Gong Ji-young „Nasze szczęśliwe czasy”

Panna A./ Październik 15, 2017/ Książki/ 0 comments

Co jest gorsze — zabijanie samego siebie czy uśmiercenie innego człowieka? Jak bardzo kształtuje nas środowisko, a jak determinują lata młodości? Czy każdy może stać się mordercą, jeśli wbijemy w ciało odpowiednią ilość emocjonalnych sztyletów? Książka Gong Ji-joung to opowieść o karze śmierci, miłości, poświęceniu i pokonywaniu własnych demonów.

Yun-su — czyli mężczyzna skazany na śmierć i Yu-jeong – kobieta, której życie zostało naznaczone przez piekło dzieciństwa, w którym nie brakowało psychicznego i seksualnego znęcania. Yu-jeong przepełniona jest pogardą do własnej matki oraz świata, co w konsekwencji powoduje izolację od społeczeństwa, brak nadziei na odnalezienie wewnętrznego spokoju i szczęścia. Chce być postrzegana jako zły człowiek, składający się z brudu, jednakże wrażliwość, którą chowa głęboko w środku, często jej to uniemożliwia. Zamknięta perła w obskurnej muszli. Yun-su to postać przepełniona wewnętrznym smutkiem. Jego życie zdominowały tragedie dotyczące rodzinnych problemów, widoku gnębionego młodszego brata oraz utrata ukochanej kobiety.
W międzyczasie poznajemy Monikę, zakonnicę, która zajmuje się resocjalizacją skazańców.

Miłość skazanych na smutek

Yun-su i Yu-jeong łączy wewnętrzny smutek i ból. Wynikające z tego obustronne zrozumienie pozwala im odnaleźć nowy sens. Uczucie najnieszczęśliwszych ludzi na świecie buduje się powoli, a przedstawiony dramat mrozi krew w żyłach. Podczas czytania tej książki było mi wyjątkowo zimno.

Jeżeli znikanie ciepła oznacza śmierć, to chwila, w której znika ono z naszych serc, musi być innym rodzajem śmierci. Był czas, kiedy zarówno on, jak i ja nie mieliśmy tej świadomości i po prostu chcieliśmy umrzeć. Może to także był rodzaj śmierci

Odkupienie

„Nasze szczęśliwe czasy” to książka, która pozwala nam przeżyć osobiste katharsis. Poprzez natłok cierpienia, które dostajemy w splotach liter, nasze myśli się gotują, a ciało zamarza. Ostatecznie pozwala nam doświadczyć wewnętrznego odkupienia. Mimo wszystko podczas czytania nieustannie czujemy rosnącą gulę w gardle i nieprzyjemne mrowienie. Natłok bólu, problemy natury moralnej, spora dawka refleksji — właśnie to czyni tę lekturę mocnym i dobrym dramatem. Podczas jej czytania najpierw umieramy, po to, żeby na końcu zmartwychwstać. Czytanie jej grozi zwiększeniem wilgotności oczu. Stan porównywalnie ciężki do zbioru przeżyć po przeczytaniu „Zielonej mili” Stephena Kinga.

[…] W obu przypadkach, o których rozmawiamy, jeden człowiek decyduje, że drugi człowiek zasługuje na śmierć. Jeden człowiek zabija drugiego. Ale twoim zdaniem jedno to morderstwo, a drugie — egzekucja. Jednego człowieka określa się mianem mordercy i zabija za przestępstwo, a drugi dostaje awans. Tak wygląda sprawiedliwość?

Poddaje w wątpliwość karę śmierć, ponieważ zgodnie ze zdaniem autorki każdy człowiek zasługuje na drugą szansę, bez względu na swoje czyny.

Alicja Regiewicz