Mistrz i Małgorzata bazyliszkowym okiem – recenzja

mistrz i małgorzata bok  Proszę Państwa, spełniamy bazyliszkowe marzenia. Dzisiaj, jako danie główne, podaję „Mistrza i Małgorzatę”. Kto nie słyszał o tej cudnej książce, niech się nie przyznaje i w te pędy leci do biblioteki lub księgarni, by ją zdobyć.

Podjęłam się arcytrudnego zadania. Jak ugryźć coś, co jest dziełem praktycznie idealnym i jeszcze zrecenzować to tak, by być z siebie zadowolonym? Nie wiem, ale mam nadzieję, że nie poparzę przy tym języka.

 

Wygląd zewnętrzny. Ile wydań, tyle okładek. Twarde oprawy, miękkie, utrzymane w jasnych kolorach lub zupełnie czarne. Ja akurat przy sobie mam wersję z kocim łbem, miękka okładka z Domu Wydawniczego Rebis. Tytuł napisany został białą czcionką, nazwisko autora pomarańczową. Dodatkowym akcentem kolorystycznym są oczy kota koloru ogni piekielnych. Reszta okładki jest czarna. Z tyłu zamieszczony został krótki opis książki oraz biografia Bułhakowa.

Wnętrze też jest miłe dla oka. Czcionka estetyczna, dosyć duża, nie męczy wzroku podczas czytania. Powieść ma trochę ponad 500 stron.

 

„Mistrz i Małgorzata” składa się z 32 rozdziałów. Jest to powieść szkatułkowa. Łączy w sobie trzy wątki główne – miłość Mistrza i Małgorzaty, wizyta Wolanda ze swoją świtą w Związku Radzieckim oraz historia Jeszui Ha-Nocri. Pierwsze dwa zaliczamy do części moskiewskiej, trzeci zaś do jerozolimskiej.

Powieść to istny majstersztyk. Bułhakow pisał ją od 1932 roku aż do śmierci w 1940. Non stop dokonywał poprawek. Utwór miał od 6 do 8 redakcji. Dopiero w 6 otrzymał tytuł, pod jakim znamy go dzisiaj.

 

Książka to kopalnia genialnych cytatów. Jak na przykład ten, jeden z najbardziej znanych z rozmowy Małgorzaty i Behemota:

„– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata. (…)

– Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się

 nalać damie wódki? To czysty spirytus!”

 

Utwór mocno działa na emocje. Czytając go, humor zmienia się jak w kalejdoskopie. Płaczemy nad losem Mistrza, by za chwilę śmiać się z Behemota.

 

Gdzieś na początku książki powinno być zawarte ostrzeżenie.

 

Uwaga! Historia Mistrza i Małgorzaty może odcisnąć

piętno na Twoim patrzeniu na świat. Oprócz tego grozi

pragnieniem miłości tak silnej, jak tytułowych bohaterów.

 

 

Nie umiem wyrazić słowami, ile znaczy dla mnie ta pozycja. Była ze mną odkąd pamiętam. Gdzieś zawsze znalazłam radę, złotą myśl, która pomagała mi w życiu. Niektórzy bohaterowie bezbłędnie wyprowadzali mnie ze złego humoru.

Trzeba chociaż raz w życiu stawić czoła tej lekturze. Nie jest łatwa. Nie czyta się jej szybko. Ale wciąga niesamowicie. Przez wiele dni po przeczytaniu ostatniego zdania myśli się o losach Małgorzaty oraz jej Mistrza, Wolanda i jego świty, Jeszui i Poncjusza Piłata.

 

Recenzja ta przysporzyła mi dużo radości. W końcu zrobiłam to, na co czekałam tyle lat. Pojawiło się kilka nawiązań kulinarnych, nieco humoru, trochę historycznych faktów. Z mojej strony to wszystko.

A wszystkim Wam, sobie również, życzę spotkania w życiu osoby, która będzie dla Was jak Mistrz dla Małgorzaty, a Małgorzata dla Mistrza – całym życiem.

 

mistrz i małgorzata cytat„Męczyłem się okropnie, myśląc, że trzeba coś powiedzieć, i byłem w strachu, że nie wykrztuszę ani słowa, a ona sobie pójdzie i nigdy więcej jej nie zobaczę.

I, niech pan sobie wyobrazi, nagle przemówiła ona:


– Podobają się panu moje kwiaty?

Pamiętam dokładnie, jak zabrzmiał jej głos: taki dosyć niski, z załamaniami. Może to głupie, ale wydało mi się, że w zaułku zabrzmiało echo, odbijając się od brudnej, żółtawej ściany. Podszedłem szybko na jej stronę i podchodząc ku niej, powiedziałem:

– Nie.

Popatrzyła na mnie ze zdziwieniem, ja zaś nagle i zupełnie niespodzianie zrozumiałem, że całe życie kochałem tę właśnie kobietę!”