Teresa Messineo „Ogień wśród nocy” – recenzja

AniaG/ Listopad 25, 2017/ Książki/ 0 comments

Teresa Messineo w książce „Ogień wśród nocy” od pierwszej strony wrzuca nas do bezlitosnego świata II wojny światowej, ukazując ówczesny los pielęgniarek. Odczuwamy towarzyszący bohaterkom niepokój, przenikający nas do szpiku kości, słychać strzały, przekleństwa, zawodzenie rannych. Nadzieja jest tak krucha, że aż niedostrzegalna. Czy miłość okaże się dostatecznym powodem by przetrwać piekło na ziemi?

Wszyscy zniknęli unicestwieni na zawsze, a po ich egzystencji, miłościach i zawiściach, małostkowych niechęciach i głupich marzeniach nie został żaden ślad.

Amerykańskie drzewo genealogiczne Kay sięga wielu pokoleń, za to korzenie Jo są irlandzko-włoskie. Poznają się na szkoleniu dla pielęgniarek, by móc odbyć służbę w korpusie medycznym amerykańskiej armii. Wojny los rzucił je do służby na dwóch krańcach świata, gdzie każda z nich musi zmierzyć się w bestialstwem wojennej rzeczywistości. Lecz nawet na dwóch różnych krańcach świata jedna przyjaciółka była obecna w myślach drugiej. Kay ma szczęście, początkowo jej służba na wyspach Pacyfiku jest istną sielanką: piękne widoki, bale w ambasadzie, oficerowie, niespodziewana wielka miłość, aż… następuje atak na Pearl Harbor. Natomiast Jo po trudnej służbie na południu Europy i w Afryce Północnej, trafia na Front Zachodni, gdzie jako jedyna pielęgniarka musi ocalić pacjentów pozostałych z resztek szpitala polowego.

Przed pójściem na wojnę były romantyczne wizje, propagandowe filmy, niezliczone zapewnienia o bezpieczeństwie, obietnice chwały i tego, że nigdy nie zobaczą nawet walki. Rzeczywistość? Wszyscy, obecnie mądrzejsi o dekady historii, siedzący w ciepłych domach, wiemy jaka się okazała. Jo McMahon i Kay Elliot przekonały się, podobnie jak inne osoby walczące o wolność, że powtarzane procedury znane ze szkoleń można włożyć między bajki, a najedzone chodziły tylko szczury żerujące zarówno na martwych jak i tych półżywych. Wszystko było porażająco nieludzkie.

Przyjaciółki dopada odrętwienie, które pozwala im przeżyć i dalej wykonywać zawód w świecie jenieckich obozów, w których zagłodzenie na śmierć diagnozuje się jako „nostalgię”, podczas gdy szczury zdychały z przejedzenia ludzkimi szczątkami. Torturowanie, okaleczanie, brud, nędza, izolacja, a nade wszystko wieczny głód. Wszystko było zakazane, za wszystko groziła śmierć. Tak wyglądał świat, o którego ocalenie walczyły. Wiedziały, że tylko grzebiąc własną duszę będą mogły przetrwać lata wojny. Zastanawiają się czy nadal są dobrymi osobami, czy ktokolwiek był jeszcze dobry? Czy tak wygląda piekło bez nadziei na raj? Śmierć była wszędzie, a tam, dokąd nie dotarła, już nadciągała.

Autorka z dumą i pokorą prezentuje prawdziwą historię amerykańskich pielęgniarek. Podkreśla ich rolę, wkładając w usta Kay słowa: to męski świat, i nie jestem tak naiwna, by się z panem nie zgodzić. Ale jeśli ten męski świat kiedyś pęknie znowu, potrzebna będzie cała armia pielęgniarek, bo go poskładać do kupy. Na ochotnika wzięły udział w wojnie, na którą większość mężczyzn trafiła z poboru. Zgłaszały się dobrowolnie, wierząc w ideały demokracji, wolności i niepodległości. Realia wojny okazały się gorsze od koszmaru, ale one, mimo głodu, ciężkiej pracy, odosobnienia, uwięzienia, utraty wszystkiego co im było drogie, nadal trwały na posterunku, gdy świat oszalał.

Teresa Messineo przenosi nas w czasie. Życiowe historie dwóch pielęgniarek zostały opowiedziane w niesamowity sposób, ale to klimat stworzony przez autorkę wyciska z naszych oczów łzy i pozostawia na skórze gęsią skórkę.

Ta wojna nigdy nie skończyła naprawdę. Nie skończyła się, ponieważ nie wrócili z niej wszyscy, którzy na nią wyruszyli, a ci, którzy przeżyli, wrócili odmienieni. Urwane życiorysy, brutalnie zmiecione pod dywan historii, istoty ludzkie narodzone tylko po to, aby zginąć od kul, ran, chorób, głodu. A to wszystko w imię wolności, która powinna być oczywista, powinna być niczym tlen. Jak można to kiedykolwiek naprostować? Jak Bóg zdoła to naprawić? Jak świat kiedykolwiek zdoła się z tego podnieść? Czasy, których nasze ówczesne głowy, nie są w stanie ogarnąć rozumiem, i obyśmy nigdy nie musieli doświadczyć tego na własnej skórze.

Nigdy. Nigdy. Nigdy więcej wojny.