Rae Carson „Złotowidząca. Schronienie” – recenzja

AniaG/ Listopad 29, 2017/ Książki/ 0 comments

Rae Carson jest jedną z najlepszych nowoodkrytych przeze mnie pisarek. Pierwszy tom z serii „Złotowidząca” rzucił na mnie nieodwracalny urok i okazał się pełen emocji i przeżyć, których się nie spodziewałam. A jednak! Ogłosiłam go nawet, wszem i wobec, największym czytelniczym zaskoczeniem tego roku. Nic więc dziwnego, że czekałam na drugi tom w takim napięciu i ekscytacji. I oto jest: „Złotowidząca. Schronienie”. 🙂

Październik 1849. Z konwoju liczącego pięćdziesiąt wozów i ponad trzy razy więcej osób, pozostaje garstka. Droga zweryfikowała przyjaźnie, ukazała tajne sojusze i czarne zakątki ludzkich dusz. Tak jak napisałam w recenzji pierwszej części: Mam wrażenie, że droga wyzwoliła światłość w tych, w których dobroć się tylko tliła, za to w prawdziwą ciemność wpędziła tych, których dusze i tak były już stracone.

Leah Elizabeth Wastfall, nasza Lee, dociera do Kalifornii w grupie osiemnastu osób z dobytkiem załadowanym na jeden wóz. Posługując się swoim darem wyczuwania złota, znajduje dla siebie i przyjaciół ziemię bogatą w ten kruszec, nadając jej nazwę Gloria, czyli Chwała. Znalazła szczęście, ale to oznaczało, że ma znowu coś do stracenia, dlatego ukrywa się przed okrutnymi mężczyznami, usiłując odnaleźć własną drogę i własną przyszłość.

Osada „Gloria” w górach Sierra Nevada rozrasta się i udoskonala z szybkością błyskawicy. Co niestety przyciąga uwagę postronnych, przede wszystkim, Hirama Westfalla, któremu dziewczyna jawi się jako jego własność i gwarant sukcesu. Kiedy Leah niefortunnie wpada w szpony swojego wuja i poznaje niechlubną stronę kalifornijskiej gorączki złota, jej priorytety zmieniają się. Dostrzega, że stawka toczy się nie tylko o wolność jej, i jej przyjaciół.

Zadziwiające, do człowiek jest zdolny w imię odrobiny nadziei.

Dużym atutem pisarstwa Rae Carson są postaci drugoplanowe: diaboliczny Hiram, milczący Willhelm, niezłomny Piżmak, zaradna wdowa Journey, czy oddana sprawie Mary – reprezentują skrajne pochodzenie i charaktery, jednocześnie ubarwiają całą historię, naznaczając ją i wzbogacając. Każdy z nich znajduje w sobie odwagę w innej sytuacji, reprezentując ważne kwestie feminizmu, buntu, drobnomieszczaństwa, imigracji, czy prześladowań rasowych, choć najmocniej poruszana jest sprawa niewolnictwa.

Nadzieja? Bo jeśli czegoś teraz nam na kopy, to właśnie nadziei.

Nie sposób nie wspomnieć o Jeffersonie. Uczucie między Leah a Jeffersonem nabiera rumieńców, ale jest tylko i aż, pięknym uzupełnieniem ich wieloletniej przyjaźni. Gdy Leah wpada w kłopoty, jest wiernym towarzyszem jej niedoli. Swoją dumną postawą, odwagą i determinacją, pokazuje siłę prawdziwego mężczyzny, ukrytego w ciele młodego półindianina.

Leah swoją postawą zachwyca nas i budzi podziw. Jej dar się zmienia, dojrzewa, szlachetnieje. Nie tylko już wzywa złoto, ono zaczyna jej odpowiadać. Jednak odkrywa z czasem, że złotowidzenie to tylko jeden z darów, a największym są ludzie postawieni na jej drodze, którzy otoczyli ją troską i dobrocią. Zrozumiała, że dom to nie miejsca, lecz ludzie. Pozwala jej to dostrzec, że mimo wszystko Kalifornia, to doprawdy fascynujące miejsce.

Skoro trzeci tom został wydany już 10 października, miejmy nadzieję, że finalny tom dostaniemy z taką samą zawrotną szybkością, z jaką dostaliśmy „Złotowidzącą. Schronienie”. Oby, oby!