„My z Jedwabnego” Anny Bikont – recenzja

Stanisław/ Grudzień 30, 2015/ Blog, Książki, sgrochala - recenzje/ 0 comments

Tekst autorstwa Sebastiana Grochali, naszego praktykanta.

To nie jest lektura lekka, łatwa i przyjemna. Wręcz przeciwnie – od tych słów od razu trzeba zacząć prezentację książki, która wyciska piętno na swoim czytelniku, dając wiele okazji do refleksji nie tylko nad losami jej bohaterów, nad wydarzeniami i okrucieństwem, z którym się spotykali, ale i nad istotą człowieczeństwa w ogóle.

Na temat wydarzeń historycznych, szczególnie takich jak to, o którym pisze Anna Bikont, rozmawia się trudno. Przywołują one historie i wydarzenia, które chcielibyśmy wyprzeć, zapomnieć. Udawać, że nigdy nie miały miejsca. Dużo trudniej stanąć w prawdzie i przyznać, że było się mordercą czy złodziejem, niż szukać wymówek i usprawiedliwień albo po prostu nie pamiętać. Tym bardziej, jeśli kłamstwo powtarzane jest przez innych przez kilkadziesiąt lat, a wokół prawdziwego przebiegu wydarzeń narasta wiele różnych opowieści, utrudniających dotarcie do prawdy.

Autorka kontynuuje pracę wykonaną przez Jana Tomasza Grossa, która zaowocowała wydaniem książki pt. „Sąsiedzi”. Był to kamień milowy, po którym, w drodze do prawdy, należało postawić kolejne. Jednym z nich stała się właśnie książka Anny Bikont, która postanowiła nie tylko opowiedzieć, co naprawdę wydarzyło się 10 lipca 1941 roku w Jedwabnem, ale również pokazać pewne konsekwencje rozgrywających się na ulicach miasta (i jak dowiemy się z lektury, nie tylko tego miejsca) wydarzeń. Jednym ze skutków, o którym z lektury książki dowiemy się wiele, jest kwestia próby pójścia dalej, poradzenia sobie z niełatwą, hańbiącą przeszłością przez mieszkańców Jedwabnego, gdzie podczas jednego z wakacyjnych, wojennych dni doszło do tragicznych wydarzeń, które na zawsze zmieniły losy wielu pojedynczych osób i samej społeczności, jako pewnej zbiorowości, wspólnoty. Czy wybrana przez mieszkańców droga okazała się słuszna? Czy konsekwencją próby ukrycia prawdy nie jest dużo większy problem, z którym ciężko sobie poradzić, pomimo upływu wielu lat? Na te pytania pomoże odpowiedzieć nam lektura reporterskiego śledztwa, do którego zaprasza nas autorka książki „My z Jedwabnego”.

Praca Anny Bikont zasługuje na szacunek i uznanie ze względu na widoczny ogrom czteroletniej pracy autorki, w trakcie którego wielokrotnie spotykała się z bohaterami opisywanych wydarzeń, przeglądała wiele archiwów, odnajdywała i badała źródła. Wszystko po to, aby umożliwić nam poznanie i zrozumienie nie tylko tego, co wydarzyło się w Jedwabnem 10 lipca 1941 roku, ale również co do tego doprowadziło i co działo się później. Ta szeroka perspektywa pozwala nam na bardzo dobre poznanie tematu i zawdzięczać to możemy właśnie ciężkiej i bardzo rzetelnej pracy przeprowadzonej przez autorkę.

Wielokrotnie miałem wrażenie, że obcuję sam na sam z uczestnikami zdarzeń. Czytam wiele wypowiedzi. Mogę je porównywać i zestawiać. Mam szansę poznać zarówno Żydów, którzy ucierpieli i stali się ofiarami tych wydarzeń, jak również poznać Polaków, którzy w różny sposób zachowywali się w przeszłości i w różny sposób reagowali w trakcie walki o ujawnienie prawdy. Konstrukcja książki pozwala mi z jednej strony na słuchanie tego, co do powiedzenia mają sami uczestnicy i naoczni świadkowie zdarzeń, ale z drugiej pokazuje jakie nastroje społeczne i jakie wydarzenia lokalne czy ogólnopolskie towarzyszyły pracom autorki czy Instytutu Pamięci Narodowej, który w podobnym czasie poszukiwał odpowiedzi na temat tego, co naprawdę wydarzyło się w Jedwabnem.

Lektura tej książki nie jest łatwa. Wielokrotnie ją przerywałem, ponieważ to, co opowiadają w niej jej bohaterowie, którzy sami uczestniczyli bądź widzieli opisywane zdarzenia, było dla mnie przerażające. Z drugiej jednak strony poznałem też biografie ludzi wyjątkowych, którzy do końca, pomimo tego, co działo się dookoła, potrafili zachowywać się jak trzeba, potrafili zachowywać się przyzwoicie. A to daje nadzieję…

Dzięki lekturze tej książki nie tylko poznałem przebieg wydarzeń, ale również ich genezę i mogłem spojrzeć na całość sytuacji z dużo szerszej perspektywy, poznając losy mieszkańców miasteczka, którzy do tej pory nie potrafią poradzić sobie z tragiczną, wojenną przeszłością. Dzieło Anny Bikont pozostawia nas z pytaniem, czy jako Polacy, jesteśmy gotowi do tego, aby poradzić sobie z tą i innymi historiami, które pokazują, że nasza przeszłość to nie tylko historia bohaterskich postaw, ale również takich wydarzeń, z którymi trudno nam się pogodzić, do których nie chcemy się przyznawać i które wolimy ukrywać?