KONKURS i recenzja „Marzeń na agrafce” Barbary Spychalskiej-Granicy

Dla fanek (a może i fanów? 😉 ) lekkich czytadeł i prostych, nieskomplikowanych historii z miłosno-obyczajową nutą jest to książka może nie idealna, ale naprawdę dobra w swej kategorii. Natomiast dla każdego innego już nieco mniej. Ale czy to źle? Książkę, będącą pod naszym patronatem można wygrać w naszym konkursie. Szczegóły na dole recenzji.

Szkoda, że na ,,wstydliwej przyjemności” zwanej po angielsku ,,guilty pleasure” nie ma polskiego, pojedynczego słowa. Wtedy nie musiałbym się uciekać do zapożyczeń, aby opisać pewną moją książkową, drobną (no dobra… nie aż tak drobną…) perwersję. Otóż podczas, gdy większość moich rówieśników tej samej płci  nie do końca trawi książki obyczajowe czy wręcz lekkie romansidła, ja darzę je wyjątkową sympatią. Dość powiedzieć, że przeczytałem z własnej woli całą sagę Musierowicz – książka po książce – i znam większość jej bohaterów na pamięć. Kiedy  w podstawówce każdy pocił się nad ,,romantyczną bułą” o tytule ,,Ten Obcy”- ja przeczytałem ją z prawdziwą przyjemnością. Tak samo jest z każdą powieścią Niziurskiego z wątkiem miłosnym (,,Adelo, zrozum mnie!”), obiema częściami książek od Gutowskiej-Adamczyk („110 ulic” i „220 linii”) czy jakąkolwiek inną. Romansidła zdecydowanie odrzucam – ale sympatyczne i niezbyt wybijające się wątki miłosne naprawdę lubię.

Dlatego też zaciekawiony zgłosiłem się do recenzji książki ,,Marzenia na agrafce”.

Lato to pora słonecznych plaż, bosych stóp, zwiewnych sukienek i… miłości. To właśnie o niej marzy Bogumiła, dziewczyna pełna kompleksów, walcząca z nadwagą i przykrymi wspomnieniami. Liczy na to, że wyjazd z Rafałem nad Bałtyk okaże się pod każdym względem przełomowy.

Niestety, wymarzone wakacje od początku nie przebiegają tak, jak sobie zaplanowała. W nadmorskiej miejscowości zjawia się sama i od razu – w niezbyt miłych okolicznościach – poznaje Waldemara, samotnego mężczyznę z kilkuletnim synem. Niebawem na horyzoncie pojawia się przystojny Karol, a na dodatek okazuje się, że Rafał jednak przyjeżdża nad morze…

Pobyt nad Bałtykiem dostarczy Bogumile niezapomnianych wrażeń, ale czy będzie umiała wybrać to, co dla niej najlepsze? 

Opis z tyłu książki troszkę nie zgadza się z fabułą i zdradza gdzieś ze trzy czwarte jej przebiegu. Z drugiej strony ciężko nie popełnić czegoś takiego, kiedy ma się do czynienia z próbą opisu niedużej, 300-stronicowej książeczki wielkości nieco mniejszej od zeszytu A5 . ,,Marzenia…” nie należą bowiem do powieści z kategorii grubszych; to zdecydowanie ,,książka do kieszeni” na jeden – dwa wieczory. Wydana jest pięknie i estetycznie, o czym należy wspomnieć. Zwłaszcza w odniesieniu do gatunku; wydawcy lubią dawać takim rzeczom niezbyt ambitne albo wręcz kiczowate okładki. Ta zdecydowanie  wyróżnia się i zachęca do zakupu. Plusem jest też, że widnieje na niej nasz skromny patronat. Czegoż chcieć więcej?

Jak zdradza nam wyżej przytoczony opis, książka jest zapisem dwutygodniowego wyjazdu niejakiej Bogumiły nad Bałtyk. Lato, plaża, klimat typowego nadmorskiego miasteczka i specyficzne realia z pewnością trafią od razu do każdego, kto choć raz był nad naszym pięknym polskim morzem i miał okazję poobserwować otoczenie. Zabrakło chyba tylko drących się sprzedawców, drożdżówek i latawców. Nasza bohaterka ma sporo kłopotów; przyjechała tu po bolesnym, bezczelnym rozstaniu z niejakim Rafałem i jest trapiona potężnymi, przerysowanymi do poziomu komizmu (którego charakter powinien trafić zwłaszcza do kobiet) kompleksami odnośnie swojej wagi. Co więcej – mimo tych smutków, lubi jeść, a także wmawia sobie, że to wszystko wina tej przeklętej tarczycy, której nawet nie zbadała. ale skoro inne diety nie działają, to na pewno jej wina! Jest to jak najbardziej współczesna i nieźle oddana dziewczyna z wyraźnie zarysowanym charakterem. Będąc na owych wakacjach spotyka jednak na swojej drodze niejakiego Waldemara, od którego zaczyna się jej wielka wakacyjna…

