Lidia Pańkow, „Bloki w słońcu” – recenzja

Sebastian Grochala/ Sierpień 18, 2016/ Bez kategorii, Książki, sgrochala - recenzje/ 0 comments

Czy nam się to podoba, czy też nie, blokowiska stanowią nieodłączny element polskich miast. Tworzące labirynty osiedla z wielkiej płyty dla jednych stanowią szarą, anonimową przestrzeń, której głównym celem jest zapewnienie snu dla setek tysięcy mieszkańców, którzy swoje życie prowadzą w większości w szkole, na uczelni, w pracy bądź (jeśli szukają rozrywki) w centrach miast. Dla innych blokowiska są z kolei miejscem, które pozwala zawiązać wspólnotę, rozwijać struktury społeczne i wraz z innymi mieszkańcami gospodarować swój wolny czas.

14012481_1190933390929274_883271750_oPrzez większość życia żyłem w cieniu bloków, wychowując się w kamienicy sąsiadującej z blokiem, w którym mieszkali moi dziadkowie. Po części zatem również w blokach spędzałem sporo czasu (drugim znanym mi blokiem był położony w innej części miasta blok zamieszkany przez moich drugich dziadków) i można byłoby stwierdzić, że blokowisko to dla mnie nic nowego, tym bardziej, że aktualnie, po kilku latach przerwy, mieszkam w mieszkaniu po moich dziadkach – w „stylowym” dziesięciopiętrowym budynku z wielkiej płyty. Historia kołem się toczy. I ciągle widoczne są w nich bloki, a ja mogę określić siebie jako chłopaka z łódzkiego, bałuckiego blokowiska.

Może dlatego przystępowałem do lektury książki autorstwa Lidii Pańkow „Bloki w słońcu” z oczekiwaniem, że będzie to prawdopodobnie nie najciekawsza lektura. Bo co można napisać o blokowisku? Na szczęście zaufanie, jakim darzę Wydawnictwo „Czarne”, nie zostało zachwiane. Jak się okazuje – o blokowisku, jego historii, powstaniu, budowie i mieszkańcach można napisać naprawdę wyjątkowo ciekawie. Przynajmniej Pańkow robi to, a zawdzięcza to z pewnością swojej pracowitości i rzetelności, której dowodem są przedstawione w książce treści.

Tytułowym blokowiskiem opisywanym w książce „Bloki w słońcu” jest Ursynów Północny, który dzięki temu, że był ostatnią gigantyczną inwestycją budowlaną tego typu, staje się jej symbolem, ale również zapowiedzią pewnych zmian. Autorka, korzystając ze spotkań i wywiadów z autorami koncepcji, architektami, budowniczymi ale również mieszkańcami czy opierając się na materiałach dostępnych w stołecznych i medialnych archiwach, przedstawia nam, jak złożonym projektem było nowo powstające osiedle, a także jakie wiązano z nim nadzieje oraz co i w jakim stopniu udało się zrealizować, a co niestety nie wyszło poza papierowe plany.

Myślę, że książka powinna znaleźć się w biblioteczce każdego, kto uważa się za świadomego mieszkańca Ursynowa, ponieważ może pomagać budować tożsamość lokalną oraz tłumaczyć taki, a nie inny, wygląd zamieszkiwanego blokowiska, pokazując, że twórcom przyświecała u jego początków koncepcja nie tylko zagospodarowania terenu, ale również potencjalnego, przyszłego wykorzystania go przez jego mieszkańców. Po blisko 30 latach od jego zasiedlenia współcześni mieszkańcy mogą ocenić, czy architektom udało się sprostać wyzwaniu i czy ich przewidywania okazały się trafione. Bo, że założenia mieli ambitne, dowieść można cytując fragment „Trybuny Ludu” przytaczany na kartach książki: „Czy powstanie tu nowa społeczność? Nawiążą się kontakty między ludźmi? Jaki będzie ich kształt i treść? Czy procesami tymi można sterować?”…

To, co zasługuje w tej książce na uwagę, to moim zdaniem podejście, jakim charakteryzowali się zarówno twórcy jak i pierwsi mieszkańcy f_okl_max (1)Ursynowa. Zależało im rzeczywiście na tym, aby ludziom żyło się na osiedlu dobrze. Projektanci uwzględniali m.in. opinie psychologów i socjologów, zapraszali do współpracy mieszkańców poddając różne rozwiązania pod dyskusję i konsultacje społeczne. Niestety, szczególnie te ostatnie, podobnie jak i współcześnie, nie cieszyły się wielkim zainteresowaniem. Cóż. Polakom najłatwiej jednoczyć się nie w celu realizacji jakiegoś wspólnego projektu ku dobra ogółu, ale przeciwko czemuś bądź komuś. Ale są i wyjątki dające nadzieję i pokazujące inicjatywy oddolne i działania ludzi, którzy chcieli urozmaicać życie innych i budować osiedlową wspólnotę – jak na przykład przytaczane projekty Zespołu Klubów Mieszkańców Jary czy idea prywatnej biblioteki założonej przez Magdalenę Siesicką. Swoje miejsce w książce zajmują również raperzy (wśród których najbardziej znanym jest Piotr Więcławski – Vienio, lider Molesty, który w swoich utworach nawiązywał do ursynowskiej rzeczywistości, co pokazuje jak szeroko na Ursynów spojrzała autorka książki).

O „Blokach w słońcu” mógłbym jeszcze pisać, ponieważ książka prezentuje tak szeroką perspektywę, że w sumie dopóki nie napisałbym o każdym aspekcie czułbym, że warto, żebyście przeczytali tę książkę, ponieważ jeszcze tego i tego się z niej dowiecie. Dlatego przewrotnie kończę, abyście nie wiedzieli wszystkiego przed przystąpieniem do lektury – dajcie się zaskoczyć! Ja tylko powiem, że nie pożałujecie i mijając kolejne blokowiska w różnych polskich miastach będziecie patrzeć na nie nieco inaczej. Przynajmniej ja na moje zacząłem… i chciałbym, aby i ono doczekało się takiej książki. Czytałbym! 😉