,,Droga Steve’a Jobsa” (Brent Schlender, Rick Tetzeli) – recenzja

Anna/ Listopad 24, 2015/ Książki/ 2 comments

Droga Stevea JobsaPisząc pierwsze słowa tego tekstu, trudno mi się oprzeć wrażeniu, że gdyby nie bohater biografii, którą chcę wam polecić, mój i wasz świat byłby zupełnie inny. Czyż w dzisiejszych czasach można sobie wyobrazić życie bez laptopów, smartfonów czy tabletów? Tymczasem jeszcze w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia nikt nie przypuszczał, iż komputer może stać się urządzeniem prostym i używanym przez miliony ludzi na całym świecie. Potężne maszyny, mające wykonać ściśle określone zadania, zajmowały wówczas wielkie pokoje oraz wymagały co najmniej kilkuosobowego, wykwalifikowanego personelu. Już wkrótce miało się jednak okazać, jaką siłę ma rozwijająca się Dolina Krzemowa. Miały tam swoje siedziby tak legendarne korporacje, jak Hewlett Packard czy Atari. To właśnie w tej ostatniej firmie stawiał pierwsze kroki człowiek, który miał zrewolucjonizować świat informatyki.

Steve Jobs urodził się 24 lutego 1955 w San Francisco. Był synem Abdula Fattaha Jandali oraz Joanne Carole Schieble, która postanowiła oddać syna do adopcji tuż po porodzie. Nowymi rodzicami porzuconego chłopca stali się Paul i Clara Jobsowie. Biologiczna matka, gdy dowiedziała się, iż kandydaci na opiekunów pochodzą z robotniczej klasy średniej, wymogła na nich obietnicę wysłania dziecka na studia. W związku z przyrzeczeniem, kilka lat później małżeństwo wraz z dwójką dorastających pociech przeniosło się Los Altos. Przyszły wizjoner przejawiał ponadprzeciętną inteligencję i wręcz nieznośny temperament, co nie raz odbiło się na jego karierze. Pierwszy przejaw indywidualizmu zauważamy już w momencie rozpoczęcia przez chłopaka studiów, z których zrezygnował po pierwszym semestrze. Uznał, że lepiej jest skupić się na rzeczach naprawdę interesujących, więc uczęszczał wyłącznie na wykłady, jakie wydały mu się przydatne.

Apple I – pierwsze urządzenie Steve’a Jobsa i Steve’a Wozniaka (fot. rebelpilot)

Impulsem do założenia własnej firmy okazała się niezwykła grupa zapaleńców o nazwie Homebrew Computer Club, skupiająca młodych fanów techniki. Nasz bohater poznał tam Steve’a Wozniaka, czyli utalentowanego projektanta i konstruktora. Nastolatkowie rozpoczęli od dość nietypowych doświadczeń. Odkryli bowiem, że gwizdki dołączone do płatków śniadaniowych sprawiały, że rozmowy międzymiastowe mogły być bezpłatne. To jednak kolejna idea okazała się istną żyłą złota. Pomysł był na ówczesne czasy zarówno prosty, jak również rewolucyjny. Kilka układów scalonych, zasilacz, klawiatura oraz ekran. Tak kilkunastoletni chłopcy stworzyli Apple I. Prototyp dzisiejszych komputerów był pierwszą próbą stworzenia urządzenia nazwanego przez Jobsa „komputerem osobistym”, czyli maszyną, jaką mogłaby obsługiwać jedna osoba, a nie sztab wyspecjalizowanych naukowców.

Tutaj warto wspomnieć o pewnym szczególe, który spowodował, że firma z logiem słynnego nadgryzionego jabłuszka miała ogromny żal do Microsoftu.  Jobs na początku działalności swojego przedsiębiorstwa odbył wizytę w fabryce Xerox PARC. Poznał tam pierwszy, bardzo ubogi graficzny system operacyjny, oparty nie na skomplikowanych komendach, a intuicyjnej pracy z myszką i klawiaturą. To ciekawe rozwiązanie idealnie wpasowało się w koncepcję młodego przedsiębiorcy. Apple zastosował tę nowinkę w swoim komputerze o nazwie Lisa, który okazał się niewypałem, lecz jego grafika zrobiła niesamowite wrażenie na krytykach. Kilka lat później, Microsoft wypuścił na rynek Windowsa, opartego na zbliżonych funkcjach. Stało się to początkiem wieloletniego procesu o naruszenie praw intelektualnych.

