Psiego najlepszego

JeremiaszP/ Grudzień 18, 2017/ Książki/ 0 comments

Okładka książki.

Psiego najlepszego to najnowsza powieść W. Bruce’a Camerona, autora zekranizowanego zresztą bestsellera Był sobie pies. Na początku pragnę zaznaczyć, że nie znam poprzedniej powieści tego autora. A więc – czy Psiego najlepszego wydana w Polsce nakładem wydawnictwa Kobiecego to książka warta uwagi? Bardzo ciężko odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie: zależy kto ją czyta, ale na ten temat rozpiszę się szerzej w niniejszej recenzji. Zapraszam do lektury!

Autor ksiązki W. Bruce Cameron


Fabuła Psiego najlepszego dzieje się w okresie przedświąteczno- świątecznym i od razu mogę stwierdzić, że jest to doskonały materiał na film romantyczny klasy Love actually, czy Pretty Woman. Bohater książki, Josh, jest informatykiem programującym zdalnie aplikacje, mieszkającym samotnie w górskim domu. Josh nie jest szczytem szczęśliwości. Cierpiąc po rozstaniu ze swoją dziewczyną, przeżywa i wspomina co rusz idyllę jaką był związek. Do czasu aż poznany w barze (sic! Hagriddzie z Pottera, czyżby coś znajomego… ?) mężczyzna nie podrzuca mu ciężarnej suczki Lucy. Od tego momentu życie Josha się wywraca. Poznaje przy okazji olśniewająco piękną (standard w tego typu książkach) Kerri ze schroniska, która pomaga mu, zupełnie zielonemu w kwestii opieki nad psami, i, jakże było by inaczej (Fanfary!), rozkwita pomiędzy nimi uczucie. Kiełkujący na horyzoncie często przeżywa wzloty i upadki, przypominając mi raczej funkcję sinus z okresem pi/16 niż zachowanie poważnych i dorosłych ludzi.


Teraz wezmę na warsztat pytanie dla kogo Psiego najlepszego będzie dobrą lekturą? Przede wszystkim muszę zaznaczyć, że przesłanie tej książki jest bardzo mądre: dotyczy adopcji psów, odpowiedzialności za swoje słowa i czyny, oraz że żywe stworzenie to nie zabawka (tutaj autor bardzo dobrze pokazał metamorfozę Josha ze łzawego matoła w odpowiedzialną osobę). Psiego najlepszego w pierwszej kolejności będzie świetne dla ludzi… zakochanych, uwielbiających komedie romantyczne, dla par, które razem delektują się spędzanym ze sobą czasem czytając książkę, która sprawi, że nawet miejscami popłyną łzy szczęścia. Pod tym względem publikacja jest powieścią bardzo naiwną, co każe odpowiedzieć na pytanie Dla kogo ta książka nie jest?


Psiego najlepszego nie polecę osobom ze złamanym sercem, wiecznym singlom (mee too!), czy ogólnie osobom zmagającym się (nawet klinicznie) z samotnością. Dla takich osób Psiego najlepszego będzie męczarnią, ale nie ze względu na słownictwo książki. Jak wspomniałem, powieść jest strasznie naiwna i optymistyczna, takie historie w życiu raczej się nie zdarzają. Szczerze? Gdy Kerri pierwszy raz odwiedza Josha to już iskrzy między nimi jak w radzieckim transformatorze, co więcej, Kerri ogląda i komentuje zdjęcia byłej Josha, udzielając mu rad. Serio? Serio ?! Drogie Panie i Panowie- powiedzcie mi szczerze co zrobiłyście/ zrobilibyście, gdyby ktoś wam wszedł „na chatę” i na dzień dobry komentował? Całość jest przesycona takim słodkim optymizmem. Dla wyżej wymienionych czytelników jak wspomniałem będzie to smutna męczarnia, która ich tylko dobije i skłoni do rozmyślań „Dlaczego takie historie nie zdarzają się w rzeczywistości (chlip… chlip….)”.  Dla mnie osobiście nie była to może męczarnia, ale ponury i cyniczny uśmiech gościł nieraz na mojej twarzy, mówiąc „o naiwności…”.


Polskie wydanie Psiego najlepszego czytało mi się, mimo powyższych pól minowych, całkiem dobrze. Jest to bez wątpienia lektura lekkostrawana, nie jest to też książka ambitna. Psiego najlepszego to lektura dla wszystkich osób, nie ma w niej wyszukanego języka literackiego, nie jest jednak prostacka, ja połknąłem ją w jeden wieczór i to zaliczę na pewno in plus – wciąga. Na dodatkowy plus należy zaliczyć miły dodatek do książki jakim są etykiety do prezentów świątecznych z psimi pyszczkami.

Takie etkietki dostałem razem z książką 🙂


Psiego najlepszego jest powieścią, którą warto przeczytać, ale z zastrzeżeniami, które wypunktowałem (naprawdę jestem przekonany, że samotne i nieszczęśliwe osoby mogą się „pochlastać” ). Jeżeli jednak na was ktoś czeka, lubicie razem czytać lub szukacie książki familijnej (tak, uważam, że nastolatki również mogą ją czytać) i jednocześnie (naiwnie) ciepłej to jak najbardziej polecam. Jest to też świetny pomysł na prezent: książka trafi zarówno do bibliofili jako przystawka przed ambitniejszymi daniami, jak i osób, które czytają od święta.