Olga Tokarczuk – Moment niedźwiedzia

Panna A./ Lipiec 3, 2017/ Bez kategorii/ 0 comments

Mam ochotę nie mówić zbyt wiele na temat tej książki, lecz myślę, że powinnam. Po jej przeczytaniu  w mojej głowie pozostał wielki chaos. Z rozpadającej się budowli pewności pozostały ruiny. Bardzo mi się to podoba i nie mam zamiaru ich sprzątać.

Od pierwszej strony pochłonęła mnie w całości. Książka o wszystkim.

Nasz umysł za wszelką cenę wspiera to, w co wierzymy. Właśnie dlatego, tak trudno zmienić świat

Tokarczuk tworzy świat – heterotopię, w której to zasadami są kontrowersyjne tezy. Między innymi heterotopianie, czyli mieszkańcy tej fascynującej krainy przyjęli strategię świadomej niewiedzy. Pobudza ich to do stawiania pytań, powątpiewania i fantazjowania. Mieszkają na planecie niczyjej, człowiek nie ma prawa posiadać ziemi tak jak oceanu, pustyni czy Słońca.

Olga tworzy utopijną krainę, owładniętą niespotykanymi tezami degradującymi między innymi religie (z małymi wyjątkami). Póki nie pozbędziemy się głodu na świecie, powinniśmy raczej cieszyć się z narodzin kolejnego człowieka. Co więcej, spłodzenie dziecka nie oznacza władzy nad nim. Ludzie powinni cieszyć się z adopcji. Po pozwolenie na rozmnażanie czeka się w kolejce. Poruszające i zmuszające do brutalnej refleksji nad funkcjonowaniem naszego świata.

Takim refleksyjnym wstępem Olga Tokarczuk zaprasza nas do swojej gry.

Skoro można pomyśleć, że może być lepiej to znaczy, że już jest lepiej

Bezpośredniość i wybijanie nas ze stagnacji i pewności.

Cierpienie człowieka łatwiej jest mi znieść niż cierpienie zwierzęcia

Mówi o tym, że posiadanie rozumu wcale nie czyni nas lepszymi od innych żywych organizmów. Powinniśmy się z nimi jednoczyć i tworzyć spójną całość, zamiast manifestować swoją wyższość. Dlaczego to człowiek wyprowadza psa na spacer?

Odwołuje się wielokrotnie to filozofii, stąd jej zwolennicy będą podczas czytania usatysfakcjonowani. Wylane na papier przez nią zdania, rodzą pytanie za pytaniem. Jeden wielki, żywy organizm składający się z wątpliwości!

Co istotne Olga Tokarczuk obdarzona jest ogromną wrażliwością i empatią, które odczuwa się wyraźnie podczas czytania jej książki.

Czego więc boimy się najbardziej? Nie strasznej zarazy z kosmosu, nie wojny nuklearnej, nie gigantycznych roślin, nie duchów i nie zombie. Boimy się tego, że zostaliśmy opuszczeni przez Boga, że nie rozumiemy świata, że nigdy nie poznamy jego skomplikowanego planu, że nauka nam go nie wyjaśni, że tkwimy uwięzieni w naszych percepcjach jak muchy w bursztynie. Tak wygląda współczesny horror.

Pozwolę sobie tym razem podczas pisania recenzji na wypchanie jej watą składającej się przede wszystkim z cytatów. Wydaje mi się, że powie Wam to dużo więcej, niż parę marnie poskładanych przeze mnie zdań.

Gdyby kiedykolwiek miała powstać nowa religia ze swoją świętą księgą, pierwsze jej zdanie powinno brzmieć: „Ludzie są różni”.

Satyra, słodko gorzka zmuszająca nas do spojrzenia na rzeczywistość z wielu różnych punktów widzenia, najczęściej tych, których na co dzień nie dostrzegamy. W końcu pewne tezy uznaliśmy już dawno za oczywiste, stąd brak w nas zwątpienia. Demaskuje prawdę: pewność nie istnieje.

Czy można zgwałcić pianino? Czy rzeka może stanowić nasz jedyny stały punkt? Jak wyglądałby świat oczami ziemi?

Alicja Regiewicz