,,Opowieść na skraju” – recenzja

RobertW/ Listopad 8, 2017/ Książki/ 0 comments

Fantastyczne opowieści mają to do siebie, że cokolwiek nam przyjdzie do głowy, zapewne ktoś przed nami już je wymyślił i zamieścił w tej lub innej powieści. Niezależnie od tego, czy będą to niestworzone krainy, w których fizyka zupełnie inaczej działa niż u nas, albo jakieś stworzenia, które u nas uznawane za wymysł, a tam zupełnie swobodnie żyją między ludźmi. Niezwykłe wyprawy, tajemnicze artefakty, złowieszczy wrogowie, niebezpieczne stworzenia i wszechwładna magia. Jak jest w przypadku „Opowieści ze skraju”?

Gdy do domu Druhufała po latach wraca jego córka Łaguna wraz z nowo narodzonym synem, niewielka, zaściankowa Radogoszcz zaczyna huczeć od plotek. Mieszkańcy zgodnie przewidują nadejście kłopotów, których inicjatorem ma być mały Popol. Chłopczyk dorastający w atmosferze niechęci i odrzucenia, nie rozumie, co jest przyczyną jego wykluczenia ze społeczności. Zaczyna również wypytywać matkę o Aigonzara – swego zaginionego ojca, który wyruszył w tajemniczą misję na rozkaz Chrobrej, czyli władczyni Warnawy. Gdy spokojną dotąd Radogoszczą wstrząsają przerażające wydarzenia, a Popol i Łaguna stają się głównymi podejrzanymi o napaść potworów, decydują się opuścić miasto. Wówczas dla chłopca rozpoczyna się trudna podróż, podczas której odkrywa szokującą prawdę i otrzymuje zadanie wielkiej wagi. Musi odnaleźć ojca.

Jak już wspomniałem nagłe pojawienie się Łaguny wywołało duże zamieszanie. Kobieta podróżowała po świecie wzdłuż i wszerz. Wyruszyła samotnie, ale wróciła z niemowlęciem. W sielskiej Radogoszczy plotki rozchodziły się niczym pożar, a przygody awanturniczki były najżywiej komentowane podczas wieczornych rozmów. Długo czekano na równie podniecającą historię. Gdybano o rzekomej wojnie, na której zginął ojciec chłopca, wrogiej klątwie i imponującym skarbie pozostawionym w spadku synowi. Robiono to szczególnie, kiedy wyczerpano tematy codziennych spraw. Dla zabicia nudy opowiadano o niespodziewanym przybyciu Łaguny.  Tyle możemy się dowiedzieć z okładki.

Słowem podsumowania, uważam, że historia całkiem to znośna, ale miejscami nużąca zważywszy na jej objętość, muszę przyznać, że momentów, które wywoływały ziewanie, było niestety całkiem sporo. Autor dość fajnie wyjaśnił pewne wydarzenia a język, którym posługują się mieszkańcy krainy, także jest całkiem interesujący.

Największym minusem tej krótkiej opowiastki jest koszmarna okładka. Jeśli kupujecie książki, kierując się magią okładki właśnie, srogo się zawiedziecie. Nie wiem, kto to projektował, ale raczej praca mu nie wyszła. Aż oczy bolą.

Co do autora, jest to obcokrajowiec, który od kilkunastu lat mieszka w naszym kraju i postanowił zadebiutować tą historią. Powieść wydało Wydawnictwo Novae Res.