„Kuchnia miłości” – Fritzi Paul

KatarzynaM/ Październik 18, 2016/ Bez kategorii, Książki/ 0 comments

499058-352x500Od pewnego czasu gotowanie jest modne. Filmy, seriale, książki z miłością do garów jako motywem przewodnim. Pewnie jest to potrzebne. Wiele osób uważa, że nie można w pełni cieszyć się życiem, jeśli nie znajduje się przyjemności w jedzeniu. A tymczasem my, upodobaliśmy sobie fast foody, dosłownie i w przenośni. Dawno nie czytałam romansu, a ponieważ kuchnia to serce domu i dobrze wraca się tylko do miejsca, w którym ktoś przygotował dla nas coś pysznego, uznałam, że to naprawdę dobry pomysł na te słotne dni.

Mia jest kobietą po przejściach, ponieważ już wystarczająco wycierpiała przez facetów, postanawia nie angażować się więcej w żadne związki. Najwyżej seks na jedną noc. Poznajemy ją, gdy budzi się u boku przystojnego nieznajomego, którego imienia nie pamięta, właściwie z poprzedniego wieczoru nie pamięta nic. Ach! Urwany film po alkoholu – to takie dojrzałe. Chociaż nowo poznany Mark, dobrze rokuje – jest przystojny, ma solidny zawód i nie wygląda na drania – Mia robi wszystko by go spławić. Nie pomagają swaty jej kolegi Konrada. Nie i już. Coś w jej życiu zmienia zakup książki kucharskiej, na pchlim targu. Mia zagłębiając się w zapiski, postanawia sama zacząć gotować. A później, ucieka od chcianego, ale jednak niechcianego – tak, wiem, że to bez sensu, faceta do Włoch i tam postanawia odnaleźć sens życia i serce do kuchni.

14606262_1225748627502771_8548922980168027127_n

Tak, wiem, że to bardziej sztampowe być nie może. Bądźmy uczciwi i obiektywni, to jest w zamierzeniu lekki romans. Na końcu znajdziemy kilka przepisów, a zawsze warto mieć pod ręką kilka receptur na coś z kuchni włoskiej, bo to modne i w zamierzeniu łatwe. Romans jest sztampowy, ale w sumie sympatyczny, wykonanie nie jest aż tak złe, ale nie wiem kto skopał resztę, tłumacz, czy redakcja. Niektóre zdania są tak topornie sklecone, że próżno szukać w nich sensu. Dlatego czytając tę książkę, miałam wrażenie, że o ile sama historia, będąca idealnym scenariuszem na film piękny, malowniczy i uroczy, została przez kogoś złośliwie pokreślona. Wprawdzie Mia to mnie wkurza swoim zachowaniem, ale rozumiem, że taki był zamysł, aby podkreślić jej przemianę.

Mam w sumie strasznie ambiwalentne odczucia, co do tej książki, niby pomysł sztampowy, ale jednak sprawdzony, niby wszystko ma sens, ale taki kanciasty. Nie mogę ani odradzić, ani polecić. Oceńcie sami!