Dobro jest jak ciasteczko z leśnymi poziomkami, czyli „Dobre uczynki Cecylki Knedelek” – recenzja

Sebastian Grochala/ Maj 16, 2016/ Książki, Książki dla Dzieci, sgrochala - recenzje/ 0 comments

O tym, jak dobro może być inspirujące, zaraźliwe i motywujące warto przekonywać dzieci od samego początku ich życia. Trzeba to robić, ponieważ – jak uczy wiele przykładów – nie lubi ono pustki i jeśli nie pozna i rozsmakuje się w czynieniu dobra, bardzo szybko wypełni je czymś wprost do niego przeciwnym. Dlatego polecam – szczególnie rodzicom maluchów – książkę autorstwa Joanny Krzyżanek poświęconą właśnie dobrym uczynkom.

Cecylka Knedelek, która jest główną bohaterką, a zarazem narratorką, wraz ze swoimi koleżankami – Joasią, Lusią oraz Lucią, a także współlokatorką, gąską Walerią oraz kolegą Antkiem postanawia uruchomić maszynę dobrych uczynków, aby poprawić sytuację mieszkańców Starego Knedelkowa. Inspiracją do podjęcia tego działania jest znaleziony przez dziewczynkę pamiętnik „Zapiski Eleonory” odnaleziony przez nią w trakcie porządków na strychu. Jego autorka przyjechała do Starego Knedelkowa latem 1975 roku. Pierwsze dni wakacji u cioci i wujka opisywała, rozpoczynając sugestywnym słowem „nuda”. Do czasu, aż ósmego dnia pobytu głośne „kukuryku” nie zaprosiło Eleonory przed telewizor. Nie mylicie się – chodzi o „Teleranek”, do którego znajdujemy tutaj nawiązanie, i o wspomnianą w nim ideę „niewidzialnej ręki”, która od razu sprawia, że Eleonora znajduje sens swoich wakacji – chce stać się jedną z tych osób, które niepostrzeżenie czynią innym dobro.

okładkaduW ostatnim wpisie w pamiętniku Eleonora porównuje czynienie dobrych uczynków do… jedzenia ciasteczek z leśnymi poziomkami i to porównanie na stałe zagości w książce, gdyż bardzo przypadnie do gustu Cecylce, która postanowi (wraz ze znajomymi) kontynuować to, co zaczęła kilkadziesiąt lat wcześniej córka koleżanki babci głównej bohaterki książki. Znając swój słomiany zapał, dziewczynka postanawia nie odkładać czynienia dobra na później, tylko od razu przechodzi do działania. Zbiera dzieci w turkusowej szopie oraz tłumaczy co trzeba zrobić, aby poczuć smak ciasteczek z leśnymi poziomkami. Recepta jest prosta – trzeba zostać wolontariuszem lub wolontariuszką, na co dzieci dość szybko się godzą, rozpoczynając tym samym zwiad, którego celem jest rozpoznanie zapotrzebowania na dobre uczynki. Od tego dnia praktycznie nieustannie będą podejmowały różne inicjatywy mające na celu sprawienie komuś radości.

Tyle o pomyśle fabularnym, który jest dość ciekawy, ponieważ pozwala nam pokazać dzieciom znaczenie współpracy oraz pomagania innym ludziom. Dzięki wielu przykładom możemy pokazać, w jakich sytuacjach każda i każdy z nas może pomóc innym ludziom. Możemy wyczulić dzieci na potrzeby innych oraz uczyć wrażliwości. Przy okazji książka porusza wiele ważnych tematów, które mogą stać się punktem wyjścia do wartościowych rozmów z dziećmi.

Konstrukcja książki jest bardzo dobrze przemyślana, ponieważ historie stanowią osobne rozdziały, co pozwala nam na czytanie książki fragmentami – co jak wiadomo, w przypadku szczególnie małych dzieci, jest bardzo cenne. Jednego dnia możemy przeczytać jedną historię, innego dnia więcej. Po każdej możemy przeprowadzić z dzieckiem krótką rozmowę i zapewniam, że każda historia dostarczy nam tematów, o których warto porozmawiać. Jedyna rzecz, która wg mnie jest minusem, to brak zakończenia. O ile jest początek i czytelnik ma poczucie, że uczestniczy w historii od początku, to nie jest nam dane poznać zakończenia. Nie dowiadujemy się nawet, że to już koniec – po prostu kończymy lekturę historii o przygotowanym przez dzieci przedstawieniu i… trafiamy na spis treści. Szkoda, bo przydałoby się tutaj jakieś fajne zakończenie dające dzieciom do myślenia, pokazujące na przykład, że czynienie dobra ma wiele twarzy i każda i każdy z nas z pewnością znajdzie mnóstwo możliwości pomocy innym. Może każde z dzieci (czytelników) również mogłoby znaleźć tam instrukcję dotyczącą tego, jak założyć swój pamiętnik, w którym zapisywać będzie wykonane dobre uczynki? Moja kreatywność każe mi wymyślać coś w tym miejscu, aby wykorzystać maksymalnie potencjał wychowawczy tej książki – więc może to posłużyć Wam jako pewna inspiracja 😉

Na końcu recenzji tej publikacji, warto wspomnieć jeszcze o tym, co w książkach dla dzieci jest istotne – czyli piękne ilustracje wykonane przez Zenona Wiewiurka, zarażające pozytywną energią oraz wywołujące uśmiechy, świetnie wspierając ilustrowany przez nie tekst. Tekst, który zaraża z kolei dzieci do tego, aby rozprzestrzeniały dobro wokół siebie, który uczy jak słuchać, patrzeć, działać i troszczyć się o siebie i innych.