„Droga Steve’a Jobsa” jest nie tylko fascynującą historią o powstaniu IPhone’ów i iPodów, ale także próbą odpowiedzi na pytanie czy założyciel Apple’a był takim arogantem, jak przedstawiały go media. Wystarczy wspomnieć, że Steve musiał opuścić na pewien czas przedsiębiorstwo, które sam założył. Byli współpracownicy wspominają, że bywał niezwykle grubiański wobec osób z najbliższego otoczenia. O jego impulsywności krążyły legendy, lecz równocześnie potrafił skupić wokół najlepszych ludzi i pobudzać ich ponadprzeciętną kreatywność. Sekretem Jobsa było prawdopodobnie niezachwiane dążenie do niedościgłego ideału piękna, prostoty oraz użyteczności. Często miał pomysły, które w aspekcie technicznym mogły być wykonane dopiero za kilka, bądź kilkanaście lat.

Plakat filmu „Toy Story” (1995)

Przykładem może być nabycie firmy Pixar od Lucasfilm w 1986 roku. Kupno niepozornego działu animacji 3D, odpowiedzialnego wcześniej m.in. za efekty specjalne w „Gwiezdnych Wojnach”, wydawało się szczytem fanaberii niedojrzałego biznesmena, chcącego osiągnąć sukces nie tylko w nowo powstałej firmie NEXT. Kilku niedocenionych grafików, animatorów i reżyserów bajek nie mogło wyobrazić sobie lepszego zrządzenia losu. Nowy szef nie szczędził pieniędzy i wiary w swój zespół. Efekt finalny okazał się fenomenalny. Animacja „Toy Story” weszła do kanonu i sprawiła, że Apple ponownie zaufał Jobsowi, co w przyszłości miało okazać się jedną z najowocniejszych decyzji w historii Dolinie Krzemowej.

Niniejsza biografia prowadzi czytelnika przez świat tajników informatyki, budowanej przez dwóch silnych innowatorów, stąd według mnie, jednym z najciekawszych rozdziałów jest bezpośrednie porównaniem Steve’a Jobsa z Billem Gatesem. Obaj panowie byli w tym samym wieku, ale mieli kompletnie inne podejście do odbiorców swoich produktów. Podczas, gdy Apple dbał o marketing, piękne wzornictwo oraz przywiązanie klientów, Microsoft głównie skupiał się na rozwiązaniach dla biznesu, niemających osobistego charakteru.

Tym, co zdecydowanie wyróżnia tę publikację wśród innych pozycji o twórcy Maców, to niezwykłe zgłębienie psychiki bohatera. Schlender nie opiera swoich sądów na popularnym wizerunku chama, ale stara się pokazać również ciepłą stronę jego osobowości. Ten aspekt jest często pomijany w innych opracowaniach. Autor pokazuje, że człowiek ma zarówno dobre, jak również złe strony. Podziwiam również fakt, że ta biografia nie ma w sobie nic z tabloidów, uwielbiających pastwić się nad grzeszkami sław. W tej książce nie odnajdziemy wielu stron o tym, dlaczego przez wiele lat Jobs nie przyznawał do ojcostwa, czy dogłębnych analiz jego choroby nowotworowej. Zamiast tego poznajemy życie inteligentnego mężczyzny, który bez przerwy musiał mierzyć się ze swoimi wadami.

„Droga Steve’a Jobsa” należy do świetnie zapowiadającej się serii Innowatorzy wydawnictwa Insignis, mającej przybliżyć czytelnikom życiorysy legend branży technologicznej. Jeśli choć część z zaproponowanych tytułów jest tak fascynująca, jak opisywana tutaj pozycja, to już nie mogę doczekać się jej kolejnych odsłon.

  • Justyna

    Z przyjemnością przeczytałam recenzję, bowiem Steve Jobs niezmiennie mnie fascynuje – zarówno jego geniusz, przejawiający się w pomysłach, jak i podejście do ludzi i do świata! Pozdrawiam, Justyna (Qulturasłowa)

  • Mnie zafascynował Jony Ive, który był szefem działu kreatywnego Apple’a, o którym jest parę słów w tej książce. Miał dość ciekawy sposób motywowania zespołu.