Para na całe życie

JeremiaszP/ Kwiecień 3, 2017/ Książki/ 0 comments

Okładka książki

Nareszcie mamy wiosnę. Coraz dłuższe dni i coraz więcej okazji do zrobienia czegoś dobrego dla siebie. No dobrze, ale co jak jesteśmy zagubieni? Wydawnictwo Dragon oraz Mateusz Janusz wraz ze swoją partnerką Pamelą Stefanowicz proponują czytelnikom w książce Para na całe życie: zmotywuj się z fit lovers szereg inspirujących i dających kopa rad. W teorii, a dlaczego? Wytłumaczę w recenzji. Zapnijcie więc pasy czytelnicy łaknący dawki motywacji, bowiem okaże się czy ją otrzymacie, czytając twór Para na całe życie.

Autorzy książki- Pamela Stefanowicz i Mateusz Janusz. Gwoli ciekawostki- w książce pełno tego typu zdjęć.

Para na całe życie została napisana przez (jak już wspomniałem) parę Mateusza i Pamelę, którzy na co dzień są instruktorami fitness oraz prowadzą na YouTube kanał Fit Lovers. Książka, którą trzymam w rękach, bardziej przypomina właśnie swoją strukturą film na YouTube czy skrypt tekstu na Instragamie. No dobrze, przyjrzyjmy się okładce i cóż widzimy oprócz tytułu Para na całe życie? Moda, dieta, fitness, podróże. Czas więc w naszym programie na szpilę numer jeden (aplauz). Podróże. Kochani czytelnicy, czego się spodziewacie, gdy książka sugeruje opisy podróży? Porad kiedy najlepiej jechać? Co najlepiej zwiedzić w Londynie? Sugestii co do restauracji, zachowań, savoir vivre’u (nawet jeżeli bardzo subiektywnych)? Nic z tych rzeczy nie znajdziecie w książce Para na całe życie. Raczej dowiecie się jak było cudownie i w jaki sposób autorzy wpadli na pomysł aby polecieć na Wyspy Kanaryjskie „Dokładnie w Sylwestra siedzieliśmy na kanapie i rozmawialiśmy jak fajnie by było odwiedzić ciepły kraj (…)”. Zastanawiam się- komu ta informacja jest potrzebna? Do tego dosłownie dwa słowa o tym co warto zobaczyć.  To tak jakbym sam napisał „Moczyłem nogi w cynowej balii i drapiąc się po tyłku, zastanawiałem się jakby to było fajnie polecieć do Korei Północnej”.

Przejdźmy do gwoździa programu książki Para na całe życie, czyli tekstów motywacyjnych. Sama idea jest moim zdaniem dobra. Problem jednak tkwi w strukturze – strona parzysta, czyli złota myśl plus dwa zdania na krzyż, które są co najmniej truizmami (drodzy autorzy, jeżeli chcecie czerpać inspirację to polecam wczesne książki Robbinsa) i zdjęcia zupełnie nie pasujące do tematu. Na przykład: „Jesteś tym co jesz” i Mateusz wywijający salto na piaszczystej plaży. Zwracam honor, jeżeli chodzi o smakowe walory krzemionki zawartej w piasku. Inny przykład: „Nie bój się zmiany” i zdjęcie Pameli oraz Mateusza przechodzących przez jezdnię. Znowu zwracam honor, jeżeli po prostu chodziło o strach przed zmianą ulicznych sygnałów świetlnych z czerwonego na zielone. Dodam, że zdjęcia są straszliwie wręcz atencyjne, czułem wręcz, że autorzy krzyczą „patrzcie jacy jesteśmy świetni i doskonali”. To tak jakbym pisał książkę o chemii i w rozdziale „Super chromatografia gazowa” wrzucił swoje zdjęcie wraz z partnerką szczerząc zęby (a chromatografu ani śladu). Strony nieparzyste to z kolei „Miejsce na twoje notatki (tak, możesz bazgrać : ) )”. Przepraszam bardzo, ale tego typu wstawki sugerują, że według was czytelnicy są totalnymi osłami!

