Norman Davies „Europa. Rozprawa historyka z historią”

KatarzynaM/ Luty 27, 2016/ Książki/ 0 comments

451711-352x500 (1)Książka Normana Daviesa „Powstanie `44” mnie zachwyciła, a że przy okazji kupiłam coś jeszcze, to od dawna nosiłam się z pragnieniem przeczytania książki „Europa. Rozprawa historyka z historią”. Niestety, będzie to pierwsza książka, której nie skończę. Bynajmniej nie dlatego, że chcę sobie dawkować przyjemność do końca życia. O nie! Gdybym tę książkę skończyła, moje biedne serce obciążone ryzykiem zawału, odmówiłoby współpracy i rozległy zawał mięśnia sercowego wraz z atakiem apopleksji zakończyłby żywot młodego naukowca, nauczyciela z powołaniem. Nie twierdzę, że źle jest umrzeć przed trzydziestką, ale na pewno nie jest dulce et decorum umrzeć, czytając książkę najeżoną błędami, które dostrzega laik.

Europa. Rozprawa historyka z historią to prawdziwe opus magnum Normana Daviesa. Od czasu ukazania się w październiku 1996 (dwadzieścia lat!! dlaczego nikt tego nie poprawił???!!) ten opasły tom przekroczył już nakład 150 tysięcy egzemplarzy, spotykając się z superlatywami, ale także wywołując ożywione dyskusje i kontrowersje.

Europa fascynuje czytelników, którzy znajdą w niej znane już walory pisarstwa Daviesa – literacki temperament, rozległość zainteresowań, osobisty stosunek do tematu. Walory tej wspaniałej książki sprawiają, że mimo jej objętości czyta się ją jednym tchem (opis wydawcy).

Dzieło to ma być zbiorczą historią naszego kontynentu, jak czytamy w naprawdę długim wstępie.  W założeniu, prawdzie opus magnum. Autor dostrzega konieczność kompleksowego opisania historii starego kontynentu, gdyż przez lata zapominano o Wschodzie, o Bałkanach, pisząc tak naprawdę o historii Europy Zachodniej, gdyż o krajach takich jak chociażby Polska zapominano. Przy tej okazji autor sadzi cudownego byka, pisząc o Polsce Jagiellonów w kontekście Ottona III, co sprawiło, że najpierw przetarłam okulary, później przeczytałam to zdanie z pięćset razy, później wrzuciłam na FB, z nadzieją, że ktoś mi to jakoś tak wyjaśni, że okaże się, że to nie jest błąd. Niestety. No, ale to wstęp. Dobrnęłam do schyłku średniowiecza. Faktycznie jest kompleksowo, jest gawędziarski styl, ale są błędy, które ja znoszę, gdy sprawdzam prace ludzi, których uczę. Wtedy muszę dobrnąć do końca, bez względu na poziom bzdury. Tutaj nie muszę. Od myślenia o tej książce boli mnie głowa. A ja jestem laikiem. Naprawdę, moja wiedza jest wypadkową moich zainteresowań i książek, które czytałam, filmów, jakie oglądnęłam i przeprowadzonych w domu rozmów. Nie jestem historykiem. Nie mam nawet licencjatu. Mam tylko rozszerzoną maturę z historii, a niestety moja profesor z LO, też niewiele wniosła, jedna, niestety z tymi, co wnosili miałam niewiele lekcji 🙁 Zdarza się w najlepszej szkole. Nie chcę myśleć, ile błędów przeoczyłam. Czy Norman Davies wiedział na co się porywa?

Nie wiem do kogo ta książka jest adresowana. Raz łacina jest tłumaczona, bywa tłumaczona źle ius gentium jako prawo międzynarodowe – no niezręczne stwierdzenie. Innym razem mamy zwrot opera omnia bez wyjaśnienia. Bardzo to niespójne. Nie wiem kogo obwiniać za fatalnie przełożone wyznanie wiary mahometan, będące – w takiej formie jak podane w książce, no wysoce nieprawdziwym, niepoprawnym i dziwię się, że polscy muzułmanie nie zaprotestowali. O islamie jest więcej błędnych informacji.

Rażą zdania rzucone tak o, jak chociażby we fragmencie o Ukrainie i udziale Ukraińców w pogromach. Z grubsza Davies napisał o niektórych i bodajże nielicznych Ukraińcach, którzy wzięli udział w pogromach, bo nie mogli sobie poradzić z traktowaniem przez Polaków, Niemców i Rosjan. Polaka krew zaleje, Ukrainiec też raczej się nie zgodzi. Kroplą, która przepełniła czarę, był fragment o Książętach Moskiewskich, którzy zdobyli supremację nad Rurykowiczami, nie wiem kim byli ci książęta, czy Elfami z Rivendell, czy jakąś inną mityczną zgrają, rozumiem, że… nie nie rozumiem. Więcej chyba powiem, jak nagram filmik o tej książce.

Chcę powiedzieć, że czuję wielki zawód. Ta książka jest droga. Ona kosztuje ponad sto złotych. Ponad stówka, za książkę, która prawie przyprawiła mnie o wylew i absolutnie niczego mnie nie nauczy, bo nie mogę zaufać, żadnej informacji, skoro są tam takie błędy. Pamiętam grzbiet tej książki w bibliotece szkolnej. Marzyłam, że kiedyś odłożę na nią pieniądze i się nauczę wiele. Odłożyć odłożyłam, ale z nauką to wyszło kiepsko.

Niech ta książka leży w dziale co tam myślę, że wiem o historii i tyle. Żałuję strasznie, ale nie mogę jej dokończyć, bo po co? Wolę sobie odświeżyć te kolorowe tomy Historii Powszechnej, które mam i do których mam zaufanie. Sięgnąć po stare książki, które zbierają kurz na półce, nie są tak świetnie wydane, ale mają treść.
A najgorsze w tym wszystkim jest to, że ja mam jeszcze ze cztery książki Daviesa do przeczytania na półce. R.I.P