K. Cwalina, Wszystko zaczyna się w głowie

9kier/ Grudzień 25, 2017/ Książki/ 0 comments

Przez moje regały przewinęły się dziesiątki, a być może setki poradników motywacyjnych. Wszystko zaczyna się w głowie Karoliny Cwaliny mogło być najgorszym z nich.

Nic na to nie wskazywało. Sensus pięknie go wydał, nie szczędząc pieniędzy na grubszy papier oraz nie żałując miejsca na duże, dobrej jakości zdjęcia i rysunki oraz całostronicowe cytaty. Bez dwóch zdań produkt miał trafić do ekskluzywnej grupy odbiorców, a raczej odbiorczyń, bo też Cwalina zwraca się bezpośrednio do czytelniczek. Graficy wpakowali w oprawę zapewne więcej wysiłku, niż autorka włożyła w napisanie poradnika, a niestety i im można wytknąć kilka niedociągnięć – przykładowo na stronie 41 rysunek przedstawiający Cwalinę (z podkreślonym sutkiem, bo tak) zasłonił kawałek tekstu. Dodaj do tego brak konsekwencji w cenzurowaniu wulgaryzmów, niedziałający link czy paskudną interpunkcję w dedykacji na początku – która ewidentnie została dopisana już po korekcie, o ile takowa była, bo nie została wyszczególniona w stopce – i zrozumiesz, dlaczego czuć, że wspomniana „ekskluzywność” to odpowiednik ciemnego lakieru nałożonego na brudne paznokcie.

Wszystko zaczyna się w głowie aspiruje do miana towaru luksusowego, ale z eleganckim wydaniem kontrastuje treść. Całość brzmi tak, jakby ktoś nagrał Cwalinę na dyktafon i przepisał jej słowa kropka w kropkę, pomijając może przejęzyczenia i wszelkiego rodzaju „yyy”. Wspaniale, że mówi prostym, potocznym językiem zamiast rzucać wielosylabowymi, niezrozumiałymi słowami specjalistycznymi, ale nieraz miałam wrażenie, że to dlatego, że poradnik pisała rozentuzjazmowana nastolatka, która prowadzi pierwszego w życiu bloga, wręcz uwielbia wielokropki i niewiele wie o świecie. Nie mam jej nic konkretnego do zarzucenia, nie złapałam jej na gadaniu bzdur (no, może paru, ale o nich za chwilę), ale jeśli ma rzeczywistą wiedzę na temat coachingu, ukrywa ją gdzieś bardzo głęboko i niestety nie podzieliła się nią w swojej książce. Nie wiem, czy wynika to z braku talentu do przekazywania informacji lub pisania, czy z braku pomysłu na poradnik, ale trudno z niego cokolwiek wyciągnąć.

Cwalina pisze o wszystkim naraz niezależnie od tematyki rozdziału, a jakby tego było mało, konkretów jest tam tyle, co kot napłakał. Wyobrażam sobie, że rozpisała sobie pomysły na małych karteczkach, rzuciła je pod sufit i umieściła w książce wszystko, co spadło na biurko. W efekcie są to rzeczy bardzo przypadkowe, jak… 20 stron na temat insulinooporności wraz z propozycją diety dla chorych (nie, nie ma menu dla osób z innymi przypadłościami). Rozumiem, że to problem, z jakim boryka się Cwalina, ale co to ma wspólnego z tematyką tej książki, jaką jest stawianie i realizowanie celów?! Dlaczego jej poradnik pod względem struktury przypomina zbiór niepowiązanych notek na blogu? W założeniu ma pełnić również rolę osobistego dziennika i tu i ówdzie przyda się ołówek, ale ćwiczeń – pokroju inspirowanej koncepcją starochińskich trygramów mapy marzeń czy koła określającego stopień zadowolenia w danej dziedzinie – jest niewiele i naprawdę w większości nie są niczym odkrywczym. Część z nich została zaprojektowana i przedstawiona po łebkach (choćby przy mapie marzeń kategorie częściowo się pokrywają), a co gorsza, nie czuć, że ich wykonywanie do czegokolwiek prowadzi. Przykładowo spróbujesz dociec, w jaki sposób podejmujesz decyzje, po czym… temat się urywa. Albo czujesz, że tracisz czas, wypisując swoje przekonania, talenty i obawy sprzed pięciu lat, choć pewnie nawet dobrze ich nie pamiętasz.

Cwalina to też, jak sugerowałam wyżej, wyjątkowo słaba i niewiarygodna mówczyni. Nie dość, że jak mało kto leje wodę, to jeszcze w kółko gada o sobie (naprawdę wolałabym przeczytać przeszło stronę o historiach ludzi, którym pomogła, a nie o… tym, że jej imię i nazwisko się rymują i to takie zabawne i zapamiętywalne!) i rzuca pustymi, niesprzyjającymi osiąganiu sukcesu frazesami (”biednemu wiatr zawsze w oczy”). Jest niekonsekwentna i miejscami po prostu odpychająca. Na stronie 48 pisze „To, co jest najgorsze i dotyczy chyba każdej sfery, to generalizowanie”, a na 22 „większość z was [prawników] powinna opanować swoje ego. Może uogólniam, ale coś w tym chyba jednak jest, prawda?” – jak traktować poważnie kogoś, kto przekazuje tak niespójne rzeczy? Jej podejście do ludzi (np. to, że przestaje się kumplować z kimś, kto nie odzywał się przez pół roku) przedstawione w rozdziale Relacje, czyli rozpiska „ziomeczki” sprawia, że naprawdę nie chciałabym trafić do grona jej znajomych. Nie chciałabym być też jej rodzicami (”Dzięki wsparciu [finansowym, o tym jest cały akapit] rodziców zrealizowałam marzenia. Stąd moja wielka do nich miłość”; „Jak sobie troszkę wypiję, to nieraz płaczę – nie, nie przez facetów czy tylko z powodu niepowodzeń, ale dlatego, że tak kocham swojego tatę – jest taki cudowny. Trochę to chore”).

Wszystko zaczyna się w głowie to garść ćwiczeń przeplecionych autopromocją i motywującymi zdaniami, ale po przeczytaniu odłożyłam książkę z ulgą i nie przekażę jej dalej. Cwalina ma pretensje do ludzi, którzy śmieją się z coachingu, ale sama wciska im w dłonie kolejne kamienie.