Diabelski Owoc – recenzja

JeremiaszP/ Wrzesień 26, 2016/ Książki/ 0 comments

diabow_okladka

Okładka książki

„Thriller kulinarny” albo powieść kryminalno- kulinarna. Tak prezentuje wydawca książkę Toma Hillenbranda Diabelski owoc. Czy tak jest w istocie? Zapraszam do lektury recenzji.

Diabelski owoc opowiada o perypetiach zdolnego, aczkolwiek nie łaknącego sławy mistrza kuchni Xaviera Kieffera, który w swojej restauracyjce Deux Eglises serwuje swojskie dania regionalne związane z kuchnią Luksemburgu. Wydawałoby się, że życie Xaviera toczy się spokojnym rytmem, dopóki nie zjawia się w jego restauracji krytyk kulinarny związany ze słynnym przewodnikiem Gabina, który przyznaje gwiazdki wykwintnym restauracjom. Krytyk pada martwy po pysznym obiedzie w restauracji Xaviera i… zaczyna się tutaj właściwy tok opowieści, w której (rzecz jasna) Xavier jest jednym z podejrzanych i postanawia na własną rękę przeprowadzić śledztwo. Nie chcę spoilerować, więc zdradzę tylko, że w akcję powieści zaangażowane są duże koncerny, chciwość, ambicja i żądza sławy, a całość obraca się wokół tytułowego „Diabelskiego owocu”.

Powieść  Diabelski owoc wyróżnia się pod tym względem, że autor obficie serwuje czytelnikowi pojęcia związane z kuchnią i kulinariami, sam zresztą czytałem Diabelski owoc, mając pod ręką „przekąski”, które nagle zaczęły smakować jak wykwintne danie. Ot potęga sugestii. Czytelnik dowie się z lektury, jak mniej więcej wyglądają europejskie „wykwintne” salony. Wielka szkoda, że autor nie zamieścił w książce, choćby na marginesie czy jako wtrącenie do fabuły prostych przepisów lub ciekawostek (na przykład jak blanszować dynię). Szczerze, po tytule „kryminał kulinarny” spodziewałem się nie tylko wartkiej akcji, ale i pomysłów na coś na ząb. Wielka szkoda.

Problemem, z jakim zmaga się Diabelski owoc, jest moim zdaniem brak charakterystycznych postaci – nawet główny protagonista Xavier i antagonista (o którym rzecz jasna nie mogę wspominać) to postaci w najlepszym przypadku przeciętne. Ich historia nie zapada w pamięci. To samo mogę powiedzieć o akcji w

diabow_1

Autor Diabelskiego Owocu Tom Hillenbrand

książce: moim zdaniem za mało znajduje się tutaj chwil, które zapamięta czytelnik, nawet kulminacja „akcji” pod koniec książki jest mocno, rzekłbym, średnia. Diabelski owoc to powieść, którą bardzo łatwo „połknąć” i przeczytać w jedno niedzielne popołudnie. Ot taka mała lekkostrawna przystawka przed jakimś bardziej ambitnym daniem.

Pojawia się tutaj ważne pytanie: czy książkę Diabelski owoc mogę polecić? I tak i nie: z jednej strony mamy do czynienia ze średnią lekturą, przypominającą (jeżeli operujemy słownictwem kulinarnym) smacznego Fast fooda, nie jest to na szczęście klasa Fast fooda pod szyldem „Mc”, ale też nie jest to wykwintne danie. Ot, książkę można porównać do smacznej zapiekanki na dworcu głównym w Krakowie. Na rynku polskim Diabelski owoc jest pierwszą powieścią Toma Hillenbranda i mam nadzieję, że każda kolejna będzie coraz bardziej przypominać np. Bistecca à la Fiorentina, czy Dorada con Patatte.

Jeżeli jesteście zabiegani i chcecie poczytać coś lekkiego i w miarę przyjemnego w wolne niedzielne popołudnie to Diabelski owoc będzie bardzo dobrą przystawką.