,,Ross Poldark” – Winston Graham – recenzja

Anna/ Styczeń 18, 2017/ Dziedzictwo rodu Poldarków, Książki/ 2 comments

Ross PoldarkTo zadziwiające, że niektóre powieści opierają się próbie czasu – a nawet więcej, odradzają się po wielu latach niczym „feniks z popiołów”, przeżywając swoją drugą, a nawet trzecią młodość. Tak właśnie jest w przypadku sagi Dziedzictwo rodu Poldarków autorstwa Winstona Grahama. Ten cykl powieściowy, składający się z dwunastu tomów jest o tyle ciekawy, iż jego popularność wynika nie tylko z talentu pisarskiego autora, ale również ze sławy adaptacji, dokonanych przez telewizję BBC. Pierwotnie całość miała być zamknięta w czterech częściach, lecz zainteresowanie przeniesieniem fabuły na ekran w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia zaowocowała kolejnymi tomami sagi. Polscy czytelnicy mają okazję poznać losy rodziny Poldarków, dzięki książkom wydawnictwa Czarna Owca. W tym tekście zajmę się głównie literacką wersją tej opowieści, a dokładniej jej pierwszym tomem. Dla tych, którzy chcą zapoznać się zarówno z książką „Ross Poldark” jak również serialem „Poldark. Wichry losu” z 2015 roku, pod koniec tekstu podam zakres odcinków, obejmujących treść omawianego tomu.

Zacznijmy jednak od początku. Do Kornwalii po latach walki w wojnie o niepodległość USA, powraca Ross Poldark. Jego pojawienie się powoduje pewną konsternację wśród bliskich. Chyba nikt, oprócz zmarłego niedawno ojca chłopaka, nie wierzył w powrót młodzieńca do domu. Brytyjczycy ostatecznie ponieśli niespodziewaną klęskę na Nowym Kontynencie, w związku z czym musieli uznać powstanie nowego państwa. Jest jednak jeszcze jeden powód, dla którego wszyscy czują się speszeni. Otóż, przed wyjazdem Ross był szczęśliwie zakochany w Elizabeth. Miłość do pięknej kobiety dodawała mu sił i pozwalała przetrwać w najtrudniejszych chwilach, dając nadzieję na przyszłość. Chyba nawet w najgorszych snach nasz bohater nie spodziewał się, że jedyną z pierwszych nowin, jakie usłyszy po powrocie w rodzinne strony, będzie wiadomość o zbliżającym się ślubie Elizabeth z jego kuzynem Francisem. Ross nie ma jednak czasu na rozpamiętywanie rozterek miłosnych. Odziedziczony po ojcu majątek w Naparze wydaje się być niemal kompletną ruiną. Wszystko przez dwójkę służących, którzy po śmierci swego pana, bez skrupułów powolutku zamieniali znalezione kosztowności na alkohol. Ross będzie zmuszony nieco utemperować swoich pracowników, co nie będzie łatwe ze względu na fakt, że przez zbieg okoliczności w Naparze zamieszka nieco zbuntowana podkuchenna, która całkowicie zmieni życie głównego bohatera.

Muszę przyznać, że początkowo nie doceniałam potencjału tej fabuły, bo przecież nie wychodzi ona poza pewien przyjęty schemat sagi. Co prawda, gdy rozpoczynałam lekturę, byłam nieco rozczarowana tym, jak niewielki nacisk autor położył na aspekt stricte historyczny w odniesieniu do np. do walki o niepodległość USA, w której przecież Ross brał czynny udział. Bałam się również nadmiernego melodramatyzmu w opisie relacji między tytułowym bohaterem, a Elizabeth. Wystarczyło jednak kilka kartek, bym przepadła w tej opowieści bez reszty. Co było tego przyczyną? Z pewnością pierwszym, na co należy zwrócić uwagę, to bardzo ciekawa kreacja bohaterów. Ross jest wszak w pewnej mierze buntownikiem o nieco wybuchowym temperamencie, który za nic ma zasady skostniałego XVIII-wiecznego społeczeństwa, czym zdobywa sobie zarówno przyjaciół jak również wrogów. Potrafi nawet bronić pracowników zarządzanych przez siebie kopalń, choć bywa również surowy.

Można powiedzieć, że każda postać w książce jest tak charakterystyczna, że nie sposób jej pomylić z żadną inną. Równocześnie autor jednak nie kreśli wszystkich charakterów tak samo wyraźnie, dając czytelnikowi pewną ilość niedopowiedzeń. Powieść jest niezwykle wyważona pod względem budowy emocji, dzięki czemu czyta się ją bardzo płynnie. Nie sposób, więc przejść obojętnie obok losów bohaterów. Dla mnie unikalne okazało się wplecenie pewnych elementów humorystycznych, które często rozładowują atmosferę. Co ciekawe odbiorca nie ma wówczas wrażenia wywoływania uśmiechu na siłę. Postać Juda już w samym założeniu jest troszkę groteskowa za względu na to, że bohater uosabia niegroźnego pijaczka, który bywa pomocny, jeśli poczuje nad sobą kontrolę swego pana.

Chociaż, jak już wcześniej wspomniałam, aspekt historyczny w pierwszym tomie Dziedzictwa rodu Poldarków jest w tle, to jednak, jeśli chodzi o ukazanie XVIII-wiecznego społeczeństwa właścicieli ziemskich oraz pracowników kopalni, sytuacja wygląda nieco inaczej. Niemałą cegiełkę do tego pozytywnego obrazu dołożył tłumacz polskiego wydania tej powieści.  Tomasz Wyżyński wykazał się, bowiem niezwykłą wrażliwością językową. To właśnie dzięki niej obserwujemy różnicę między sposobem wypowiadania się robotników i wyższych sfer. Co więcej spora część bohaterów otrzymuje swój własny, oryginalny sposób wysławiania się.

„Ross Poldark” to świetna saga rodzinna przeznaczona głównie dla fanów powieści obyczajowej, ale niekoniecznie prozy historycznej. Mając to na uwadze, trzeba przyznać, że Winston Graham stworzył dobrą i hipnotyzującą fabułę z wyrazistymi bohaterami. Nie można dziwić się, że telewizja BBC znów zdecydowała się przenieść tę historię na ekran. Służy temu już sama akcja, która czasem zdaje się wręcz wołać o sfilmowanie, gdyż są w niej widoczne nie tylko elementy romansu, ale także komedii i sensacji. Stąd zaraz po zakończeniu cyklu literackiego, zamierzam obejrzeć serial. Dla tych, którzy chcieliby równocześnie poznawać literacką i filmową wersję powieści informuję, że „Ross Poldark” obejmuje fabułę pierwszych pięciu odcinków produkcji „Poldark. Wichry losu”. Życzę wam miłego czytania i oglądania. Ja natomiast już zabieram się za kolejny tom losów mieszkańców Napary oraz ich bliskich.

 

  • Książka czeka na swoją kolej 🙂 Nie jest to do końca mój klimat, ale mam nadzieję, że mi się spodoba 🙂

  • Anna

    W takim razie życzę miłej lektury 🙂