Drogi do onkologii

JeremiaszP/ Styczeń 3, 2018/ Książki/ 0 comments

Okładka książki

Drogi do onkologii pod redakcją Renaty Furman to rodzaj monografii medyczno-biograficznej, w której jak czytamy z okładki „liderzy patrzą wstecz”. Liderzy polskiej onkologii opisują swoje doświadczenia i przeszkody, jakie spotykali na drodze. Książkę można nawet zakwalifikować do zbioru autobiografii polskich lekarzy onkologów, wydanej przez wydawnictwo PZWL.

Onkologia, jak wyczytamy z książki Drogi do onkologii, to dziedzina bardzo złożona, osobiście porównałbym ją pod względem złożoności do patologii. Lekarz onkolog musi znać się nie tylko na anatomii i onkologii ogólnej, musi też bardzo dobrze interpretować i znać się na badaniach genetycznych, chemicznych, biochemii, nierzadko na histologii, hematologii, cytologii i wielu, wielu innych dziedzinach medycyny. Przykładem może być prof. dr hab. Wiesław W. Jędrzejczak, który w ramach swoich badań opisuje konieczność zdobycia potężnej dawki wiedzy z genetyki, metod immunoterapii itp.

Drogi do onkologii ukazują w sposób bardzo strawny dla czytelnika, a jednocześnie rzetelny, że specjalizacja medyczna to wierzchołek wierzchołka góry lodowej. Bardzo wąskie specjalizacje versus konieczność przeskakiwania z jednej specjalizacji medycznej na drugą, książka ukazuje jak trudna i wymagająca (a jednocześnie satysfakcjonująca!) jest medycyna. Ukazuje również przykrą stronę polskiej onkologii oraz służby zdrowia – lekarze muszą niekiedy kombinować, aby skostniały od zawsze gmach biurokracji służby zdrowia poruszyć. Tyczy się to czasów współczesnych, jak i PRL, gdy „beton partyjny” nie miał najmniejszej ochoty na nowoczesne i pionierskie rozwiązania (takie jak np. przeszczep szpiku kostnego).

Pokrótce opisałem o czym jest ta publikacja. Ważne pytanie, które powinniśmy sobie zadać to: dla kogo jest ta książka? Drogi do onkologii w pierwszej kolejności na pewno będą dobrym „prztyczkiem” dla przyszłych lekarzy i studentów medycyny. Prztyczkiem i rodzajem wytchnienia od cegieł pokroju Podstaw neuropatologii Mirosława Mossakowskiego, prztyczkiem, bo Drogi do onkologii uczą swoistego rodzaju pokory, że studia medyczne to tylko początek tak naprawdę bardzo wymagającej nauki. Warto zaznaczyć, że nie jest to podręcznik akademicki, są to po prostu relacje lekarzy ukazujące często trud i znój codziennej praktyki klinicznej. Przy czym mała dygresja – trud i znój, ale dający ogrom satysfakcji lekarzowi-badaczowi, gdy po latach ciężkiej pracy znajduje się Świętego Graala pozwalającego skuteczniej walczyć ze zmorą, jaką jest rak.
Drogi do onkologii będą wartą uwagi pozycją dla lekarzy już praktykujących, nawet niezwiązanych z onkologią. Myślę, że każda specjalizacja znajdzie tutaj coś dla siebie. Osoby interesujące się medycyną, czy związane zawodowo z naukami około medycznymi również powinny przeczytać tę książkę. I tu w zasadzie kończą się „rekomendacje” dla kogo.

Szpiczak mnogi

Drogi do onkologii nie są na pewno pozycją dla przeciętnego czytelnika, jest to książka, którą trudno mi zakwalifikować jednoznacznie – nie jest to podręcznik akademicki, nie jest to też całkowicie autobiografia, ale i nie jest to pozycja popularnonaukowa. Drogi do onkologii raczej trafią do wąskiego grona odbiorców. Idąc dalej – osoby zaznajomione z medycyną i szukające tutaj szczegółowych opisów wybarwiania preparatów onkologicznych nie znajdą tutaj tego typu informacji.

Książka jest napisana przystępnym językiem i czyta się ją dobrze. Jeżeli interesujecie się medycyną, chcecie poznać pracę onkologa „od kuchni”, to Drogi do onkologii są jak najbardziej wartościową pozycją, która jednak jest bardzo krótka: 139 stron można połknąć w dosłownie jeden wieczór.