Dorian Gray w czarno-białym kadrze (KĄCIK FILMOWY#1) – recenzja filmu

Anna/ Wrzesień 19, 2015/ Kącik filmowy, Książki/ 0 comments

dorian grey 1945

Plakat filmu „Portret Doriana Graya” reż. A. Lewin (1945)

Tym razem zabieram Was do wyjątkowego świata Oscara Wilde’a.  Od momentu wydania ,,Portretu Doriana Graya w 1890 roku, powstała niezliczona ilość rysunków, filmów, książek i innych projektów inspirowanych tym niezwykłym dziełem.  Samo oko kamery widziało tą klasyczną powieść w kilku całkiem różnych aspektach. Jestem przekonana, iż ci wszyscy, którzy mieli kontakt z pozycją wydawniczą, choć nie tylko oni, z pewną dozą ciekawością wybiorą się ze mną śladem nie tylko głównego bohatera, ale również rozwoju sztuki filmowej na przestrzeni kilkudziesięciu lat.

Jedna z pierwszych adaptacji książki, nie dała na siebie długo czekać. Już w 1945 roku jej własną wizję przedstawił Albert Lewin. Osobiście, miałam nadzieję na, choć częściowe odwzorowanie rzeczywistości przełomu XIX i XX wieku. Moje oczekiwania zostały zaspokojone tylko w pewnym stopniu. Stroje męskie zostały dość szczegółowo wykonane. Niestety, o sukniach pań nie można tego powiedzieć. Gdzieś w tle widać modę rodem z lat czterdziestych. Czy to wada, czy zaleta oceńcie sami.

Gra aktorska jest bardzo zróżnicowana. Są tu zarówno dobrze nakreślone, jak również nieco przyblakłe osobowości. Szczególną uwagę warto zwrócić na dwie kreacje. Angela Lansbury świetnie potrafiła przedstawić dość delikatną psychikę Sybil Vane, za co zresztą została nagrodzona statuetką Oscara. To doskonały przykład aktorki czasów powojennych – pięknej, wyrazistej i umiejącej dość dobrze śpiewać. Znakomicie poradził sobie również Georg Sandersa wcielający się Lorda Wottona. Aktor potrafi zahipnotyzować widza, co powoduje, iż przyćmiewa głównego bohatera. 

 

Realizacja produkcji jest wzorcowa. Mamy tu nawet kolorową wersję portretu Doriana. To ogromna niespodzianka, zważywszy na fakt, że cały film jest stworzony w technologii czarno-białej. Dopieszczone zostały niektóre sceny. Szczególnie zapada w pamięci moment, kiedy Henry na oczach Doriana, pozbawia życia niewinnego motyla. Ta scena w pewien sposób ukazuje metaforyczną zmianę wewnętrzną tytułowego, młodego mężczyzny. Sama myśl przewodnia jest ukryta właśnie w takich  małych sekwencjach. To nie psychika Doriana wysuwa się na pierwszy plan, a raczej ujęcie go, jako amanta. Nie radzę więc postrzegać tej produkcji przez pryzmat książki. To poniekąd dziwne, patrząc na odwzorowanie fabuły i pojawienie się  w scenariuszu tekstu z pierwowzoru literackiego.