Ryszard Koziołek „Dobrze się myśli literaturą” – Recenzja

AniaG/ Maj 9, 2016/ Książki/ 0 comments

Jako mały mol książkowy, zastanawiałam się, czy kiedykolwiek jakaś książka zawładnie moim światem już od pierwszego zdania. Długo nie pojawiało się nic, choć książki stały się dla mnie najlepszymi przyjaciółmi. Jako już mały lew książkowy poznałam takich twórców jak Prus, Dumas czy Dickens i przepadłam z kretesem, później już było tylko ciekawiej. Z roku na rok poznane historie wprawiały mnie w poczucie coraz większego zdumienia i pokory.

Ryszard Koziołek napisał książkę o książkach i zaczął ją od zdania:

„Mam skłonność do przyznawania literaturze rangi najważniejszego składnika kultury.”

Czy wierzycie w przyjaźń od… pierwszego zdania? Wiadomo, że dobra literatura to ta emocjonalna, a autora „Dobrze się myśli literaturą” polubiłam z miejsca. Im dalej w las, tym więcej grzybów. Z postępem lektury czułam coraz większą radość, że istnieje na świecie druga osoba myśląca tak podobnie, a jednocześnie potrafiąca tak niesamowicie rozwinąć, udoskonalić i ubrać te wszystkie myśli w słowa oraz przelać je na papier.

Co robi z nami literatura? Dobra literatura czasami wcale nie wyprawia z nami dobrych rzeczy. Szarga naszymi emocjami, sprawia, że sympatyzujemy z czarnymi charakterami, zabójcami, zdrajcami i innymi osobami, do których w realnym życiu nie żywilibyśmy sympatii. Wprawia nas w stan, który byłby dla nas niemożliwy do osiągnięcia bez doświadczenia serii zdarzeń prowadzących do tego położenia. Autor pokazuje, jak pod wpływem lektury zmienia się nasze postrzeganie wszystkiego, co nas otacza. Pozornie nic nie znaczące przedmioty, zdarzenia, wyrazy zatrzymują naszą uwagę na dłużej, nie pozwalając nam przegapić esencji świata. Zdaje sobie sprawę, że wizja powszechnego czytania nigdy się nie ziści, ale nie ubolewa nad tym. Nie martwi się również o to, że literatura całkowicie zawładnie naszym życiorysem, bowiem książki mają w sobie więcej samokrytyki niż my sami. Są całkowicie nierozerwalne z rzeczywistością. Wielka literatura uczyni nas bogatszymi w rady i wskazówki. Niczym rycerza w zbroi, wyśle nas na front prawdziwego życia uzbrojonych w przeżyte wydarzenia, przygody i emocje.

W sposób wyjątkowo naturalny, ujmujący i nie posiadającym nawet ziarnka pompatyczności, wypowiada się o każdym z nas, o czytelnikach.

„Nie jest to istota odwrócona od rzeczywistości ku literom, ale ktoś, kto dzięki czytaniu nadaje życiu intensywność, przestaje traktować życie jako coś zwykłego, co się mu po prostu przydarza, jak każdej żyjącej istocie.”

Podobno geniusz naukowca można rozpoznać po tym, że potrafi prosto i zwyczajnie opowiadać o swojej dziedzinie. Ryszard Koziołek sprawił, że nie brniemy usilnie przez treść książki, lecz płyniemy na fali jego myśli przyjmując z rozkoszą kolejne zdania. Jest tu wszystko co może nas wprawić w stan zadumy i pokory: Sienkiewicz, Witkiewicz, Kraszewski, Malewska, Orzeszkowa, Mrożek, Springer, Twardoch, tak wspaniale przemaglowany Prus, ukochany Dumas. Właściwie mogłabym każdą stronę komentować długimi akapitami kolejnych i kolejnych zdań, ale o wiele bardziej wartościowe będzie to, jak sięgniecie po „Dobrze się myśli literaturą” od Wydawnictwa Czarne.

Autor dzieli się z nami swoimi przemyśleniami, pasją, dorobkiem, doświadczeniem, wieloma pozornie nieistotnymi wydarzeniami ze swojej codzienności i młodości. Niejednokrotnie wywołuje w nas zaskoczenie. Patrzy pod wszelakimi aspektami, ze strony literaturoznawstwa, historii, ekonomii, etyki, religii. Dostrzegając problemy czytelnictwa, opisuje problemy spotykane na całym świecie.

Bardzo mocno upraszczając, jest to książka o czytelnictwie, dla czytelników, od czytelnika.  Opisuje wszystkie towarzyszące nam emocje, wzloty i upadki, poczucie wspólnoty. Czytając przeżywamy setki żyć, nabywamy wiedzę i mądrość ludzi zarówno współczesnych, jak i tych sprzed wieków. Czytając nigdy nie jesteśmy sami.

„Dobrze się myśli literaturą” przyczyniło się do mojego małego sukcesu czytelniczego, bowiem jest to pierwsza pozycja, jaką przeczytałam w formacie e-booka. Autor na tyle utrzymał moje zainteresowanie, że nie rzuciłam się w akcie desperacji na ryzę papieru i drukarkę. Koniec końców, nie ważne w jakim formacie czytamy, ważne że to robimy i sprawia nam to niewysłowioną przyjemność.