Jessica Pennington „Piosenki o miłości i inne kłamstwa” – recenzja

AniaG/ Sierpień 29, 2018/ Książki/ 0 comments

Camerona i Virginię łączy wspólna historia. On poznał ją w domu spokojnej starości i z miejsca stała się fascynującym obiektem uczuć w jego nowym życiu. Ona zobaczyła go, gdy godzinami leżał na desce surfingowej dryfując po jeziorze. Po splątanych miesiącach pełnych muzyki i emocji, gdy tajemnice zaczęły się nawarstwiać, ich drogi nagle się rozeszły się, by zejść się po dwóch latach. Ruszają w trasę koncertową w towarzystwie kamer. Czy ich wspólna przeszłość okaże się zbyt wielkim brzemieniem? Czy muzyka połączy ich na nowo?

Rozdziały podzielone są na narrację prowadzoną na zmianę przez Camerona i Virginię, a także na przeszłość i teraźniejszość. Co pięknie się dopełnia i pozwala nam na lepsze zrozumienie historii. Dziewczyna w fioletowej koszulce, w której żyłach płyną czekoladowo – miętowe lody i chłopak prześladowany przez przeszłość. Zarówno Cameron, jak i Vee mają wiele tajemnic do wyjawienia. Ale do czego doprowadzi fakt, że gdy jedno z nich powoli otwiera się, drugie konsekwentnie trzyma się kłamstewek i przemilczeń?

Nie musisz znać historii czyjegoś życia, żeby troszczyć się o niego.

Choć podchodziłam do tej książki jak do idealnej, beztroskiej książki w letnim klimacie, od razu przekonałam się, że w bohaterach tkwi dużo więcej głębokich historii, a rozpoczęcie lektury przed północą było kiepskim pomysłem. Zastały mnie pierwsze promienie sierpniowego poranka, a ja nadal wpatrywałam umęczone oczy w tekst, jednocześnie napędzana buzującymi emocjami niecierpliwie brnęłam dalej. Ta książka powoduje, że bez żalu i skruchy odmawiamy sobie snu i jesteśmy z tego powodu nad podziw szczęśliwi.

Miejscami pragniemy by autorka bardziej rozwinęła i wprowadziła w nas w poboczny wątek, lecz zostawia nas jedynie z zaakcentowanym ciekawym zagadnieniem. A szkoda. Na szczęście historia ze strony na stronę zyskuje i zaczynają się dziać rzeczy, które wybijają tę książkę z poziomu przeciętnej młodzieżówki. Dostrzegamy, że pewne słowa muszą się wydostać, a miłość to nie tylko Ten Wielki Moment. To dostrzeganie w sobie wyjątkowości każdego dnia.

Czasami większe znaczenie ma to, czego nie mówisz.

Lojalnie uprzedzam, że bohaterzy spędzają dużo czasu na brzdękaniu na gitarze i pisaniu piosenek, a my spędzimy sporo chwil na słuchaniu piosenek wymienionych w książce. Jest to idealna książka dla osób kochających muzykę, gitarzystów i nieobawiających się bohaterów z mroczną przeszłością.

Jest w tej historii coś uzależniającego, co działa lepiej niż dzbanek kofeiny, a my wręcz musimy poznać tę historię do ostatniej kropki. Tak, zdecydowanie uzależniająca. Pokazuje, że warto czasem zaszaleć, przywdziać swoje alter ego i przejść na dziką stronę życia. Kto wie, jaki cud wprawimy w ruch?

To ty decydujesz, na co zasługujesz.