Iwona Kienzler – „Maria Skłodowska – Curie. Złodziejka mężów życie i miłość”

KatarzynaM/ Kwiecień 12, 2016/ Książki/ 0 comments

450370-352x500Moja fascynacja Marią Skłodowską – Curie trwa już dobre półtorej dekady, Starannie śledzę rynek wydawniczy i łakomię się na to, co nowego wychodzi o naszej dumie narodowej.  Czasami są to pozycje kiepskie, innym razem naprawdę dobre, a ja jestem ciekawa, kiedy uznamy, że wiemy już dosyć i nie będziemy próbowali wycisnąć ze skąpego materiału źródłowego kolejnego ujęcia tematu, na który nie mamy źródeł. Życie Marii Skłodowskiej – Curie było życiem jednym i zmieści się spokojnie w jednej biografii, tymczasem, jak w pięćdziesięciu twarzach,  tym razem Skłodowskiej, wychodzą nowe książki, a to relacja z córkami, a to życie uczuciowe. Boję się co dalej. A jednak na nową książkę Iwony Kienzler napaliłam się i postanowiłam podejść do niej bez uprzedzeń, chociaż słyszałam, że autorka lubuje się w erotycznych skandalach. Chciałam być jednak bezstronna i niezawisła i dziś od razu z rana zaczęłam czytać. Co  ciekawe, książka tak mnie wciągnęła, że czytałam ją podczas posiłków, a zwykle na tę okoliczność przerzucam się na specjalnie wybrane lektury.

 

 

Maria Skłodowska urodzona w XIX wieku, podlegała wszelkim ograniczeniom nakładanym przez ówczesną kulturę, a raczej podlegałaby, gdyby przyszła na świat w rodzinie bardziej tradycyjnej. Miała to szczęście, że wśród jej najbliższych krewnych, kobiety nie były postrzegane jako ładne towarzyszki, które miały rodzić dzieci i milczeć. Jej matka zarabiała długo o wiele lepiej niż jej ojciec, była inteligentną pracowitą kobietą, chociaż to nauki ojca, człowieka renesansu, ukształtowały ją jako naukowca. Biografii noblistki streszczać nie będę, bo i autorka, chciała pokazać jej kobiecość. Krzykliwy i chwytliwy tytuł, to miano jakie nadała Marii prasa, gdy na jaw wyszedł romans noblistki z innym naukowcem. Życie Marii, było wypełnione pracą, która nie przyniosła jej bajkowego bogactwa, chociaż dała jej pewnie nieśmiertelną sławę. Ponieważ o jej życiu napisano wiele, ciężko oczekiwać czegoś nowego, chociaż, owszem kilka wiadomości mnie zainteresowało. Miłość, czy też miłości Marii, nie są tematem rzeką, wiemy o trzech mężczyznach, których darzyła uczuciem, wprawdzie panegiryczna biografia pióra jej córki, jeden, słynny i skandaliczny romans, stanowczo dementuje. Bałam się, dlatego bardzo tej książki, bałam się, że będzie wtórna i nudna, albo autorka poluzuje cugle swej wyobraźni i dośpiewa za wiele, robiąc z Marii erotomankę, babrającą się w romansach, na przysłowiowe prawo i lewo.

 

Nic z tych rzeczy. Oszczędna w formie (fotografie, umieszczone jedynie na początku każdego rozdziału). Wadą wszystkich biografii o Skłodowskiej, jest to, że chociaż Ewa Curie napisała biografię bardzo hagiograficzną, to jednak umiała pisać. Chociaż niektóre ze zdań, które konstruuje są kiczowate, to jednak robią swoje a więc chwytają za serce. Po piętnastu latach, nadal pamiętam jak szlochałam, czytając o żałobie Marii. Nie da się napisać więcej i bardziej poruszyć. Na dodatek materiał źródłowy nie jest wielki. O tym, co tworzyła Maria, można pisać więcej, ale sądzę, że zagadnienia promieniotwórczości nie znalazłyby, wielu fanów, wśród laików. Dlatego od pewnego czasu, mając w ręce jakąś nową biografię, mam wrażenie, że znowu czytam to samo, podobnymi słowami i zdaniami. A jednak Iwona Kienzler pisze bardzo ciekawie i publikację tę czyta się bardzo dobrze.

Nawet osoby, które, tak jak ja, czytały już o noblistce sporo, nie będą znudzone, a to spory wyczyn. Może tytuł trochę na wyrost ma przyciągać wzrok i szokować, ale to jest dobra biografia. Pokazuje jak fascynującą kobietą była Maria Curie. Po prostu.

Naprawdę mile się rozczarowałam, bo to bardzo ciekawa książka i dobrze mi się ją czytało. Do czego i Was zachęcam.