Grzech pierworodny – recenzja

JoannaZ/ Lipiec 17, 2017/ Książki/ 0 comments

Grzech pierworodny
Anna Szafrańska

Po kilkumiesięcznym oczekiwaniu na kontynuację intrygującego romansu wszechczasów, Anna Szafrańska zaskakuje czytelników wielowątkową. Powieścią, lawirującą na granicy miłości i śmierci.

Pobudzające wyobraźnię i pozwalające na snucie setek teorii odnośnie dalszego ciągu historii Nel i Kraszewskiego zakończenie Widma grzechu, okazało się zaledwie wierzchołkiem góry lodowej w porównaniu z emocjami, które funduje czytelnikowi Grzech pierworodny.

Po wydarzeniach z ostatnich kilku tygodni, pozostają jedynie nieprzyjemne wspomnienia, które rzucają swój cień na teraźniejsze wydarzenia w najmniej oczekiwanych momentach. Nel i Gilbert tworzą parę, która wywołuje plotki, złośliwe komentarze i tysiące teorii spiskowych, dotyczących okoliczności ich romansu. Rodzina dziewczyny, negatywnie nastawiona względem chłopaka, w związku z jego powiązaniami i chmurami zbierającymi się nad mrocznym sekretem, skrywanym przed światem, postanawia zrobić wszystko, żeby uchronić Nel przed prawdą, która okaże się ciosem prosto w serce. Jednak nikt nie jest w stanie przewidzieć poczynań mężczyzny, który dla miłości jest w stanie poświęcić wszystko. Pierwszej, gorącej, szczerej miłości, która wzbudza zazdrość rówieśników, strach rodziny i jest jednocześnie koszmarem dla zakochanych. Czy Nel i Gilbert przezwyciężą lęk przed nieznanym i dadzą swojemu uczuciu szansę? Czy uda im się przeciwstawić wszelkim przeciwnościom losu?

Druga część historii dwojga zakochanych nie daje czytelnikom wytchnienia, poczynając od pierwszej strony. Wydarzenia pędzące w zastraszającym tempie, powodują lekki chaos, który sprawia, że Grzech pierworodny jest książką pełną zalet i wad jednocześnie. Już pierwszy tom osadzony w wyidealizowanym świecie, w którym problemy dnia codziennego nie istnieją, sprawiał, że idylliczni bohaterowie wydawali się nieco nierealni. Jednak to w drugim tomie autorka przechodzi samą siebie. Akcje rodem z hollywoodzkim filmów, sekrety niczym z Archiwum X oraz sceny wyjęte z 50 twarzy Greya były mocno przerysowane, co spowodowało, że z pozoru świetna powieść stawała się karykaturalną wersją samej siebie.

Po części zawiodłam się na książce, na którą czekałam od dłuższego czasu. Nie znaczy to jednak, że Anna Szafrańska traci w moich oczach. Nel i Gilberta zapamiętam, jako diabelnie ciekawe postaci, które osadzone w innych realiach mogłyby zyskać miano współczesnych Romea i Julii. Niemniej, jedną z większych zalet książki jest zmiana wydawnictwa na Novae Res, które sprawiło, że kontynuacja historii (nie) szczęśliwie zakochanych została opatrzona w przepiękną okładką!