,,Forrest Gump” Winston Groom – recenzja

Anna/ Luty 9, 2016/ Książki/ 8 comments

forrestForresta Gumpa zna chyba każdy głównie przez pryzmat ekranizacji powieści Winstona Grooma, wyreżyserowanej przez Roberta Zemeckisa. Wstyd się przyznać, ale do tej pory nie oglądałam adaptacji książki, głównie ze względu na to, iż byłam przekonana o tym, że lepiej będzie najpierw sięgnąć po pierwowzór literacki. Okazją do poznania losów niezwykłego bohatera było najnowsze polskie wydanie powieści, które kilka miesięcy temu ukazało się nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka.

W małym miasteczku Mobile w stanie Alabama mieszka pewna samotna matka wraz z dorastającym synem. Niestety okazuje się, że chłopiec jest lekko opóźniony w rozwoju, gdyż jego testy IQ wskazują wartość 70. Wiąże się to z wieloma trudnościami nie tylko w szkole, ale również poza nią. Forrest jest niemal na każdym kroku wyszydzany przez rówieśników i spychany na margines. Jedynie mama chłopaka czuje, iż drzemie w nim ukryty potencjał. Sam główny bohater stara się żyć normalnie i przeżywa nawet swoje pierwsze uczucie do Jenny Curran. Wszystko zmienia się w chwili, kiedy łowca talentów odkrywa, że nastolatek ma predyspozycje do stania się gwiazdą footballu amerykańskiego[1]. To okazuje się początkiem niezwykłej podróży, która zaprowadzi młodego mężczyznę nie tylko na boisko, ale również na plan filmowy, w przestrzeń kosmiczną oraz do Białego Domu.

Pewnie nie będzie niczym odkrywczym stwierdzenie, że „Forrest Gump” to opowieść o znaczeniu akceptacji różnic, a także spełnianiu marzeń. Tytułowy bohater jest świadomy swojej odmienności, ale równocześnie nie boi się podejmować wyzwań, na które wielu ludzi z pewnością nie miałoby odwagi. Choć pamiętnik bohatera jest może nieco nieskładny i czasem uwidacznia niedojrzałość, to jednak stanowi taż zbiór myśli wyjątkowego człowieka, który oprócz widocznych deficytów, posiada również ukryte zdolności matematyczne. Czytelnik śmieje się, poznając wszystkie wpadki narratora, lecz równocześnie widzi jego ogromną samotność. Bywa, że ufność Forresta powoduje, iż niektórzy wykorzystują go do własnych celów, choć pewnie nie wszyscy mają tego pełną świadomość.

Tym, co najbardziej mnie zaskoczyło, było drugie dno tej powieści. Groom pokazuje w krzywym zwierciadle grupy, które dla wielu Amerykanów są synonimem wyższej rangi społecznej i udowadnia sztuczność podziałów. Wszak powinniśmy bardziej cenić wyjątkowość człowieka niż wartość wykonywanego przez niego zawodu. Groom wplata w fabułę  wydarzenia inspirowane choćby kwestią przymusowej pracy na plantacjach bawełny.  Przejścia Forresta mają nasunąć odbiorcy pewne przemyślenia, o czym autor mówi niemal wprost:

„Większość pisarzy (…) wprowadza postać idiota, aby zyskać efekt podwójnego zrozumienia, pozwolić mu uczynić z siebie durnia, co zarazem pozwala czytelnikowi uchwycić głębszy sens głupoty”[2].

Książka stanowi również pewien rodzaj ukrytego manifestu względem trafności wojny w Wietnamie[3] i jej skutków. Groom z ironią przedstawia postacie prezydentów Lyndona Johnsona oraz Richarda Nixona. Postać Dana obrazuje bardzo smutny los weterana, który po udziale w walkach został zapomniany.

