Miniświatki

Panna A./ Maj 29, 2018/ Bez kategorii, Felieton/ 0 comments

 

Wkraczam sobie do świata fitnessu,

mikroświatek potu i pilatesu,

bagaże emocjonalne zostawiam przed wejściem,

wyciskać będę z siebie nie słowa lecz pot – to coś więcej.

 

Rozkładam ręce, biceps mi rośnie, hop hop,

siedzę przy stoisku z fundacji, bo pomagać nawet lubię,

choć mogłabym siedzieć teraz w techno klubie.

 

Kucyk pony z blond kiteczką biegnie jak szalony,

różowe air maxy i rozum w butelce z Oshee odsączony,

patrzę dalej, dwóch biega po schodach,

jak syzyfy kamienie testosteronu pchają do góry.

Ziomek zobacz:

–  Może byś szpik oddał?

Patrzy jakiś wystrzelony.

–  No co ty, jak to wpłynie na moje hormony.

 

 

 

A testosteron się musi zgadzać, co nie?

Hajs tak samo, karnet na miesiąc jeszcze niewykupiony.

Fundacja, a komu to potrzebne?

 

Jesteś słaby to odpadasz, a męskość jak liść ci więdnie,

jak nie będziesz tu przychodził i pluł pod siebie,

to selekcja naturalna, typie tam są drzwi,

chociaż jak zachoruję, no to ej ziomek daj mi szpik.

 

Jeden robi zdjęcia w lustrze i usta wygina,

proteinowy całus dam ci pojutrze, teraz tylko udaje, żem ryba.

Teraz wyciskam, jedna, druga sztanga,

za pięć następnych dostanę platynowego lajka.

 

Bo facet to ma być facet, a nie chuchro jakieś, strach na wróble, wieszak marny,

Mięśnie, siła i charyzma, nie wiesz co to?

Jesteś piz….

 

Pizza? Zjadłby w każdy piątek w sumie, ale nie podają w ulubionym techno klubie,

Zwiedza tylko toalety, śnieg odśnieża, nie pije bo przestrzega diety,

A ja siedzę sobie, piję kawę, całkiem nieźle się tu bawię,

nagle wchodzi jakiś goryl, sapie, charczy, daje znaki,

gdzieś uśmiecham się pod nosem,

na co mięśniak idzie wystrzelony jak za ciosem:

 

–  I z czego się cieszysz małolato niedopchana?

–  Ja przepraszam?

–  Śmieszy cię coś?

–  Świat psze Pana?

–  Jak masz problem to mi powiedz prosto w twarz!

–  A wpierdol mi za to dasz?

–  Da się zrobić, bu ha ha.

 

W tle lecą jakieś mózgotrzepy, łubudubu,

ludzie to jeszcze czy niedogaszone kiepy,

ziomek nadal nie przestaje,

charczy i szykuje się do boju,

a ja jakoś nie jestem w nastroju.

–  Może byś szpik jakiś dał?

–  No chyba kurwa bez jaj, ha ha ha.

 

Czerwony się robi, a w oczach ma piekło,

chociaż ja wiem, że jego proteinowe nogi zaraz mu zmiękną.

–  Masz jakiś problem?

Się zapętla jak zacięta płyta z Chodakowską w tle,

ups, podnosi rękę, a ja zaczynam zastanawiać się

w ile sekund rozwali mi szczękę.

 

Oddala się i chodzi jak w klatce lew,

z kieszeni inhalator, yyyy szybki wziew,

wraca do pochodu, koszulka zaraz mu pęknie, tak się napina,

węszy bo szuka pożywienia, a to samotnych lwic ziemia,

chodzi tak w kółko i czuje się jak na pętli Biskupin.

–  Masz jakiś problem, czy może ci kupić?

 

Modlitwa zawzięta, zaraz rozepnie rozporek i oznaczy teren moczem,

płonie mu już krocze w techno rytm,

wypił chyba wagon yerby, tak mu górna warga drży,

a źrenice jak księżyce, nic tylko tam polecieć,

i pot z rąk mu spijać na prawdziwej planecie.

 

Alicja Regiewicz