Rae Carson „Złotowidząca. Ucieczka” – recenzja.

AniaG/ Lipiec 6, 2017/ Książki/ 0 comments

Leah Elizabeth Westfall poluje, uprawia ziemię i pracuje niczym dorosły mężczyzna, zapewniając swojej rodzinie byt. Ma radykalne poglądy, szlachetne serce, kochającą rodzinę i wierną klacz Peonię. Posiada również wyjątkowy dar – potrafi wyczuć złoto, co staje się zarówno jej błogosławieństwem, jak i przekleństwem. Gdy po brutalnym morderstwie rodziców, świat Leah staje się dla niej obcy, postanawia wyruszyć na zachód w ślad za swoim najlepszym przyjacielem Jeffersonem. Jest rok 1849, a jedyna trasa do złotodajnej Kalifornii prowadzi przez piekło na ziemi. Ale dla Leah każdy kierunek jest lepszy niż powrót.
Spotkałam się z opiniami, że jest to dziennik z podróży. Tyle że dla mnie „dziennik” brzmi ciężko i oznacza, że ktoś miał czas, by spisać swoje wrażenia, co jest zupełnym przeciwieństwem tego, co dzieje się na kartach tej książki. Tutaj wielkie emocje gonią niespodziewane wydarzenia, przeplatając je szalonym galopem przez wyboiste drogi pełne niebezpieczeństw. A kiedy czytelnik myśli, że już nie może być gorzej, to… dzieje się o niebo gorzej, a bohaterka ląduje po kostki w bagnie siódmego kręgu piekielnego.

To niesamowite jak Leah łączy w sobie obawy zwykłej dziewczyny, która odczuwa ukłucia zazdrości oraz cechy najbardziej wojowniczych bohaterek rodem z najśmielszych książek fantastycznych. Potrafi zdusić w sobie strach i poważyć na rzeczy niewyobrażalne nawet dla mężczyzn, którzy patrzą na nią z podziwem bądź odrazą. Towarzyszymy jej przez 10 miesięcy, kiedy czuje nieustępliwy oddech przeszłości na swoim karku i patrzymy jak przeistacza się w kobietę znającą swoją wartość. Obserwujemy również jak podróż, która dla nas oznacza kilkugodzinny lot samolotem, tutaj zajmuje ludziom miesiące, niejednokrotnie odbierając zdrowie, a nawet życie.

W drodze do Kalifornii wszystko się zmienia, a trudy drogi ujawniają prawdziwe oblicza podróżujących. Wszyscy masowo zmierzają nie tylko po bogactwo, to również idealna okazja, by zacząć od nowa. Być tym, kim tylko zapragną. Mam wrażenie, że droga wyzwoliła światłość w tych, w których dobroć się tylko tliła, za to w prawdziwą ciemność wpędziła tych, których dusze i tak były już stracone.

Moją ulubioną rzeczą podczas czytania tej historii było to, że właściwie zapominałam, że czytam. Pochłaniałam wyrazy i zdania, nie zdając sobie z tego sprawy. Zatraciłam się w tej niesamowitej podróży, całkowicie zapominając, że siedzę w fotelu. Cóż że za oknem szalała letnia burza, gdy Leah dokuczał siarczysty mróz albo wyjątkowo dotkliwy upał?

Widać jak styl Carson ewoluował i dojrzał. Książka jest mieszanką genialnego pomysłu i jego bezbłędnej realizacji popartej prawdą historyczną. Rae wplata w fabułę trudne tematy niewolnictwa, feminizmu, imigracji, drobnomieszczaństwa, uprzedzeń rasowych czy ówczesnych gangów. Smaku całej historii dodają wyraziście zbudowane postaci drugoplanowe, m.in.: trzej studenci z Illinois, wielebny Lowrey czy rodzina Hoffmanów.

Obecnie za granicą fani niecierpliwie wyglądają trzeciej – ostatniej części, a my trzymajmy kciuki za jak najszybsze pojawianie się u nas kontynuacji losów Leah. Pozostaje nam najgorsze – uzbroić się w anielską cierpliwość w oczekiwaniu na kolejną część. Co tylko potwierdza, że żywot czytelnika to życie od premiery do premiery oraz wieczne, żmudne, ale pełne napięcia, oczekiwanie. Już nie mogę doczekać się dalszych losów dziewczyny, której dar ogrzewa ją, niczym jej własne słońce. „Złotowidząca” jest zdecydowanie największym czytelniczym zaskoczeniem tego roku!