Jeff Zentner – „Król węży” – recenzja

redaktor/ Lipiec 18, 2017/ Blog, Książki/ 0 comments

Takich miejsc jak Forrestville jest na świecie mnóstwo, znajdują się pod różną szerokością i długością geograficzną. Na pierwszy rzut oka nie różnią się niczym od większości miast i miasteczek, po prostu zwyczajne, ale pod tą warstwą jest kolejna – pełna pogardy dla tego co inne, nieszablonowe lub po prostu wychodzące poza przyjęte granice. Jedni ulegają presji i próbują żyć w nich sprzeczności z tym co dla nich ważne, inni wprost przeciwnie – idą pod prąd i nie rezygnują z tego co dla nich ważne i przede wszystkim z samych siebie. Jednak nic nie jest aż tak proste i łatwe, nawet gdy ma się odwagę przeciwstawić wszystkiemu i wszystkim.

Ostatni rok w liceum to przygotowanie do wejścia w dorosłość i podejmowanie decyzji, od których tak wiele będzie zależało w przyszłości. Lydia ma plany już sprecyzowane i mało mają one wspólnego z rodzinnym Forrestville, jako znana blogerka modowa ma przed sobą otwartych wiele możliwości, a dodatkowo rodzice wspierają ją w marzeniach. Na nich zawsze może liczyć, podobnie jak i na dwóch przyjaciół – Dilla i Travisa. Nie wybrała sobie roli outsidera, tak samo jak Dill i Travis, ale też zbytnio nie boleje nad tym, że nie jest popularna w szkole. Inaczej jest z jej przyjaciółmi,tych dwóch nastolatków także odstaje od większości, lecz mają tylko oparcie w swej zwariowanej przyjaciółce. Jeden z nich pisze piękne piosenki, ale tylko nieliczni wiedzą o tym, cała reszta patrzy na niego przez całkiem inny pryzmat i cokolwiek by uczynił nie zmieni tego. Niestety w domu także musi stawiać czoła wydarzeniom, których jest ofiarą, lecz najbliżsi postrzegają go w całkiem innej roli. Travis również nie ma łatwo, czy wiecie jak jest postrzegany zagorzały czytelnik książek fantastycznych w Forrestville? Szczególnie uwielbia jeden cykl z tego gatunku i dzięki niemu jakoś radzi sobie z niewesołą rzeczywistością. Czy wiecie jak trudno jest być tym, który się wyróżnia? Życie nikogo nie rozpieszcza, lecz początek ich drogi w dorosłość nie wygląd zbyt różowo, tylko Lydia wie czego dokładnie pragnie, ale Dill i Travis to całkiem inna historia. Co zrobić kiedy wierzy w Ciebie tylko jedna lub dwie osoby, a Ty sam nie wiesz jaką ścieżkę masz wybrać i czy w ogóle możesz pomarzyć o czymś więcej niż jedynie o wegetacji? Co musi się wydarzyć byś spojrzał na siebie i dał sobie szansę, chociaż czy warto mieć marzenia?

W innym miejscu Dill mógłby rozwijać swój talent, a Travis znalazłby zrozumienie dla swej pasji. Pozostaje jeszcze Lydia – przebojowa i mogąca sobie pozwolić na swobodny wybór, chociaż co kryje się w sercu i głowie cenionej blogerki oraz wytykanej palcami uczennicy jednocześnie? Czy jak na osiemnaście lat nie jest to zbyt ciężki bagaż? Travis wie czym jest ból fizyczny, ten znosi bez słowa skargi, lecz ile znaczy dla niego odtrącenie przez kogoś bliskiego i przemoc z jego strony wie tylko on. Dill musi codziennie zmagać się z przeszłością i to nie jedynie swoją, ale i rodziny, ona go napiętnowała i dla Forrestville zawsze będzie nikim więcej niż Dillardem Early`m. Cokolwiek by zrobił w tym miejscu każde jego marzenie skazane jest na porażkę, chociaż czy na pewno?

Czytam wiele książek i już niejedna skłoniła mnie do refleksji, ale ostatnie dwie lektury nie tylko mnie wciągnęły, ale wprost pochłonęły. Dzisiejszej recenzji miało nie być, była w planach na ciut później, kiedy emocje opadną i łatwiej będzie ubrać myśli w słowach. Jednak „Król węży” nie pozwolił odsunąć siebie na bok oraz na spokojnie przemyślenie tego i owego. Jeff Zentner nie pisze monumentalnych zdań, zamiast tego przedstawia czytelnikom młodych ludzi i ich świat jednocześnie dający im nieograniczone możliwości i zawężający się do dusznego małego miasta, gdzie wyznaczono im role bez pytania czy się na nie zgadzają. Południe Stanów Zjednoczonych, niezależnie od pory roku duszne, dla niektórych wprost obezwładniające i jadowicie kąsające każdego kto chociaż ciut wychyla się od ogólnie przyjętych zasad zachowania, ubierania się, ukazane jest bez żadnych upiększeń czy też dodatkowych efektów wzmagających dramaturgię wydarzeń. W „Królu węży” wystarczy prosta prawda znana wszystkim i skrywająca skomplikowane związki rodzinne oraz społeczne.Trójka głównych bohaterów żyje jednocześnie na uboczu i w samym centrum wspólnoty w jakiej liczą się przede wszystkim pozory, a każdy kto odstaje od nich lub się z nich świadomie bądź nie wyłamuje skazywany jest na ostracyzm. Początkowo może wydawać się, że te postacie godzą się z tym, lecz to tylko iluzja, za nią znajdują się zranione serca i umysły młodych ludzi, czasem mających wsparcie w swych bliskich, a czasem właśnie zranionych najdotkliwiej właśnie przez nich. „Król węży” nie jest kolejną powieści new lub young adult, to raczej wielowymiarowa historia o wyobcowaniu, nauce bycia sobą, płaceniu za sukces, przełamywaniu stereotypów, odpowiedzialności za siebie i innych oraz dorastaniu do marzeń. Jeff Zentner oddał w ręce czytelników prawdziwą perełkę, zmuszającą do więcej niż chwili zastanowienia nad tym jak postrzegamy i przede wszystkim co dajemy ludziom z bliższego i dalszego otoczenia.

Recenzja autorstwa Katarzyny Pessel.