„Pierwsze kłamstwo” – Sara Larsson – recenzja

Majka/ Luty 26, 2017/ Blog, Książki/ 0 comments

„Pierwszpke kłamstwo”, książka, która skradła moje serce okładką i nazwiskiem – Larsson. Co w tym najlepsze, zatrzymała je do samego końca.
Ten moment, kiedy mam możliwość wyspać się, ale sięgam po książkę, bo już chce wiedzieć, co się wydarzy dalej – jedyny w swoim rodzaju. Rano budzę się ledwo przytomna i pierwsze co, szukam, gdzie jest odłożona przeze mnie 4 godziny temu książka.

Przejdźmy do rzeczy. Historia z 1997 roku prześladuje po trzynastu latach trzech oprawców szesnastoletniej Josefin. Mamy 2010 rok, przeplatany wspomnieniami sprzed kilkunastu lat. Wszystkie te urywki dopiero na samym końcu książki, dają nam składną całość.

Josefin – w zasadzie poznajemy ją tylko dzięki retrospekcji, ale dowiadujemy się, że była to niegdyś rezolutna dziewczyna, która straciła wiarę w siebie po brutalnym gwałcie. Późniejsze porażki w życiu tylko pogorszyły jej stan. I tu mamy do czynienia z istotą tej książki, trzech aktualnie już dorosłych mężczyzn zostało uniewinnionych za zgwałcenie Josefin i spowodowanie poważnych urazów wewnętrznych, ponieważ nie można było jednoznacznie stwierdzić, że rozumieli oni wypowiadane przez dziewczynę słowo „nie”.

Powieść skupia się głównie na życiu owych trzech facetów, przybliża nam ich losy, a zdradzę Wam, że nie chciałabym być na ich miejscu, bowiem zaczynają się dziać bardzo dziwne rzeczy. Jeden z nich jest wielką gwiazdą i wzorem dla młodzieży, drugi ma wspaniałą rodzinę, a trzeci to narkoman. Wszystkim im zaczyna usuwać się grunt pod nogami. Ciągle się coś dzieje.

Autorka „Pierwszego kłamstwa” – Sara Larsson – cały czas napędza akcję. Ponadto język jest bardzo przystępny dla każdego czytelnika, w każdym wieku, prosty i zrozumiały. Sam tytuł nawiązuje (tak mi się wydaje) do wyroku, w którym to chłopcy pierwszy raz publicznie skłamali, co pociągnęło za sobą olbrzymie skutki. Wszystko w tej lekturze jest skrzętnie przemyślane, wiedza jest dawkowana. Nie dostajemy wszystkiego na raz, co wzmaga nasz „apetyt” na tę książkę. Łakniemy więcej i więcej.

Pozycja naprawdę warta przeczytania, nawet mojego chłopaka, mimo że nienawidzi książek (to  strasznie brzmi), zaintrygowała. Zaczął ją czytać i wciągnął się po pierwszych dwóch stronach (świat się kończy). Zatem polecam, bo to arcydzieło XXI wieku! Czasem warto dać się skusić okładce.