Pożegnanie z cyklem Koło Czasu

RobertW/ Kwiecień 30, 2017/ Książki/ 0 comments

Koło czasuPonad rok temu zacząłem przygodę z cyklem Koło Czasu. Piętnaście tomów, oznaczało w praktyce jedną książkę miesięcznie, choć te wyliczenia nie są zbyt dokładne, bowiem tomiszcze z 1500 stron, nie sposób przeczytać w jeden miesiąc. Ale udało się! Przez ten czas żyłem z bohaterami, przeżywałem z nimi ich rozterki, śmiałem się i smuciłem. Można się nieźle zżyć z książkowymi przyjaciółmi, ale jeżeli coś jest tak jest napisane, to nie dziwota.

Robert Jordan nim zaczął w ogóle spisywać kolejne tomy, spędził kilka lat, zbierając notatki, które posłużyły mu, aby opisać całe niezwykle obszerny świat. To nie tylko opis niezliczonych ludów, zamieszkujących kontynenty, ale także ich kultury, wierzeń, przekonań politycznych, a nawet języków, którymi władają. To także niezwykle bogata flora i fauna tego pięknego uniwersum.

W tymże świecie żyje sobie Rand, który pewnego dnia dowiaduje się, że jest Smokiem Odrodzonym, a raczej jego wcieleniem. To za jego sprawą zapłoną kontynenty, a oceany wyparują. Mimo to Rand uważa, że jest zdolny do ujarzmienia swoich mocy, a jego działania mogą pokonać Czarnego, który zostanie uwolniony w Ostatnie Dni.

Niezwykle wpływowy żeński zakon Aes Sedai próbuje w swojej butności kierować poczynaniami Smoka, jednak nie zdają sobie sprawy, jak potężną mocą on włada. Kierują się one również obawami, jak ta moc wpłynie na samego Randa, bowiem od pokoleń taka potęga była zarezerwowana wyłącznie dla kobiet, podczas gdy mężczyźni, którzy byli zdolni do przyjęcia takiej mocy, w krótkim czasie ulegali szaleństwu. Czas pokaże, jak ich poczynania wpłyną na Wybrańca.

W międzyczasie zaczynają się spełniać proroctwa, które towarzyszyć mają Ostatecznej Bitwie. Nasz przyjaciel musi podjąć decyzję, która odmieni praktycznie cały świat. Po Pęknięciu Świata, Czarny usiłuje opuścić swoje więzienie, a Bitwa się rozpoczyna…

Słowem wyjaśnienia, opinia ta jest zbiorczym podsumowaniem ostatnich czterech tomów cyklu Koło Czasu. Uznałem ten zabieg za najbardziej pasujący do moich cyklicznych uwag o tej serii. Powodem jest to, że te części nie wnoszą niczego nowego do wcześniej poznanej treści. Wszystko to już wiemy z poprzednich jedenastu tomów. Tutaj po prostu następuje kumulacja. Dylematy Randa, knowania mniszek, zmartwienia przyjaciół i ciągłe oczekiwanie na Bitwę, której nie chce się doświadczyć, ale się na nią czeka.

Ostatnie kilka tomów dokończył Brandon Sanderson, gdyż Robert Jordan zmarł podczas pisania poprzednich części. Sanderson, bazując na obszernych notatkach, praktycznie stworzył cykl od nowa. A jako że twórca ten lubuje się w obszernych dziełach, niektóre tomy przekraczają tysiąc stron. Jestem niezmiernie zadowolony z lektury i uważam, że każdy wielbiciel porządnego fantasy powinien sięgnąć po ten właśnie zbiór.

Za całość dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.