„Rekonstrukcje” – Jan Rychter

Sebastian Grochala/ Październik 14, 2017/ Bez kategorii/ 0 comments

„Obłędna sztafeta zbrodni wśród zakazanych zaułków Łodzi” – takie zdanie widnieje na okładce książki i to ono sprawiło, że zdecydowałem się sięgnąć po jej lekturę. Na ile był to chwyt marketingowy, a na ile faktycznie książka to obłędna historia kolejnych zabójstw dokonywanych pośród łódzkich zabudowań?

To, co wyróżnia tę książkę ze wszystkich, jakie do tej pory czytałem w życiu to kapitalny pomysł dotyczący formy przybliżenia czytelnikowi historii, którą autor ma do opowiedzenia. Jan Rychter skonstruowaną przez siebie zagadkę kryminalną opisuje jak film. Niemalże kadr po kadrze. Z dużą ilością szczegółów, drobiazgów, które powodują w nas uruchomienie wyobraźni do tego stopnia, że każdą scenę jesteśmy w stanie zobaczyć. Rozbudowane opisy dotyczą nie tylko tego, co widać na zewnątrz, ale również tego, co niewidoczne dla oczu, a ukryte jest w głębi bohaterów. Wraz z autorem zagłębiamy się w ich psychikę, poznajemy ich sferę duchową, a dzięki temu zdecydowanie pogłębiamy wiedzę na temat motywacji i towarzyszących bohaterom książki emocji.

Jako łodzianin z wielkim zainteresowaniem śledzę wszystkie wydawnictwa, których akcja w jakikolwiek sposób związana jest z moim miastem. Jeśli kiedyś byliście w Łodzi, to doskonale wiecie, że to miasto ma w sobie klimat i potencjał do tego, aby stać się tłem do wielu kryminalnych i mrocznych historii. Nic zatem dziwnego w tym, że Jan Rychter (również związany z Łodzią) postanowił w dobrze znanym sobie otoczeniu przedstawić swoją opowieść. Łodzi jednak w „Rekonstrukcjach” jest trochę za mało. Pojawiają się oczywiście różne lokalizacje, ale są one na tyle mało istotne dla wydarzeń, że równie dobrze akcja mogłaby toczyć się w każdym innym mieście. „Zakazane zaułki Łodzi”, które zachęciły mnie do sięgnięcia po lekturę, okazały się mało wyraziste i mało szczególne – a określenie „zakazane” zdecydowanie do nich nie pasuje, ponieważ są to lokalizacje powszechnie dostępne i raczej nic wyjątkowego sobą nie reprezentują. Powiedziałbym wręcz, że w mieście jest wiele bardziej „zakazanych” i niedostępnych oraz mrocznych lokalizacji aniżeli te wybrane przez autora. Niestety, rozczarowałem się, bo miałem ochotę poznać faktycznie jakieś wyjątkowe lokalizacje… Podsumowując zatem wątek Łodzi – jeśli z Łodzi nie jesteście i nigdy tu nie byliście – dzięki tej lekturze Łodzi niestety nie poznacie. Jest to moim zdaniem o tyle ważne, że skoro budzi się w czytelniku nadzieje poznania miasta i jego „zakazanych zaułków”, to warto słowa dotrzymać.

Główny bohater książki – dochodzeniowiec Fiszer – jest ostatnią deską ratunku dla łódzkiej policji i mieszkańców miasta. Specjalnie dla rozwikłania tajemniczych zniknięć zostaje przywrócony do pracy i stosując swoje niekonwencjonalne metody rozpoczyna poszukiwania zbrodniarza. Ale… czy poradzi sobie z samym sobą i swoim uzależnieniem, które dość poważnie komplikuje sposób jego funkcjonowania? Tego oczywiście Wam nie powiem. Mogę dodać tylko tyle, że sięgając po „Rekonstrukcje” może nie poznacie Łodzi (o czym pisałem wyżej), ale za to doświadczycie lektury książki, która jest wyjątkowa i z pewnością zasługuje na poznanie ze względu na swoją nietypową formę oraz konstrukcję, która wymyka się z ram klasycznego kryminału. „Rekonstrukcje” to książka, którą trudno zapomnieć – zapewne dzięki temu, że czytając ją jednocześnie oglądamy trzymający w napięciu film.