V. E. Schwab „Zgromadzenie cieni” – recenzja

AniaG/ Lipiec 25, 2017/ Książki/ 0 comments

Nie da się ukryć, że V. E. Schwab jest jedną z moich ukochanych autorek. Jej wykreowane światy, charyzmatyczni bohaterowie, całkowicie niespodziewane zwroty akcji oraz sytuacje przyprawiające o palpitację serca, sprawiają że obok twórczości Schwab nie sposób przejść obojętnie. Wreszcie doczekaliśmy się kontynuacji „Mroczniejszego odcienia magii”, któremu kilka miesięcy temu dedykowałam wszelkie pieśni pochwalne. Teraz przyszedł czas na „Zgromadzenie cieni”! To zdecydowanie jedna z najbardziej wyczekiwanych i ekscytujących premier 2017 roku!

Lila i Kell. W jej świecie magia jest rzadkością, natomiast w jego – dziwny jest jej brak. Od intensywnych wydarzeń z poprzedniego tomu minęły cztery miesiące. Z pozoru wszystko wraca do normalności. Lila goni za przygodami, szumem fal i dreszczykiem emocji. Kell, mimo swojego elitarnego statusu Antari czuje się udręczony. Nawiedzany przez złowieszcze sny oraz myśli o Lili, porzuca rolę przemytnika i zaczyna zważać na własne życie. Tymczasem Czerwony Londyn przygotowuje się do wielkiego wydarzenia – Igrzysk Żywiołów. Trzy Imperia: Faro, Vesk oraz Arnes wystawiają swoich najlepszych magów. Trzydziestu sześciu śmiercionośnych uczestników, tysiące przybyłych widzów oraz niezliczone emocje podczas spektakularnego turnieju. Na te wydarzenia kładzie cień fakt odradzania się Czarnego Londynu, a jak wiadomo, aby jedno miasto mogło powstać, inne musi upaść. Na domiar złego powracają osoby, które zdecydowanie powinny pozostać martwe.

Ustalmy jedno. Może i Delilah Bard często i gęsto wpada w kłopoty, ale równie często sama jest architektem własnych problemów. Mimo to, przyznaję – uwielbiam Lilę. Jej dzikość, pragnienie nieustannej przygody oraz niespokojne postrzeganie rzeczywistości wyzwalają w nas chęć zdobycia świata i czerpania z niego garściami. Jest bezczelna, a nad szaleństwem własnych czynów zastanawia się dopiero po fakcie. Najlepsze jest to, że mimo zmian, pozostaje sobą, dokładnie tą niepoprawną Lilą, którą pokochaliśmy. Nagina większość reguł, a pozostałe łamie jednocześnie cytując Williama Blake’a. Ona nie wysłuchuje legend, ona je tworzy.

„Zgromadzenie cieni” to nie tylko show jednego bohatera. Swoją rolę do odegrania ma również przyszły władca Arnes – kruczowłosy Rhy, zawsze służący radą Tieren, a nawet ekstrawagancka krawcowa Calla. Kim jest surrealistyczna Ojka i co potrafi tajemniczy mag Kamerov Loste? I gdzie w tym wszystkim Kell, którego natura jest równie niespokojna co temperament Bard? Dostajemy od Schwab piracki podarunek w postaci ekscentrycznego Kapitana „Nocnej Iglicy”, który nie tylko jest wisienką na torcie. Alucard Emery jest całym cholernym tortem. Sami się przekonacie!

A turniej trwa. Faraońskie Drzewo. Veskański Kruk. Arnezyjski Kielich. Na kogo Wy postawicie swoje pieniądze?

Nadal całą sobą tkwię w świecie wykreowanym przez autorkę i czuję pulsowanie emocji pod skórą. Londyn, a właściwie Londyny, wykreowane przez Schwab, aż wibrują ze stron pobudzając nasze czytelnicze zmysły. Błagam Zysk i S-ka, nie każcie nam czekać kolejny roku na zakończenie tej pozbawiającej snu i tchu trylogii! Jak napisała sama Schwab, jest to książka dla tych, którzy nigdy się nie poddają.