„Mafia na wybrzeżu” – Krzysztof Wójcik – recenzja

Sebastian Grochala/ Październik 14, 2016/ Książki, sgrochala - recenzje/ 0 comments

Lata 90. (głównie za sprawą wielu polskich filmów i seriali o tematyce gangstersko – kryminalnej) stanowią dla mnie symbol czasów, w których każdego dnia dobro walczy na ulicach polskich miast i miasteczek ze złem. Barwami tej walki nie są jednak, jakby się wydawało, biel i czerń, ale szarość. Przedstawicielami dobra są oczywiście funkcjonariusze służb mundurowych oraz wymiaru sprawiedliwości, a po drugiej stronie stają gangsterzy czy mający krwawe intencje biznesmeni, którzy wykorzystując zmianę geopolityczną w kraju i Europie próbują nie tylko szybko i stosunkowo łatwo się wzbogacić, ale również zająć jak największe terytorium dla swoich interesów.

mafia-na-wybrzezuMając świadomość tego, że spora ilość tych historii to fikcja, zdaję sobie jednocześnie sprawę z tego, że częściowo opiera się ona, czy jest w pewien sposób inspirowana, prawdziwymi zdarzeniami. Z tych powodów lekturę książki autorstwa Krzysztofa Wójcika traktowałem od początku jako uzupełnienie wizji czasów, które są dla mnie pewnym fenomenem w kształtowaniu się polskiego społeczeństwa. Wartością niezwykłą tego reportażu jest jednak to, że jeden z najlepszych polskich dziennikarzy śledczych opisuje tutaj wydarzenia, które rozgrywały się naprawdę i to nie w bardzo odległej przeszłości, ale jeszcze kilka lat temu.

Zasadniczo, aby krótko opowiedzieć, o czym jest reportaż, można ograniczyć się do tego, że opowiada on historię tzw. klubu płatnych zabójców, ale jego głównym bohaterem jest „Czester” – czyli Czesław Kowalczyk. Człowiek, który został oskarżony o morderstwo i spędził za kratkami dwanaście lat. Jak się okazało – niesłusznie, co zostało mu wynagrodzone w postaci najwyższego odszkodowania w historii Polski – mężczyzna otrzymał, wiosną 2006 roku, trzy miliony złotych za niesłuszne aresztowanie.

Książka przedstawia 9 oskarżonych, którzy przeprowadzili łącznie 42 zbrodnie (w tym 6 zabójstw). Wójcik przedstawia relacje pomiędzy gangsterami, pokazuje sposoby ich działania, które z jednej strony dotyczyły bardzo poważnych „spraw”, ale z drugiej, obnażały ich amatorszczyznę i brak odpowiedniego przygotowania do przeprowadzanych akcji. Kulisy działania bandytów są obszerne, ponieważ pokazują zaangażowanie się szerokiego grona osób, które wiedziały, a nawet wspierały niezgodne z prawem działania. Wielkim zaskoczeniem nie będzie dla nikogo to, że siatka połączeń uwzględnia również przedstawicieli służb mundurowych oraz wymiaru sprawiedliwości, których działania trudno uznać w każdym przypadku za w pełni profesjonalne.

„Mafia na wybrzeżu” to książka, którą chcielibyśmy umieścić w gronie powieści kryminalnych, mających niewiele wspólnego z rzeczywistością. Tymczasem przywoływane w niej dowody, wypowiedzi, zdjęcia, dokumenty nie dają nam złudzeń. Czytając kolejne karty książki, często uruchamiałem Internet, aby poszerzyć zakres wiedzy, albo zobaczyć, czy to, o czym pisze Wójcik, rzeczywiście się zdarzyło. Niestety – uzupełnienie książki o wyniki uzyskane w wyszukiwarkach czasem wbijało mnie w fotel i wprawiało w spore zdziwienie, pokazując, że niestety – wszystko, o czym pisze – miało miejsce, a historia i proces klubu płatnych zabójców stała się pokazówką wymiaru sprawiedliwości w dużej mierze nie dzięki wzorowej działalności służb policyjnych, ale raczej w związku z tym, że gangsterzy i biznesmeni nie do końca profesjonalnie traktowali swoje działania, wdając się często w konflikty i „sprzedając” swoich współpracowników.

Podsumowując – reportaż czyta się jednym tchem, ale to lektura dla osób o mocnych nerwach, więc weźcie to pod uwagę i jeśli będziecie na nią gotowi – sięgnijcie po nią, a z pewnością wiele opisanych na jej kartach sytuacji oraz historii Was zaskoczy. Bo gdzie znajduje się granica, do której gotowy jest posunąć się człowiek, aby zdobyć pieniądze, zemścić się, zaszpanować, pokazać swoją siłę lub zyskać pozorną sławę?