Kalesony Sokratesa, czyli świat gimnazjalisty z przymrużeniem oka

Alex/ Luty 25, 2017/ Bez kategorii/ 0 comments

4ba80adb85a1e17536e4e0616bc60990_XSPisanie tej recenzji sprawia mi ogromną frajdę. Wiem, że autor czeka na moją opinię i niezmiernie mi miło, że mogę wam przedstawić „Kalesony Sokratesa” autorstwa Jakuba Łaszkiewicza. Jakby jeszcze ktoś nie ogarnął, to ten gość pisze u nas teksty. Czasami.

Trzeba przyznać, że tytuł jest dość specyficzny. Dość chwytliwy i niezrozumiały. No bo dlaczego kalesony? A nie skarpetki? Albo dlaczego Sokrates? Czemu Platon ma być gorszy? Odpowiedź oczywiście otrzymacie po lekturze tej książki. Wydawnictwo Novae Res zajęło się wydaniem tego dzieła.

„Kalesony Sokratesa” mają nie tylko tytuł dość szczególny. Jest to książka napisana z perspektywy szesnastolatka. No cóż, wiele jest takich książek obecnie. Wyróżnia ją jedna rzecz – autor również jest szesnastolatkiem. Czyli można spokojnie uznać, że wie, co pisze.

Poświęćmy chwilę okładce. Cieszę się, że ma moje ukochane skrzydełka, które niezmiennie służą mi jako zakładki. Profanacja, wiem, ale zakładki zawsze gubię. Niezależnie czy to bilet, kawałek kartki czy super hiper zakładka robiona na zamówienie. Na pierwszym skrzydełku dostajemy krótki opis autora, na drugim fragment książki. Na okładce mamy zbliżenie na koszulkę chłopaka z karykaturą. Dam sobie rękę uciąć, że to na karykaturze jest Sokrates. Okładka jest czarno – biała, co jest dość miłe, bo ładnie wygląda na półce.

Głównym bohaterem jest Maciek. Chłopak dopiero przeprowadził się w nowe miejsce, po wakacjach ma zacząć naukę w ostatniej klasie gimnazjum. I postanowił założyć bloga. I takim sposobem otrzymujemy książkę, która w większości opiera się na czytaniu postów. Dość ciekawe rozwiązanie, chociaż ja zdecydowanie bardziej preferuję trzecioosobową narrację. Maciek opowiada nam o swojej codzienności. A przy tym dodaje swoje przemyślenia. Porównuje swoje życie uczuciowe do uznawania praw kobiet przez ISIS – abstrakcja totalna. Tak przynajmniej twierdzi przed zaczęciem 3 klasy. Dużo dostajemy wzmianek o muzyce, przede wszystkim rockowej. Bo jest jej fanem, co nikogo nie dziwi. Gra na gitarze, udaje mu się nawet dostać do zespołu.

Drugą, dość istotną postacią, jest Patryk. I tutaj podana została nam trzecioosobowa narracja. Chłopak jest gitarzystą zespołu, do którego został zwerbowany Maciek. Chłopcy zaprzyjaźniają się. I co gorsze, zakochują się w tej samej dziewczynie. Finał książki był niespodziewany, ale wiadomo, męska przyjaźń jest mocniejsza niż super glue.

„Kalesony Sokratesa” to dobra książka, jeżeli chcemy na chwilę oderwać się od szarej codzienności. Jest w niej trochę humoru, sama nawet parę razy się uśmiechnęłam. Wiem, niecodzienne, ale wbrew opiniom, ja też mam jakieś tam pozytywne uczucia. Ale wracając do Kalesonów.

Nie będę opisywać dziewcząt, które występują w książce. Zostawiam Wam to jako smaczek.

Czasami miałam wrażenie, że autor bawi się w świętego Pawła. Jakby ktoś nie ogarnął, to święty Paweł potrafił pisać strasznie długie i zawiłe zdania. Dla zobrazowania – jedno zdanie potrafi zająć ¾ kartki A5. Na szczęście w „Kalesonach” ta praktyka zostaje szybko porzucona na rzecz krótkich i przyjemnych zdań. Nie, żebym miała coś do zdań wielokrotnie złożonych.

Podsumowując. „Kalesony Sokratesa” to książka dobra dla młodzieży, która chce spojrzeć na siebie i swoje środowisko z trochę innej perspektywy. Myślę, że dorośli też by się trochę z niej nauczyli. Chociażby przypomnieli sobie o problemach młodzieży. Bo17005857_1858238237753367_2017765566_n często nie pamięta wół jak cielęciem był. W każdym razie. Książka jest ciekawa, nie nudzi, szybko się ją czyta. I w sumie takiej lektury oczekiwałam – lekkiej, z małymi zwrotami akcji, przedstawiającą świat z perspektywy młodego człowieka. Bawiłam się dobrze i „Kalesony Sokratesa” polecę każdemu, kto zapomniał o tym, że na świat nie można patrzeć tak super poważnie.

A teraz mała dygresja. Kuba trochę się bał tej recenzji. Biorąc pod uwagę moje poprzednie recenzje, które pochlebne nie były,
wcale mu się nie dziwię. Takie zdjęcie otrzymałam, kiedy dowiedział się, że na warsztat biorę „Kalesony Sokratesa”. Jednocześnie oświadczam, że powyższy tekst jest całkowicie subiektywny (nie ma obiektywnych recenzji, do cholery!). Nikt nie miał wpływu na moją opinię, nie było nacisku z żadnej strony co do wydźwięku tego tekstu. Trzymajcie się cieplutko.