Nie martw się, jesteś tylko liczbą.

Alex/ Lipiec 10, 2017/ Felieton/ 0 comments

Jakiś czas temu zdałam sobie sprawę, że życie to tak naprawdę tylko liczby. Liczba wdechów i wydechów, kroków, mrugnięć. Ilość wypowiedzianych zdań, słów, sylab. W pierwszym momencie mnie to przeraziło. Jak to? A gdzie piękno? Gdzie miejsce na rześkie poranki spędzone na balkonie z kubkiem kawy? Gdzie miejsce na odczucie ciepła dłoni drugiej osoby? Jeśli wszystko się sprowadza się do liczb, to czy ma to jakikolwiek sens? I potem mnie oświeciło.

Nie bez przyczyny matematykę nazywa się Królową Nauk. To ona definiuje świat. Czy nie próbujemy policzyć wszystkiego wokół nas? Czy nie liczymy cząsteczek, wagi, ziaren piasku? Wszystko wokół jest liczbą. Nawet Word nieustannie mi przypomina o ilości wyrazów tego tekstu. Odliczamy czas. Nieustannie liczby. Liczby, cyfry, matematyka. Chcąc, nie chcąc to robimy. Liczymy dni do spotkania z ukochaną osobą. Człowiek też jest liczbą. Dążąc do prawdy, poznajemy coraz więcej liczb. Chcąc odkrywać świat, odkrywamy liczby. Ilość kości w szkielecie, uderzeń serca na minutę.

Gombrowicz twierdził, że nie da uciec się przed gębą. Ja powiem inaczej. Nie da się uciec przed liczbą.

Nawet gdy chcemy od niej uciec, pokazać i udowodnić, że życie to coś więcej niż tylko ciąg cyfr, to i tak możemy być pewni, że to nas doścignie. Złapie i zakleszczy w żelaznym uścisku nieuchronnej prawdy.

Weźmy takich pisarzy. Pozornie rzecz ujmując można stwierdzić, że wyrwali się z ciągu liczb. COŚ znaczą, ludzie ich rozpoznają. Nie widzą w nich tylko człowieka, ale kogoś, kto posiadł zdolność manipulowania słowem. Ale czy na pewno? Czy nie „obliczamy” potęgi pisarza na podstawie tego, ile bestsellerów napisał? Ile tygodni jego najnowsza powieść utrzymała się w TOP10 w Empiku?

Czy inaczej ma się z mędrcami, aktorami, milionerami? Czy nie staramy się ich zamknąć w liczbach?

Nawet czas zamknęliśmy w liczbach. Sekundy, minuty, godziny. Dni, tygodnie, miesiące, lata. Czy tak powinno być?  Myślę, że to pomaga zmierzyć się z codziennością. Nieświadomie szukamy czegoś, co nie jest liczbą. Szukamy uczuć, wrażeń, dążymy do czegoś więcej niż tylko liczby. I dobrze. To nadaje jakiś cel, nawet jeśli nie zdajemy sobie z tego sprawy.

Zapewne zabrzmię jak szaleniec, ale takie umiejscowienie życia w liczbach sprawia, że czuję się bezpieczna. Że jest coś na tym świecie, coś niezmiennego, stałego. To dla mnie symbol odpowiedzi, wyniku. Myślałam, że ta świadomość liczb sprawi, że poczuję się pusta, wyzuta z wszelkiej radości. Że nie sprawi mi nigdy więcej radości oglądanie Księżyca w pełni. Myślałam, że ta wiedza sprawi, że będę widziała tylko odległość Ziemi od Księżyca. Tymczasem widzę świat przez pryzmat liczb. To rzuciło nowe światło. Wiązka światła rozszczepiła się i pokazała mi nieznane dotąd piękno. I czuję się spokojna. Bo znam wynik. Bo te równania są doskonałe i dają tylko jedną wartość.

Doszłam do swojego miejsca, gdzie świat wychodzi poza ramy liczb. Nie, kłamię. Nie wychodzi. Miesza się z nimi, tworząc piękny twór. Piękniejszy, lepszy świat, przynajmniej dla mnie.

Ale nie łudź się. Jesteś tylko liczbą. Od początku, aż do końca. Jesteś numerem pesel, datą śmierci na nagrobku. Przyswojenie tej prawdy zajmie trochę czasu. Przytłoczy i obedrze na początku z wszelkiej radości. Im szybciej to zaakceptujesz, tym mniej będzie boleć. Tym szybciej zrozumiesz.

Nie martw się. Jesteś tylko i aż numerem pesel, symbolem życia. Korzystaj, póki możesz.