„Feynmana wykłady z fizyki” tom. I – Feynman Richard P., Leighton Robert B., Matthew Sands

KatarzynaM/ Luty 2, 2016/ Książki/ 0 comments

Feynmana-wyklady-z-fizyki.-Tom-1.1.-Mechanika-szczegolna-teoria-wzglednosci_book_fullPostacią Richarda Feynmana jestem zafascynowana już od kilku lat. Wie o tym cała moja rodzina i przyjaciele, bo od dawna podsuwam im nieśmiało sugestię, że jego Wykłady z fizyki byłyby idealnym prezentem dla mnie. Chyba jednak zbyt nieśmiało… Czy moja profesor od fizyki przypuszczałaby kiedykolwiek, że sięgnę po dzieła tego wybitnego uczonego, duszy towarzystwa, ale jednak wielkiego fizyka, który posiadł ogromną wiedzę i wniósł fundamentalny wkład do fizyki? Nie sądzę. Mam tego pecha, że każdy z moich trzech nauczycieli fizyki nie uważał za stosowne chcieć jej nauczyć. Jak długo mogłam uczyć się sama, a więc czytać teorię, dawałam sobie radę, później, gdy potrzebny był mi jakowyś perceptor, niestety zawalałam. Jednak zawsze żywiłam podziw w stosunku do fizyki. Podziw i fascynację. Ja humanista, przedstawiciel nauki, w której można przegadać każdą opcję, byle było się wygadanym, z podziwem patrzyłam na naukę, w której wszystko musi się zgadzać. Nawet jeśli – jak tłumaczy Feynman – nie znamy jeszcze wszystkich praw, nawet jeśli większa część tajemnic wszechświata pozostaje przed nami ukryta. Fizyka jest pięknem porządku. I o tym jest ta książka. A właściwie pierwsza część, pierwszego tomu. Nie czyta się jej w jeden dzień, taki laik jak ja zwykle po prostu trwa w zachwycie, bo oślepia go wiedza i hipnotyzuje cudowny język autora.

 

W latach sześćdziesiątych środowiskiem fizyków wstrząsnęła wiadomość, że Richard P. Feynman będzie prowadził kurs fizyki elementarnej na uczelni wyższej. Wykład ten musieli zaliczyć studenci uniwersytetu, nie tylko fizycy. Nigdy nie zdarzało się, by tak podstawowy wykład prowadził fizyk o takiej sławie. To tak jakby Kubica został instruktorem jazdy, jakby Boniek poszedł uczyć wychowania fizycznego. Pokłosiem tych wykładów jest właśnie ta książka. Feynmana wykłady z fizyki weszły już do kanonu, moja koleżanka z pracy – fizyczka, korzysta z tej książki, tytuł jest wspomniany w Jeżycjadzie, a egzemplarz z autografem ma dostać jeden z bohaterów modnego serialu Teoria Wielkiego Podrywu (The Big Bang Theory), klasyk. Zapytacie, dlaczego skoro tak byłam napalona, nie nabyłam, a już odpowiadam. Bałam się, że będę za głupia. Naukę fizyki zakończyłam 11 lat temu na wiosnę i to na poziomie pozostawiającym wiele do życzenia jak na najlepsze LO w okolicy i jedno z najlepszych w województwie. Bałam się, że to jednak nie ta liga i że odpadnę. Jakaż była moja radość, gdy obawy okazały się niepotrzebne i chcę rozwiać je u tych, którzy szczycą się byciem humanistami i uważają, że nie ma co słuchać Richarda Feynmana.

 

Tak, to nie jest książka łatwa, wymaga ciągłego skupienia i chęci przyswojenia wiedzy. Na pewno, gdybym miała jej więcej, z lektury wyniosłabym więcej, tak to łączyłam przyjemne z pożytecznym, bo poznawałam tajemnice fizyki i naprawdę doskonale się bawiłam, bo Feynman miał talent do pióra. Nie trzeba być magistrem fizyki, by ta książka zachwyciła, moim zdaniem ona pokazuje również laikom, że fizyka jest piękna. Jest inspiracją, aby szukać, drążyć. Z ogromną ochotą sięgnęłabym po część kolejną. Bo jak już wyjaśniono mi i zrozumiałam, o co chodzi w tej fizyce kwantowej. No to ja was proszę. Za samo to Feynman powinien dostać jakąś nagrodę. Szkoda, że pośmiertną.