną, tumblrową stronę fandomów już od jakiegoś czasu, ale nigdy w nią nie wchodzę. Dobra – mam swój OTP co do serialu „Sherlock”, ale nie jest to nic zboczonego i naprawdę w porównaniu z niektórymi shipami obmyślanymi przez fanów, mój jest normalny, sensowny i nienaruszający takich moralnych norm jak chociażby KAZIRODZTWO!

Uff, trochę mnie poniosło. Na czym to ja…? A, tak! Nie wchodzę w tych ludzi, nie chcę być jednym z nich. Po prostu obserwuję ich z daleka i zapamiętuję to, co widzę. Ale ostatnio zauważyłem, że przez obserwowanie ich zaczynam postrzegać niektóre rzeczy inaczej. Przykład: ostatnio oglądam ekranizację jednej z części „Opowieści z Narni”. W pewnym momencie dwójka bohaterów – król Kaspian i Edmund – spoglądają na siebie. Moja pierwsza myśl: „Ale by z tego był dobry ship”. I zaraz następna: „Matko Gallifreyko, Eric! Czym ty się stałeś?! Nie myśl w ten sposób! Nie możesz!”.

Tjaaa… Z kim przystajesz, takim się stajesz. Pewnie jakiś mądry psycholog coś kiedyś o tym napisał, więc ja już się nie będę roztkliwiać. Wniosek jest prosty: muszę mniej przesiadywać na Tumblrze. A was zachęcam do czegoś zgoła odwrotnego. Obserwujcie tych szalonych ludzi od homoseksualnych OTP i niekoniecznie czystych moralnie fanartów. Może wam to zniszczyć psychikę, ale jest również arcyciekawym doświadczeniem. Takie trochę obserwowanie dzikich zwierząt w ich naturalnym środowisku. Można się poczuć jak David Attenborough.

  • Patrycjalkee

    Fandomy… Piękna rzecz 😛 Pamiętam jak po zakończeniu sezonu pewnego serialu z przyjaciółką rozmawiałyśmy wciąż o jednej postaci, która w owym sezonie grała główną rolę. I to była jakaś masakra… Cały czas o tym mówiłyśmy, wiele rzeczy powtarzałyśmy, ale dalej drążyłyśmy temat i w ogóle.