Polskie media w akcji – GRY SĄ GŁUPIE I ZŁE, odcinek tysięczny

redaktor/ Lipiec 26, 2015/ Felieton/ 0 comments

Niedawno swą premierę miał film „Piksele”, czyli opowieść oparta w dużej mierze na grach i graczach. Pojawia się tam między inny słynny Pac-Man, a także wiele innych postaci i motywów ze świata elektronicznej rozgrywki. Prawdę mówiąc, nie oglądałem i nie zamierzam tego uczynić, bo film zebrał zaskakująco niskie oceny i niespecjalnie zachęca do obejrzenia. Ale to nie jest istotne.

Przy okazji premiery owej produkcji wywiadem z jednym z twórców miała zająć się ukochana przez osoby interesujące się kulturą dziennikarka TVNu Anna Wendzikowska, która, nawiasem mówiąc, zasłynęła ostatnimi czasy chęcią przeprowadzenia wywiadu z nieżyjącym już przecież Charlesem Bukowskim.

Jak przeprowadzić wywiad z twórcą filmu o grach? To jasne. Zbagatelizować sens grania i istnienia całego przemysłu, sprowadzając go do rangi głupiutkiej rozrywki dla małych dzieci i nieumiejących poradzić sobie w życiu ludzi. Sprowokowała tym całą branżę – gracze rzucili się na nią z pochodniami i widłami, dziennikarze obsmarowali i wytknęli ignorancję.

Ignorancja. To słowo idealnie opisuje stosunek nie tylko pani Ani, ale także wszelakich innych mediów do branży gier. Powód jest prosty: gry zabierają telewizji i prasie odbiorców. A te, zamiast poświęcić nieco czasu i miejsca na takowe, starają się uświadomić, jak bardzo gry są szkodliwe, niebezpieczne i bezsensowne (rzecz jasna oglądanie TVNowskich programów wnosi do naszego życia o wiele więcej niż cokolwiek innego).MEME

Wiedza wielu ówczesnych dziennikarzy na temat gier opiera się na informacjach sprzed dobrych dwudzistu lat, kiedy to branża była naprawdę niewielka i rozwijała się stosunkowo wolno. Niestety, panowie i panie – przemysł ten jest na chwilę obecną rozwinięty bardziej niż telewizja czy muzyka. Jest wart miliardy dolarów, najnowsze gry dysponują często o wiele pokaźniejszym funduszem niż wiele kinowych superprodukcji, a twórcy gier stają się milionerami.

Słowem – jest to ogromna konkurencja dla telewizji i kina, o radiu nie wspominając.

Należy też wspomnieć o grach z perspektywy tak zwanego „Kowalskiego” – jest to dokładnie taka sama rozrywka jak oglądanie filmów czy czytanie książek. Ludzie grają w gry, by nieco odbiec od rzeczywistości – dokładnie z tych samych powodów oglądają filmy czy czytają książki. Nie rozumiem więc, dlaczego o grach mówi się w mediach jak o czymś „innym”, bardziej szkodliwym i dużo bardziej bezsensownym. Przypominam, że oprócz tego, że dostarczają rozrywkę, mogą także rozwijać – i jest to potwierdzone naukowo.

Przykładowo – gry akcji, zwłaszcza tak zwane First Person Shootery (czyli, kompletnie po ludzku mówiąc, strzelanki) poprawiają nieco koordynację ręka-oko i refleks. Bardziej rozbudowane strategie ekonomiczne wymagają od gracza logicznego myślenia, szybkiego podejmowania decyzji i tego typu rzeczy, od których zależy powodzenie prowadzonego miasta/państwa/twierdzy. Poza tym są jeszcze między innymi produkcje typu Minecraft czy Terraria, które, zwłaszcza u nieco młodszych odbiorców, mogą naprawdę wpływać na kreatywność. Istnieje także wiele innych gatunków, potrafiących – mniej lub bardziej – przynosić korzyści.

Nie zapomnijmy jednak, że gry to przede wszystkim rozrywka.

I nie zarzuci mi pani, pani Aniu, że gry są bardziej bezsensowne od oglądania telewizji, zwłaszcza materiałów przygotowywanych przez dziennikarzy, u których ignorancja osiąga poziom sztuki (Charles Bukowski chyba jeszcze nie przestał przewracać się w grobie).