„Dech Zimy” i „Rozstaje Zmierzchu”

RobertW/ Styczeń 24, 2017/ Książki/ 0 comments

dechDziewiąty i dziesiąty tom cyklu Koło czasu właśnie przeczytany. Tak sobie myślę, że ten cykl doskonale wpisuje się w treść przysłowia „im dalej w las, tym więcej drzew”. Tyle, że tutaj chodzi raczej o nagromadzenie emocji, troski o ulubionych bohaterów oraz zachwyt, związany z tym niezwykle rozbudowanym światem. Robert Jordan spędził kilkanaście lat, zbierając materiały, na których mógł bazować, tworząc coś tak rozbudowanego. Bowiem Koło Czasu, to nie tylko postacie, z całym zasobem wad i zalet. To także potężny świat, ze swoimi mitami, legendami, religią. Niezwykle ciekawymi ludami, z których każdy włada własnym językiem. Nieprzebyte puszcze, rozległe pustynie, urodzajne ziemie i niedostępne góry. Wszystko to sprawia, że od tego cyklu trudno się oderwać, a dodatkowo kolejne tomy – można by rzec nawet tomiszcza – są coraz bardziej rozbudowane. Twórca zmarł, nie dokończywszy swego dzieła, jednak schedę po nim przejął inny utalentowany pisarz, jakim jest Brnadon Sanderson i nasza odyseja może trwać nadal.

Dziewiąty tom nie odbiega zbytnio poziomem od poprzednich. Również tutaj spotykamy naszych ulubieńców w niezwykle trudnych sytuacjach, a poboczne wątki mnożą się jak króliki. Ran udaje się do miasta, w którym nie można władać mocą, licząc na to, że jego wrogowie podążą w ślad za nim. Perrin rusza w pościg za Aielami, którzy porwali jego byłą żonę. Elaine objęła wreszcie władzę, ale jej pozycja jest bardziej niż niepewna. Sytuacje komplikują się coraz bardziej, zważywszy na fakt coraz bliższej Ostatecznej Bitwy.

W dziesiątym tomie mamy chwilę wytchnienia, by za chwilę znowu rzucono nas w ferwor wydarzeń, za którymi trudno nadążyć. Perrin nadal walczy o odzyskanie żony. Dla jej bezpieczeństwa gotów jest poświęcić własną duszę. Rand zdołał oczyścić Prawdziwe Źródło ze skazy Czarnego, jednak mężczyźni z prawdziwą mocą nadal budzą strach i odrazę. Ta walka nie będzie łatwa. Na dokładkę Egwene wraz ze zbuntowanymi Aes Sedai oblega główną siedzibę pozostałych sióstr. Stanowi to problem, bo tylko zjednoczenie wszystkich sióstr może zapobiec większemu rozlewowi krwi…

Uff! Co za emocje. Autor tradycyjnie rozpoczął niespiesznie, aby pod koniec każdego tomu nagromadzić tyle akcji oraz wątków, że wprost nie można nadążyć z odwracaniem kartek. Lęk o ulubione postaci, towarzyszy nam na każdej stronie, lecz na szczęście to nie dotyczy Martina.  Jeżeli o niego chodzi, pomimo tego, że jest w sytuacji bez wyjścia, to praktycznie możemy być pewni, iż wyjdzie z tego cało. Koło Czasu to od lat jeden z moich najulubieńszych cyklów. Polecam nieustająco, zachęcając do lektury. Za cały cykl dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

„Dech Zimy” i „Rozstaje Zmierzchu” zakończone. „Gilotynę Marzeń” czas zacząć.