Dorian Gray symbolem wyzwolenia (KĄCIK FILMOWY#2) – recenzja filmu

Anna/ Wrzesień 21, 2015/ Kącik filmowy, Książki/ 0 comments

dorian grey 1970

Okładka edycji DVD filmu ,,Dorian Gray” reż. Massimo Dallamano (1970)

Łatwo popaść w przesadę. Opisując ekranizację ,,Portretu Doriana Graya” z 1945 roku, narzekałam na zbyt duże ukrycie motywu, a teraz dostałam go w nadmiarze. Czasami dosłowność zabija prawdziwy sens. Ciężko nie uznać, iż w kolejnej adaptacji w rzetelny sposób nie pokazano procesu upadku głównego bohatera. Jest tylko jeden, zasadniczy problem. To może drażnić przesadnym erotyzmem. Za ciekawy można uznać w tym wypadku zamysł stworzenia z Doriana kogoś w sensie pana do towarzystwa, tudzież gwiazdora, któremu żadna kobieta nie potrafi się oprzeć. Nie do końca wiadomo czy to płeć piękna rzuca się na naszego bohatera, czy to on je kusi. Pewne jest tylko jedno – to symbol wyzwolenia seksualnego.

Takie europejskie spojrzenie na erę dzieci kwiatów rodem z USA ma swoje plusy i minusy. Postrzegając kino naszego kontynentu, jako  bardziej artystyczne, film ostatecznie wyłamuje się z konwencji. Postacie, choć tak współczesne, aspirują do hollywoodzkiego obrazka. Mocna fascynacja Stanami Zjednoczonymi  jest  widoczna w realizacji i postrzeganiu fabuły.

Helmut Berger wcielił się w Doriana w niezwykle realistyczny sposób. Myślę, że nie wynikało to tylko z jego predyspozycji aktorskich. Na przestrzeni pracy artystycznej, a głównie w czasach swojej największej świetności, ten Austriak był chętnie obsadzany, jako odtwórca postaci niezwykle zawikłanych emocjonalne, np. osób uzależnionych bądź szaleńców.  Otwarcie Berger przyznawał się do swojej biseksualności, czym spowodował niemały szok. Jawne okazało się też uzależnienie od alkoholu i narkotyków. Wiadomo, że mężczyzna  kilka razy podejmował próby samobójcze. To jeden z tych niewielu jaskrawych przykładów, gdy widz zastanawia się na ile kreowana postać jest odbiciem osobistych przejść aktora, a na ile to jego gra.