Jak wcześniej wspomniałam, powieść to swoisty pamiętnik Forresta, co wiąże się z unikalnym sposobem prowadzenia narracji. Język jest stylizowany na bardzo potoczny i prosty. Nie brak tu pewnych skrótów myślowych. Szczególne słowa uznania należą się tłumaczowi, czyli Jerzemu Łozińskiemu, który dokonał bardzo nowoczesnego przekładu, obfitującego w zabawne przeinaczenia. Różni on się nieco od wersji Julity Woroniak i w moim uczuciu bardziej pasuje do opisanej osobowości narratora. Pozycja jest pięknie wydana. Ładna i duża czcionka oraz solidna oprawa sprawią, że egzemplarz będzie nam służył przez lata. Jedynym mankamentem jest zbyt dużo zdradzający opis na okładce, lecz czy to jest wada, kiedy niemal każdy oglądał film?

Książka „Forrest Gump” okazała się naprawdę dobrą powieścią, choć w moim przypadku nie do końca spodobało mi się przedstawione poczucie humoru. Nie przepadam za typowo amerykańskim żartem, balansującym na granicy dobrego smaku. Sądzę jednak, że sięgnę po kontynuację powieści, bo po świetnym słodko-gorzkim zakończeniu tej części bardzo chętnie poznam dalsze losy bohaterów.


[1] Futbol amerykański (ang. American football) – kontaktowy sport drużynowy, w którym uczestniczą dwa jedenastoosobowe zespoły dążące do zdobycia większej ilości punktów, gdzie piłkę można przemieszczać wykopując, niosąc, rzucając lub przekazując ją z rąk do rąk między zawodnikami.
[2] Winston Groom „Forrest Gump” s. 119, Zysk i S-ka, 2015.
[3] Wojna wietnamska (zwana też drugą wojną indochińską) – działania militarne na Półwyspie Indochińskim w latach 1957–1975.

  • Zaintrygowałaś mnie porównaniem tłumaczeń. Ja czytałem książkę w przekładzie Julity Wroniak i tłumaczenie bardzo mi pasowało – w odpowiednich miejscach (tak mi się przynajmniej wydaje) było wulgarne i prostackie, ale w innych idealnie trafiało w punkt. Ja osobiście książkę bardzo polubiłem i uważam, że jest znacznie lepsza od filmu.

    A tak przy okazji. Czy widziałaś już film? Wydaje mi się niemożliwe, że żyje ktoś w Polsce kto „Forresta…” nie widział, ale zazdroszczę – ja najpierw widziałem film.

  • Anna

    Jeszcze nie widziała, filmu, ale na pewno nadrobię zaległości i opiszę swoje wrażenia w kąciku filmowym. A ucieczka przed ekranizacją była naprawdę trudnym wyzwaniem, bo to była dla mnie ogromna pokusa, ale mam już taką zasadę, że zawsze zaczynam od pierwowzoru. Co do tłumaczeń, główna różnica polega na tym, że zastosowano sporo skrótów przypominających pewnego rodzaju slang, a w innym miejscu przejęzyczenie typu:
    autos – autobus
    orangutang – orangutan
    Pewnie gdybym zaczęła od starszego przekładu, a nie czytała je porównawczo, miałabym pełniejszy obraz.

  • Justyna

    Po książkę musze koniecznie sięgnac, bowiem – co u mnie niezwykle rzadkie – znam wyłącznie ekranizację. Dziękuję za polecenie:-)

  • Anna

    A ja jeszcze nie oglądałam ekranizacji 🙂

  • jestem za tym by doceniać kogoś za to co robi i jaki jest, a nie kim jest. Bardzo fajne przesłanie ma ta książka

  • Anna

    To prawda. Przesłanie to największy atut tej książki.

  • Aleksandra T

    Uwielbiam film! Ale nie wiedzałam, że jest również książka… Film oglądałam już tyle razy,że nie jestem pewna czy jest w ogóle sens aby czytała książkę…
    A czy znasz już książkę „Zatrzymać dzień”? Pojawi się również jej recenzja?

  • Nie znam tej książki, ale wydaje mi się, (choć mogę się mylić), że ktoś z naszej redakcji ją recenzował. Jeśli znasz wszystkie odcinki losów Poldarków, a chcesz poznać dalsze losy bohaterów, to zacznij od tomu piątego pt. ,,Czarny księżyc”