Reportaż „Pod ciemną skórą Filipin” – recenzja

RobertW/ Listopad 29, 2017/ Książki/ 0 comments

Reportaż podróżniczy jest jedną z najciekawszych form przedstawienia swojej wyprawy do jakiegoś niezwykle odległego miejsca w świecie – lub przeciwnie – do całkiem bliskiego. Autorzy starają właśnie się w takiej formie przybliżyć nam nie tylko życie opisywanego narodu, plemienia, ale i informują o ich kulturze, wierzeniach, a nawet o narodowych dobrach, że o potrawach nie wspomnę. Reportaż wykształcił się w XIX wieku. Od tego czasu powstało naprawdę mnóstwo fascynujących dzieł, w których podróż stanowi tylko początek czegoś większego. W Polsce, myśląc reportażu podróżniczym od razu nasuwa się nam na myśl (a przynajmniej mi) Arkady Fiedler i jego znakomite książki podróżnicze, które czytałem z zainteresowaniem i nadal często do nich wracam.

 

Całkiem niedawno nakładem Wydawnictwa Muza ukazał się reportaż „Pod ciemną skórą Filipin”, którego autorem jest Tomasz Owsiany.  Książka ta jest efektem samotnej wyprawy na wyspy filipińskie, gdzie autor spędził osiem miesięcy. Starając się poznać kulturę tego regionu – można by rzec od podszewki – uznał, że najlepiej to zrobi poznając kraj w różnych jego aspektach.

W trakcie swojej wędrówki mieszkał w San Fernando, gdzie poznał od podstaw kontrowersyjną krwawą drogę krzyżową. Innym razem spotkał się z szamanem, który wyjaśnił mu pewne podstawy czarnej magii. Znalazł także czas, aby zamieszkać wśród partyzantów, w kolonii karnej, a nawet w okazałej rezydencji multimilionera.

 

Uznał, że najlepiej pozna tych ludzi, żyjąc jak oni. Nauczył się od podstaw ich języka, brał udział w ich rytuałach, poznawał ich wierzenia i przesądy. Pomagał w codziennych obowiązkach oraz nawiązywał przyjaźnie. W rezultacie tych zabiegów, różnice między mieszkańcami a nim, a raczej wzajemna egzotyczność, zaczęła zanikać. W efekcie czego zaczął być traktowany jak członek danej rodziny.

 

Fascynująca podróż po kraju, w którym nowoczesność przeplata się tradycyjnymi wartościami. Autorowi udało się zajrzeć głębiej niż komukolwiek, w związku z czym książkę czyta się doskonale. Całość ubarwiona jest licznymi anegdotami oraz historiami wywołującymi uśmiech. Dodatkowo – żeby tradycji stało się zadość – zamieszczono tu mnóstwo kolorowych fotografii, z których możemy poznać przebieg całej wyprawy podróżnika. Polecam, bo to pozycja obowiązkowa dla miłośników tego rodzaju literatury.