Długo się zastanawiałem po diabła w tej książce co kilkanaście stron są wstawki Lookbook- bez tekstu, tylko zdjęcia, bez choćby komentarza typu „polecamy na aurę jesienną płaszcze w stylistyce XYZ”. To na chama bym jeszcze pojął, ale znowu uderza mnie tu „Patrzcie na naaaaas!!!”. Po prostu nie potrafię logicznie sensu znaleźć na takie wstawki, a warto zaznaczyć, że za te zdjęcia NIC NIE WNOSZĄCE płaci czytelnik!

Wspomniana „wstawka”. PO DIABŁA?! (zdjęcie użyte w ramach prawa cytatu)

Lecimy dalej: Para na całe życie i dieta. Pytanie, które ciśnie mi się na usta: „czy to jakiś żart?”. Dosłownie parę przepisów na krzyż, a podobno to jest książka o tym jak być fit. Dodam tu jeszcze, że w całej książce znajdziecie mnóstwo słów slangowych, choćby na samym początku zapamiętałem kierowane do czytelnika: „kumasz?”. Może przesadzam, ale mnie uczono, że nie powinno stosować się słownictwa slangowego w tekstach, „jarzycie ziomy”?

Czy w beczce dziegciu znajdziecie łyżkę miodu? Na szczęście tak, ale na samym końcu przygody z… ekhemm (tutaj mamy onomatopeję, czyli dźwiękonaśladownictwo) książką Para na całe życie znalazł się szereg całkiem konkretnych i dobrze obmyślanych ćwiczeń fizycznych i to w liczbie 47 stron. Ćwiczenia ratują w pewien sposób pogrążający się w odmętach absurdów Titanic o nazwie Para na całe życie.

Czas na „werdykt”. Naprawdę wierzę, że autorzy pisząc tekst książki  Para na całe życie chcieli zrealizować pewne marzenie, przekazać wiedzę i mieli dobre intencje… zabrakło jednak warsztatu, zaplecza technicznego. Niestety na chwilę obecną stanowczo odradzam zakup książki Para na całe życie.

Dodam, że treść książki konsultowałem z koleżankami, które pozwoliły na zacytowanie swoich odczuć  (dziękuję pięknie za pomoc i spojrzenie na książkę z waszego punktu widzenia):

Ola: Cóż, na pewno znajdą się osoby, do których przemówi ta forma. Niektóre laski lubią gołe klaty. Do mnie to nie przemawia. Jest wiele kanałów na YT, na których są porady dotyczące zdrowego żywienia, ćwiczeń, diet. I dają sobie radę bez gołych klat. Poza tym treść>>>>>>>obrazki. Jasne, zdjęcia są dobre do pokazania jak odpowiednio coś wykonać, to pomaga. Ale atencyjne zdjęcia rodem z Gali czy innej Przyjaciółki – nope.

Marta: Mi by szkoda było pieniędzy na coś takiego… Zdecydowanie do mnie nie przemawia, a forma jest niczym jakieś pisemko, gazetka… Dziękuję bardzo, ale nie.

 Asia (na pytanie o kwestię fotografii zawartych w książce): Jakoś nie uważam, żeby były one szczególnie artystyczne. Co innego piękne krajobrazy w książkach podróżniczych albo rzeczywiście istotne lub po prostu ładne ilustracje. Ale szlag mnie trafia jak pól książki jest nackane wątpliwej jakości zdjęciami i innymi duperelami tylko po to żeby nabić liczbę stron

Nike: Jak dla mnie słabo. Nawet pofatygowałam się zobaczyć te książkę w księgarni i faktycznie przyznaję, że szkoda było by mi wydać te pieniążki na „takie cuś

Anita: (…)patrząc na zdjęcia, które wrzuciłeś, jako czytelnik czułabym się urażona: „Tu jest miejsce na notatki. Tak, można bazgrać” – nie wiem, za kogo oni biorą czytelników, chyba za imbecyli.