„Genialni. Lwowska szkoła matematyczna” – Mariusz Urbanek

KatarzynaM/ Styczeń 16, 2016/ Książki/ 0 comments

319723-352x500Jestem mieszkanką historycznego regionu Polski – Galicji. Oczywiście z racji swojego wieku nie pamiętam czasów, gdy Lwów był w granicach RP. Chociaż moja rodzina jest bardziej związana z Rzeszowem, to jednak serce oddałam właśnie miastu Lwów i ciągle ono krwawi na wspomnienie powojennej grabieży. Tylko raz – jak na razie – miałam okazję być we Lwowie, na wiosnę 2002 roku, to był piękny dzień, a Lwów skradł mi serce do reszty. Podczas wizyty na Cmentarzu Łyczakowskim odwiedziłam grób Stefana Banacha i coś pyknęło. Nigdy wybitnym matematykiem nie byłam i nie będę, ale mająca niedawno premierę książka bardzo mnie zainteresowała. Wprawdzie z dużej chmury mały deszcz, ale i ryzyk fizyk.

Odwiedzając z wycieczką Cmentarz Łyczakowski przewodniczka opowiadała nam również o Stefanie Banachu. Wzbudził on ogólną wesołość, bowiem chodził do naszej klasy chłopiec o tym samym nazwisku, ale szło mu kiepsko z matmy. Tymczasem usłyszeliśmy, że Banach był samoukiem, dopiero później dowiedziałam się, że przewodniczka trochę „podkolorowała” rzeczywistość. A zaczęło się dawno, dawno temu w…Krakowie, matematyk Hugo Steinhaus przechodził przez Planty i usłyszał, że ktoś dyskutuje o mierze Lebesgue`a, pojęciu ze zbioru wyższej matematyki. Jednym z dyskutantów był Stefan Banach, o pięć lat młodszy od Steinhausa, którego Hugo wiele lat później nazwie swoim największym odkryciem matematycznym. Łączyło ich zamiłowanie do matematyki, różniło wszystko inne. Steinhaus pochodził z zamożnej rodziny (w PRL, w ankiecie napisze „arystokracja plus burżuazja”) był uporządkowany, systematyczny, studiował za granicą, a Banach był nieślubnym dzieckiem, szybko się nudził oraz mawiał „wykład zaczął się z opóźnieniem, ale za to skończymy wcześniej”. Posiadał ledwie półdyplom, chociaż miał zostać nawet dziekanem lecz nigdy nie skończył studiów. Dzieliło ich wiele, ale to oni stworzyli lwowską szkołę matematyczną. Gdy Steinhaus dostał pracę we Lwowie, zabrał ze sobą Banacha, później przyszli inni. Pomyślicie zapewne, że dumne mury Uniwersytetu Jana Kazimierza musiały mieć w sobie coś inspirującego – a skądże! Uczeni najczęściej przesiadywali w kawiarniach. Ich ulubionym lokalem była Kawiarnia Szkocka, od nazwy której wziął się tytuł Księgi Szkockiej w której zapisywano zadania i problematy matematyczne, wraz z obiecanymi nagrodami.

Zanim Łucja Banachowa kupiła zeszyt, który miał się stać legendarną Księgą Szkocką, uczeni bazgrali po stolikach. Raz po kilkunastogodzinnym posiedzeniu sprzątaczka bezpardonowo wszystko zmyła, czasowym rozwiązaniem było przykrywanie stolika obrusem i zakaz ruszania go, nim ktoś z uniwersytetu przyjdzie i wszystko odpisze. Zeszyt doskonale spełniał swoją rolę i w końcu urósł do miana legendy… niektóre dylematy do dziś pozostały nierozwiązane.

10616198_10204618818528997_6006156365795413917_nDwudziestolecie międzywojenne było dla lwowskiej szkoły matematycznej rajem. Dzięki pomocy związanego ze Lwowem, kolegi profesora Kazimierza Bartla, dostawali od rządu pieniądze, ale furda mamona, we Lwowie zebrały się największe mózgi epoki, które uczyniły więcej dla rozsławienia Polski niż oręż i współczesna piłka nożna. Dzięki nazwiskom takim jak Banach, Ulam, Steinhaus, Mazur, Łomnicki, Polska była znana na całym świecie, wśród ludzi oddających cześć matematyki.

Łza w oku się kręci, gdy pomyślimy co mogliby osiągnąć ci ludzie, gdyby nie wiatry historii i najpierw okupacja sowiecka, później niemiecka, później znowu sowiecka oraz repatriacja (?!) ze Lwowa Polaków na Ziemie Odzyskane (?!). Wielu matematyków z lwowskiej szkoły było żydowskiego pochodzenia, więc możemy się domyślać,  jaki był ich los po 22 czerwca `41.

10801540_10204617547817230_1140953023254392565_nA czy wiedzieliście, że Polak Stanisław Ulam brał udział w pracach nad bombami, które zostały zrzucone na Hiroszimę i Nagasaki? O tych i o wielu innych ciekawostkach dowiecie się dzięki tej książce.

Być może ci którzy zetknęli się z nazwiskiem lwowskich matematyków i próbowali czytać o ich pracach uznają, że ich wiedza jest za mała, by mierzyć się z dorobkiem takich gigantów – nic bardziej mylnego! Sama jestem za głupia na zrozumienie analizy funkcjonalnej, ale ta książka to nie akademicki podręcznik, a napisana barwnie, z humorem książka, którą czyta się jak powieść, z momentami pełnymi humoru, ale i grozy, radości, dumy, ale i przygniatającego smutku.

Smuci mnie, że Polacy nie zdają sobie sprawy, że Lwowską Szkołą Matematyczną powinni się szczycić!

Bardzo polecam. Naprawdę świetna książka, nie idealna bo i błędy trafiają się , gdy autor cytuje w jednym miejscu 10931397_10204627248699746_6051051459652897604_nUlama, ten cytat chociaż bez cudzysłowu jest bardzo podobny do cytatu z książki Ulama. Pomimo tych mankamentów gorąco zachęcam do lektury!

Jedna z najlepszych książek, jeśli nie znajdzie się w podsumowaniu roku – cóż to będzie wtedy rok książek tak wspaniałych, że jeszcze takich nie czytałam 😉