…stop, stop, no właśnie większego tempa w ,,Marzeniach…” brak. Książka jest leniwa i powolna, wątki krótkie i treściwe, a kilka przygód mogłoby się przytrafić Bogusi niezależnie od siebie. Fabuła niestety nie odgrywa tu wiodącej roli, chociaż rzecz jasna jest motorem napędzającym książkę. Poza jednym zwrotem akcji płynie ona sobie powoli i częstuje nas kolejnymi perypetiami bohaterki. Moc tego tytułu leży więc nie w niej, ale w oprawie i formie; dobrych, atrakcyjnie wykreowanych bohaterach, szczątkowo przedstawionym świecie (przez całą książkę nie dane mi było poznać, w jakim miasteczku przebywa Bogumiła) oraz… języku, bowiem technicznie stoi na bardzo wysokim poziomie, jakiego nie można  zwykle spodziewać się po powieściach tego typu. Neologizmy i slang wtrącane są bardzo zręcznie w ładnie konstruowane i bogate językowo zdania, które nie robią ani z bohaterki ani z czytającego idioty. Tak trzymać! Co więcej, towarzyszy jej prawie cały czas optymistyczny i dobrze nastrajający klimat specyficzny dla powieści obyczajowych. A przecież jest to jeden z głównych powodów, dla których czyta się takie pozycje, nieprawdaż? Humor, choć nie trafi o każdego, jest tu jak najbardziej obecny i sporo tekstów czy wątków potrafi rozbawić (chociaż jak zawsze można trafić na bułę albo przerysowaną, zupełnie nieśmieszną sytuację). Zdarza się też kilka niewypałów, jak wątek Gudrun. który łaskawie przemilczę oraz naiwność Bo, która momentami sięga absurdalnego poziomu i sprawiała że wymierzałem sobie soczystego facepalma centralnie w twarz oraz bałem się dalej czytać. Na litość boską, nie kontrolować nawet do końca stanu konta, przedłużając pobyt?! Można to zaliczyć na poczet charakteru bohaterki, ale…

Grupa docelowa – mogą to być zwolennicy obyczajów, kobiety (ilość odniesień do ich życia jest zatrważająca i to właśnie one najlepiej utożsamią się z główną bohaterką), ludzie szukający lekkiej opowiastki do poczytania dla poprawy humoru – powinna być w pełni zadowolona z lektury. Zdecydowanie pomagają w tym bohaterowie, którzy są mocną stroną książki. Bogumiła – główna postać w powieści, z której perspektywy obserwujemy wszystko – początkowo irytuje swoim zachowaniem, jednak po kilkunastu stronach odkrywamy. że jej liczne kompleksy i przerysowanie mają charakter humorystyczny, a autorka w pełni zdaje sobie sprawę z tego, że kreuje zagubioną, niezrównoważoną i naiwną bohaterkę. której mimo wszystko nie da się nie lubić (widać to po znudzonych i trzeźwych reakcjach bohaterów płci męskiej na jej wywody). Postacie drugoplanowe również jak najbardziej dają radę, zwłaszcza zblazowany Rubens ze sklepu z zapiekankami, ojciec Bo (bo tak każe się nazywać nasza bohaterka) czy maksymalnie stereotypowa, pełna troski i przewrażliwienia jej matka. wydzwaniająca z masą pytań o każdej porze dnia i nocy.

Podsumowując, nie jest to książka ambitna, ale zdecydowanie warta polecenia; rzecz w tym, że nie każdemu. To krótka i względnie treściwa powieść z nutką moralizatorską (co przejawia się w trochę przesadzonej końcówce), która ma na celu zabić czas i wywołać pozytywne emocje. Tylko tyle i aż tyle. Wydaje mi się że każdy, kto gustuje w tego typu literaturze, nie będzie zawiedziony po przeczytaniu tej książki.

Ta książka, będąca pod naszym patronatem może stać się twoja! Wystarczy, że opiszesz nam swoje najbardziej zwariowane przeżycie z wakacji i nadeślesz odpowiedź na adres zkamerawsrodksiazek@gmail.com w temacie wpisując KONKURS Z AGRAFKĄ. Autorzy trzech, naszym zdaniem, najlepszych/najzabawniejszych historii zostaną nagrodzeni jednym egzemplarzem książki. Termin nadsyłania prac mija 13 maja. Powodzenia!